poniedziałek, 12 maja 2014

Rozdział XV

Rozdział XV

        No cóż. Przy odbudowaniu namiotów mieliśmy z Garethem wiele okazji do rozmowy, jednak nie chciałam zmuszać go do niej zmuszać. Widziałam, że nie chce tego, poza tym był tak niesamowicie zmęczony. Może nie tyle fizycznie co psychicznie. Ten ciężar, który spadł na jego barki był zbyt ciężki. Dlatego chciałam pomóc mu go udźwignąć. Zrobimy to razem z Antonio, no bo w końcu od czego jesteśmy my, przyjaciele ? Długo nie mogłam zasnąć. Prawdę powiedziawszy kompletnie nie udało mi się tego dokonać tej nocy. Postanowiłam nie leżeć bezczynnie i pomóc w patrolowaniu osady. Wszyscy byliśmy w kompletnej gotowości, więc tylko wstałam, narzuciłam sweter i wyszłam z mojego namiotu robiąc to jak najciszej, żeby nie obudzić Kate, mojej pokojówki. Chociaż wolałam nazywać ją powierniczką. Kiedy miałam jakiś problem czy coś mnie trapiło zawsze mogłam się tym z nią podzielić. A ona była kompletnie dyskretna. Wcześniej nie zwróciłam na to uwagi, ale Kat była naprawdę śliczna. 
        Była drobną dziewczyną niewiele starszą ode mnie. Miała delikatne, regularne rysy twarzy, mały, zgrabny nosek, przenikliwe, aczkolwiek łagodne i pełne zaufania, fiołkowe oczy, na które cieniem kładły się długie, czarne rzęsy. Jej cera - blada i gładka - ostro kontrastowała z naturalnie kręcącymi się puklami długich, lśniących, kruczoczarnych włosów. Często chodziła w sukienkach podkreślających jej zgrabną figurę. Kate była dziewczyną praktyczną, jej wygląd mógł bardzo, ale to bardzo zwieść, bowiem wyglądała łagodnie i miło. Lecz nikt, kto zdążył poznać ją bliżej, nie da się zwieść. Tak naprawdę  Kate, mimo słodkiego wyglądu, była pełną temperamentu dziewczyną przygotowaną na każdą możliwą okoliczność. Ta dziewczyna miała w sobie niekończące się pokłady dobrego humoru jak i ognia, który często z tlącego się drewienka, zamieniał się w płonący las, gdy ktoś ją zdenerwował lub sprowokował ( czytaj Antonio, tak poza tym to na gołe oko od razu widać, że ta para miała się ku sobie. Wszyscy to widzieli tylko tych dwoje ślepców nie).
        Jeszcze chwilę popatrzyłam na moją przyjaciółkę i wyszłam z namiotu. Akurat w tym momencie straż wymieniała się i Rycerze mieli zastępować aurorów. Jest jakaś szansa, że spotkam kogoś znajomego. Zaczęłam się rozglądać. Jednak mój rozum usilnie starał się o czymś mi przypomnieć, bo nie mogłam się pozbyć tego uciążliwego wrażenia, że czegoś nie wzięłam. No tak ! Moja różdżka ! Wbiegłam z powrotem do namiotu, zabrałam moją ukochaną różdżkę i - ku mojemu ogromnemu szczęściu - zobaczyłam na straży Antonia. On też mnie dostrzegł, bo już po chwili gestem przywoływał mnie do siebie. Niestety minę miał nie tęgą. Oj. Chyba nie cieszy się, że włóczę się sama po obozowisku. Nie miałam ochoty wysłuchiwać jeszcze raz tych samych wyjaśnień, które słyszałam od Garetha. ( "Nie, nie możesz Hermiono stać na straży, to zbyt niebezpieczne, Tronis albo któryś z jego sprzymierzeńców mógłby Cię porwać" albo " A po co masz stać na straży z innym strażnikiem ? To kompletnie bez sensu. Nie, nie chce dłużej słuchać żadnych wyjaśnień, jestem twoim opiekunem i rozkazuję Ci iść spać" a kiedy widział, że się nie poddam, powiedział tylko " Bez dyskusji", spojrzał na mnie tym swoim stalowym, bezwzględnym wzrokiem, odwrócił się i poszedł w siną dal ). W każdym razie podchodząc do Antonia podniosłam prawą dłoń do góry w geście uciszenia i zaczęłam :
  - Wiem Antonio, jest zbyt niebezpiecznie, żeby urządzać sobie wycieczki po Kotlinie o 3 w nocy. Wiem również to, że ktoś mógłby mnie porwać, zranić, zabić czy Bóg wie jeszcze co. No ale od czego są zabezpieczenia ? Poza tym nie mogłam spać. Zobaczyłam Cię z namiotu i stwierdziłam, że równie dobrze zamiast leżeć mogę Ci dotrzymać towarzystwa, prawda ? - uśmiechnęłam się do niego słodko. Trochę nagięłam prawdę, bo i tak nawet gdyby go nie było to wyszłabym z namiotu, ale tego akurat nie musiał wiedzieć.
  - Przez ciebie Gareth mnie zabije. Ech, ale trochę racji masz. Wzięłaś różdżkę ? - pokręciłam głową - W takim razie możesz zostać. Ale tylko chwilkę - spojrzał na mnie surowym, ojcowskim wzrokiem. Nie mogłam powstrzymać śmiechu. Po chwili Antonio śmiał się razem ze mną. 
  - No więc powiedz mi, śliczna, dlaczego nie mogłaś zasnąć ?
  - Męczy mnie ta historia z klątwą. Martwię się o Garetha. Wygląda naprawdę marnie.
  - Muszę się z tobą zgodzić. Śmierć przyjaciela go dobiła, martwi się o naszą osadę, o Rycerzy, o przyjaciół, ale przede wszystkim o Ciebie, śliczna.
  - O mnie ? - otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia.
  - Nie słyszałaś, co powiedział Tronis ? Gareth pluje sobie w brodę, że nie dopilnował, żebyś została w osadzie.
  - Obwinia się ? Ale to przecież moja wina. Mając w perspektywie pilnowanie mnie albo ocalenie setki ludzi ,ja na jego miejscu zrobiłabym to samo. 
  - Ta klątwa ... zrozum Hermiono, nikt nie zna jej treści, każdy wie tylko tyle, że takowa naprawdę istnieje, więc żadne ze stworzeń na tym świecie nie chcę się o tym przekonywać. Większy strach budzi nieznane, bo wydaje się nieuchwytne, nieosiągalne, boimy się konsekwencji. Natomiast to, co już znamy, daje nam poczucie fałszywego bezpieczeństwa, no bo skoro jest znane, to czego mamy się lękać ? Ale znane jak i nieznane bywa niebezpieczne, zwodne. Gareth nie boi się o siebie, boi się, że ta klątwa dotknie innych ludzi, że to będzie jego wina. Gareth od zawsze był uczuciowym facetem. Zawsze bardziej martwił się o innych niż o siebie.
  - Tak, jest bardzo ... - nie mogłam znaleźć odpowiedniego słowa, które opisałoby mojego obrońcę w całej krasie, sprawiedliwie i w najwyższym stopniu zasłużenie, więc wydukałam tylko - szlachetny i dobry.
        Rozmawialiśmy tak z Antonio aż do końca jego warty. Kontemplowaliśmy uroki natury, debatowaliśmy na różne tematy, żartowaliśmy i spieraliśmy się w najbardziej błahych rzeczach. Oczywiście w końcu wybuchaliśmy nieposkromionym śmiechem i już tak bolały nas brzuchy, że nie próbowaliśmy rozmawiać. W ciszy również jego towarzystwo było miłe. Tamtego wieczoru odniosłam wrażenie, że z Antoniem można wszystko, że jest najlepszym powiernikiem, przyjacielem, Rycerzem. Warta Toniego ( tak go nazywałam w myślach i zamierzałam w przyszłości wykorzystać tą ksywkę przeciwko niemu ) skończyła się, ponieważ specjalna opaska zmieniła swój kolor z granatowego ( warta ) na żółty ( koniec warty ). Pech chciał, że akurat tego dnia miejsce Antonio zajmował Gareth. Nie był ucieszony, kiedy nas razem zobaczył. Chociaż nie jestem pewna, czy to nie aby tylko i wyłącznie moja osoba wywołała na jego twarzy ten grymas gniewu.
  - Co ONA tutaj robi ?! - zawarczał. Z jego oczu biła tak dzika furia, że aż odsunęłam się kilka kroków za Antonia.
  - Uspokój się stary. Nie mogła zasnąć, więc pozwoliłem jej chwilę zostać. Właśnie miała wracać do namiotu.
  - Zdaję się, że w ogóle nie miała z niego wychodzić. Czy moje rozkazy brzmią niejasno ? - Gareth cały drżał.
  - Bardzo jasno, przyjacielu.
  - Więc od tej chwili, każde moje polecenie ma się przywitać z poparciem. To ostatni raz. Jeszcze jedno nieposłuszeństwo względem kapitana i będę musiał Ci wymierzyć karę. Nie chcę, ale muszę. Nie mogę Cię traktować bardziej ulgowo, bo jesteśmy przyjaciółmi. Zrozumiano ? - zauważyłam, że również w oczach Antonia zapalił się ten ów niebezpieczny błysk, nie odezwał się ani słowem, domyśliłam się, że zapewne Toni chce nad sobą zapanować - Pytam, czy zrozumiano.
  - Tak jest, sir.
        Antonio odszedł do swojego namiotu nawet się nie oglądając. Podążałam za nim spojrzeniem, póki nie zniknął wśród ciemności. Następnie skierowałam swój wzrok na Garetha. Patrzyłam na niego z pogardą.
  - On nie zrobił nic złego. Nie miałeś prawa go tak potraktować. Wcale nie chciał, żebym tu była. On był i jest lojalny wobec ciebie. Ja nie - po tych słowach odwróciłam się i szybko skierowałam w stronę, w którą poszedł Antonio. Lecz przez ten ułamek sekundy, odwracając się, zobaczyłam w oczach Garetha szczere zdumienie. Moje słowa jeszcze w pełni do mnie nie dotarły. Były impulsem i wypowiedziałam je w kompletnej złości. Wtedy nie myślałam. Tylko działałam.
        W końcu dogoniłam Antonia. Chyba wybrał się na spacer, bo kierował się w kierunku wyjścia z osady. Na szczęście zdążyłam go powstrzymać. Nie wiadomo kiedy smoki mogą wrócić. W każdym razie złapałam Toniego za rękaw.
  - Nie idź tam.
        Odwrócił się, spojrzał mi w oczy i przytulił mnie z siłą niedźwiedzia. Wtedy zdałam sobie sprawę, że nawet ten żartowniś ma w sobie nutkę niepokoju, że nie tylko my się martwimy i nie tylko my próbujemy trzymać nerwy i uczucia na wodzy.
        Staliśmy tak przez dłuższą chwilę. Lekko go odepchnęłam. Popatrzyłam mu w oczy, uśmiechnęłam się pokrzepiająco. Chciałam poprawić mu nastrój. Jednak w chwili, kiedy spotkałam jego wzrok, wiedziałam już, że chce zostać sam. Nie był do końca opanowany i bał się, że może powiedzieć nie tej osobie o jedno słowo za dużo. Mimo, że nie miałabym do niego żalu, rozumiałam to. Po prostu uśmiechnęłam się, pocałowałam go w policzek i powiedziałam - "Dobrej nocy Tonio". Chwilę patrzył na mnie oszołomiony, żeby później stać i śmiać się do rozpuku. Ja również się roześmiałam, tyle że byłam już w drodze do swojego namiotu. Ach, faceci. No ale w sumie nie stało się nic złego, więc dlaczego obydwaj zareagowali tak gwałtownie ? A mówią, że to kobiety bywają skomplikowane. Nic podobnego. Moje rozmyślania przerwała Kate, która wpadła na mnie tak nagle, że omal się nie przewróciłam.
  - Kat, pies Cię ściga ?
  - Nie Miona, ale Gareth, tzn. kapitan kazał mi natychmiast Cię do niego przyprowadzić.
  - Tak ? A niby po co ?
  - Chyba jest na Ciebie wściekły.
  - Droga Kat. Powiedz naszemu drogiemu kapitanowi, że dzisiaj już jestem zmęczona i nie mam zamiaru truć sobie nim głowy. Poza tym, to chyba nie jest najlepsza pora na rozmowy. Jutro też jest dzień.
  - Co Ty mówisz, Hermiono, przecież on mnie zabije. Już i tak dał mi reprymendę, że nie zauważyłam twojego zniknięcia i .... - nie wytrzymałam.
  - No i co ?! Uważa, że jesteś moim psem obronnym ?! że jesteś jakimś androidem ?! Że nie potrzebujesz snu ?! Co on sobie myśli ?! Zaprząta ludziom głowę moją osobą, co jest kompletnie absurdalne, uważa mnie za ofiarę losu niegodną zaufania, wydziera się na was wszystkich, bo wielki pan i obrońca uciśnionych ma taki sobie zły dzień ?! Myśli, że ma takie prawo ?! Otóż nie ! Nie ma i nie zamierzam z nim rozmawiać, dopóki sobie nie przemyśli pewnych kwestii - nagle zza namiotu wyszedł Gareth. Słyszał całą moją debatę. Oskarżycielsko wycelowałam ku niemu palec - Zadowolony z siebie jesteś ? Przez ciebie Antonio o mało co nie wyszedł poza pole ochronne ! Coś mogło go napaść. To mógł być smok, tryton i Bóg wie jeszcze co ! A to wszystko przez Ciebie.
  - A co Ty go tak bronisz ? - mówią, że najlepszą obroną jest atak. No więc Gareth zastosował tą taktykę.
  - A co Ty tak na niego napierasz ? O co Ci chodzi ?! - spojrzałam na niego. Jego oczy pociemniały. - nie wierzę. Czy Ty myślisz, że ja i Antonio ...
  - A nie ? - roześmiałam się w głos. To był histeryczny śmiech wariatki. Kat i Gareth tak właśnie na mnie patrzyli.
  - Gdybyś wiedział, jak ogromnym jesteś idiotą i palantem, to zamiast twoich ostatnich słów już za samą myśl byś przepraszał. Nic nie łączy mnie z Antoniem. To mój PRZYJACIEL, podkreślam, i nie mam zamiaru więcej tłumaczyć się z tej relacji. W przeciwieństwie do Ciebie potrafi słuchać i nie wysuwa bezpodstawnych oskarżeń. No i gdybyś chciał wiedzieć, to wyszłam z namiotu tylko dlatego, że miałam ogromną nadzieję Cię spotkać. Żałuję moich ostatnich słów, kiedy powiedziałam Ci, że nie jestem wobec Ciebie lojalna, bo to nie prawda. Mimo wszystko nie żałuję niczego co powiedziałam od momentu, kiedy Kat na mnie wpadła. A teraz żegnam. Aha i jeszcze jedno - spojrzałam na Garetha twardo i nieugięcie - Chcę, żeby moim nowym opiekunem był Antonio. On przynajmniej potrafi się uśmiechać. - odwróciłam się na pięcie i weszłam do namiotu. Tej nocy długo nie mogłam zasnąć. Wiem tylko, że kiedy moje powieki zrobiły się ciężkie, zaczęło świtać.
______________________________

Wiem wiem, jestem beznadziejna, rozdział miał być wczoraj. No ale wydajemy rodzinne przyjęcie niespodziankę dla mojej babci, która kończy niedługo 70 lat, no i jak wiadomo zjedzie się prawie cała rodzina więc roboty jest ohohohohoooo ... i jeszcze więcej. -,- wybaczcie mi, rozdziały mogą być z poślizgiem albo bardzo opóźnione, bo zdajecie sobie sprawę, że za niedługo jest koniec roku i praktycznie w mojej szkole to jest ostatni miesiąc pracy na oceny. Więc sami rozumiecie ... W każdym razie życzę Wam miłego czytania ;)

piątek, 9 maja 2014

Rozdział XIV

Dobrze więc, moja kuzynka nie ma rozumu a moja głupota nie zna granic, ale mimo wszystko nie będę pisała ponownie całego rozdziału, zajęłoby mi to zbyt wiele czasu, więc wyjaśnię pokrótce co w nim było. 

Otóż Hermiona z Garethem wyszli z groty żeby wspomóc innych rycerzy w walce. Jednak na miejscu nie zastali nikogo, więc Gareth kazał Hermionie zostać w osadzie a on sam wyruszył na sam szczyt Smoczej Góry. No ale nasza kochana Gryfonka nie posłuchała i poszła za nim. Na miejscu Gareth zastał wszystkie smoki zamieszkujące Smoczą Kotlinę oraz całą osadę uwięzioną w ciasnych klatkach zwisających z sufitu. Zaczęła się rozmowa Garetha z nowym przywódcą smoków, Tronisem, który od zawsze pragnął władzy i który został podejrzanym w sparwie zabicia dotychczasowego władcy Kotliny i serdecznego przyjaciela Garetha, Xanto. Niestety Tronis ma swoich smoczych zwolenników i chce zrzucić całą winę na ludzi. Zaczyna się walka, nagle zza rogu wyskakuje Hermiona. Okazuje się, że smoki nie wiedzą o jej magicznych zdolnościach. Z resztą, między uwięzionymi rycerzami również jest sporo magów i czarownic, więc szybko udaje im się wydostać z klatek i dołączyć do walki. Smoki uciekają, ale Tronis mówi Hermionie, że niedługo spełni się przepowiednia i że dziewczyna znienawidzi Garetha a wtedy on, Tronis, będzie przy niej. Po czym wszystkie smoki odlatują a ludzie wracają do swojej osady. Po drodze przyjaciel Garetha, Antonio ( młody, przystojny szatyn o onyksowych oczach, męskich, ostrych rysach twarzy, dobrze zbudowany z wesołym usposobieniem ) podchodzi do Hermiony i zaczynają rozmowę. Opowiada jej dzieje, kiedy świat jeszcze nie był podzielony na rasy a teren na całej kuli Ziemskiej pozostawał uniwersalny ( w sensie nie dzielił się na osobne tereny smoków, ludzi, osób magicznych itp ). Opowiedział jej o ojcu Tronisa, Lunoxie, który nienawidził swoich rodziców i chciał zapanować nad światem ( jego matka była smoczycą i związała się z człowiekiem. Mężczyzna umarł a ona zaraz po urodzinach Lunoxa zabiła się za pomocą trytonów*, gdyż chciała na zawsze być z ukochanym. Lunox był zmiennokształtnym** i trafił do rodziny zastępczej, gdzie był niekochany i niechciany ). Kiedy został wyrzucony przez rodziców zastępczych, wybrał się na Południe, gdzie zamieszkał ze swoim gatunkiem. Jednakże nie ujawniał swojej zmiennokształtności, gdyż tam mieszkały tylko smoki czystej krwi*** i nie przyjmowały innych anomalii gatunkowych. Lunox związał się z córką przywódcy tutejszych smoków i w dosyć szybkim czasie urodził mu się potomek, któremu nadał imię Tronis. Kazał synowi nie ujawniać się ze swoją zmiennokształtnością, którą odziedziczył po Lunoxie. Chciał uchronić syna od tego, od czego nie uchroniono jego. Po pewnym czasie zaczął zbierać swoich zwolenników mówiąc, że krzyżowanie ras jest niedorzeczne i złe i że trzeba wypleniać ten paskudny zwyczaj. Znalazł dosyć sporą grupę popleczników. Jednak w pewnej wiosce mieszkała najmądrzejsza i najpotężniejsza czarownica Galatea. Posiadała dar widzenia. Potrafiła zobaczyć co było w przeszłości, co dzieje się w teraźniejszości w różnych zakamarkach świata i co będzie działo się w przyszłości. Zobaczyła, że w najbliższym czasie odwiedzi ją Lunox z pewną propozycją. Nie zdziwiła się więc, widząc go kilka dni później. Smok zaproponował jej współwładzę, gdyż wiedział, że czarownica jest potężna i dzięki niej byłby niepokonany. Nasza droga Galatea odmówiła wybierając dobro, jednakże Lunox nie poddawał się i co jakiś czas składał czarownicy wizytę. Ta, ku jego rozczarowaniu, zawsze odmawiała. W końcu smok przestał uzależniać się od niej i rozpoczął walki ze wszystkimi gatunkami świata. Kiedy przybył do Afrykańskiej wioski, gdzie mieszkało właśnie tak znienawidzone przez niego plemię zmiennokształtnych, od razu rozpoczął starcie. Spodziewał się, że jego przeciwnicy słyszeli już o podbojach Czarnej Plagi**** i że nie warto stawiać im oporu. Cóż, tutejszy wódz jednak nie miał zamiaru ustępować tak łatwo. Zaczęły się straszne bitwy, trwały kilka miesięcy i Lunox po zabiciu wodza - a był nim Ivar Haroun, ojciec wtedy 9-cio letniego Garetha - pozostawił wioskę i jej mieszkańców w kompletniej rozsypce. Wtedy Galatea ułożyła przepowiednię, która kilka lat później spełniła się. Otóż Gareth miał zemścić się na ojcu Tronisa zabijając go, a na samego siebie ściągając w ten sposób klątwę. Treść klątwy miała być nikomu nie znana, ponieważ Galatea spisała ją na pergaminie i bardzo dokładnie ukryła. Oddałaby wszystko byleby tylko to przekleństwo się nie spełniło.Niestety, Tronis, w nikomu nieznany sposób, dostał się do pergaminu i wykradł go. Dopiero na miejscu zorientował się, że lecąc musiał zahaczyć nim o gałąź, ponieważ gdy doleciał  okazało się, że ma jedynie połowę klątwy. Druga połówka szczęśliwym zbiegiem okoliczności trafiła do Galatei. Do dziś dnia jednak nikt nie zna brzmienia klątwy ( oprócz Galatei w całości i Tronisa w połowie - nie powiedział nikomu o zdobyczy ) Teraz Tronis planuje zemstę za śmierć ojca i planuje dokończyć jego dzieło ( wszystkie tereny świata zostały podzielone, jedynie - a może aż - brakuje władcy kierującego wszystkimi gatunkami na raz ) Chce odzyskać drugą połowę pergaminu i dopełnić klątwę ciążącą na Garethcie. Antonio kończy swoją opowieść, oddala się do swoich towarzyszy. Gareth trzyma się daleko z przodu. W końcu wszyscy docierają do wioski. Szkody nie okazują się aż tak wielkie, jedynie zostało spalonych kilka namiotów. Cała osada bierze się za ich odbudowę i już po godzinie zapada w sen. Tym razem dla ochrony przydzielono kilku aurorów. 

* trytony - ważki podobne do  tych zwykłych w świecie mugoli, jednakże te posiadają śmiertelny jad, którego wystarczą dwie krople, żeby przez ostatnie 10 sekund życia pogrążyć człowieka, smoka lub inną istotę w kompletnej agonii a później wyssać z niej życie. ( wiem wiem, że tryton to było coś tam innego, ale ja sobie tak wymyśliłam. No bo w sumie fajna nazwa a tu się okazuje, że chodzi o jakieś ważki xD ) 

** zmiennokształtni - skrzyżowanie człowieka ze smokiem. Zmiennokształtność polega na zmienianiu się smoka w człowieka i na odwrót w dowolnej chwili. Oczywiście trzeba opanować tę sztukę do perfekcji, nikt nie ma tak łatwo ;) Przekazywana jest z pokolenia na pokolenie.

*** smocza czysta krew - no cóż, to tak jak z krwią czarodziei. Zero krzyżówek z innymi gatunkami, same bardzo stare smocze rody z tradycjami przestrzeganymi od pokoleń. 

**** Czarna Plaga - dawne oddziały Lunoxa, szerzyły kompletne spustoszenie na świecie.

________________________

No cóż, macie taki skrócony rozdział XIV.  Kilka rzeczy jest chyba trochę inaczej niż było, ale sens jest ten sam no i dodałam kilka rzeczy od siebie. Następnej notki wypatrujcie jutro albo w niedzielę ;) postaram się jeszcze dzisiaj za nią zabrać. Postanowiłam zacząć pisać z perspektywy Hermiony, bo to bardzo ułatwi mi pisanie no i dzięki temu uniknę wielu powtórzeń. Ten rozdział musiałam napisać chociażby w formie streszczenia, bo później nie wiedzielibyście o co chodzi. Tych, którzy już czytali ten rozdział jeszcze przed usunięciem , proszę o cierpliwość najpóźniej do niedzieli. Natomiast tym, którzy jeszcze nie czytali życzę miłego streszczenia ... xD 
PS. A no i wybaczcie, że tak przeskakiwałam czasami przeszły - teraźniejszy, ale chodziło mi tylko o wyjaśnienie paru szczegółów no i za bardzo nie zwracałam na to uwagi bo chcę zabrać się jak najszybciej za następny rozdział ;)

Ugrrrr....

Serio ? Serio ?! wybaczcie mi zniknięcie XIV rozdziału, niestety to nie moja wina tylko mojej nieudolnej kuzynki, która zaczęła mi szperać przy blogu, bo ja inteligentna zostawiłam włączonego laptopa ! Ugrrr ...     -,- a to był najważniejszy rozdział, no !!!! Jak wiecie piszę wszystko na świeżo i nie miałam nigdzie zapisanego ... Zaraz się rozpłaczę !!!!! T.T Miałam się brać za następny wpis, ale teraz nie mam pojęcia co robić ...

niedziela, 6 kwietnia 2014

Rozdział XIII

Rozdział XIII

        Szukali jej wszyscy. Uczniowie, nauczyciele, nawet Filch poświęcił swój czas na poszukiwania panny Granger. Dumbledore siedział w swoim gabinecie. On jako jedyny nie uczestniczył w poszukiwaniach. Wczorajszego wieczoru poinformowano go, gdzie znajduje się Hermiona, jednak dyrektor nie mógł nikomu o tym powiedzieć, więc musiał jakoś zatuszować sprawę. Myślał nad tym cały ranek. Minął już tydzień od rzekomego "uprowadzenia" panny Granger, czyli trzeba było wymyślić jakieś sprawne i prawdopodobne wyjaśnienie przyczyny zniknięcia dziewczyny. Dyrektor postanowił nieco zmodyfikować prawdę, dzięki czemu nie będzie musiał uciekać się do kłamstwa i nielojalności wobec wszystkich obecnych w Hogwarcie. Dumbledore wolał przemilczeć pewne  kwestie, ale jeszcze nigdy nikogo nie okłamał w tak ważnych sprawach. 

        Harry, Ron, Draco i Blaze stali razem na korytarzu. Nie mogli uwierzyć w to, że dyrektor zakazał poszukiwań Hermiony a zamiast tego nakazał wszystkim obowiązkowo zjawić się na dzisiejszych zajęciach oraz na kolacji. 
  - Nigdy go nie lubiłem - stwierdził z niesmakiem Malfoy.
  - Skoro zaprzestał poszukiwań, wręcz zabronił wychodzić dzisiaj wszystkim z zamku, to musiał mieć ku temu ważne powody. Możliwe nawet, że Hermiona się odnalazła - Harry zaczął bronić Dumbledora. Zaczynały go już denerwować kwestie Malfoya. Blondyn więcej już nie odezwał się słowem tylko stał i rozglądał po korytarzu pełnym uczniów. 
        Wszyscy przyglądali się im z zaciekawieniem. W końcu powszechnie było wiadomo, że Ślizgoni i Gryfoni się nienawidzili, a w szczególności Draco nienawidził Harry'ego i Rona, z resztą ze wzajemnością. Dla blondyna jednak była to szansa. Połączone siły z Potter'em dawały o wiele większe szanse odnalezienia Hermiony a on zrobiłby wszystko, by tylko ją odnaleźć. Nawet zaprzyjaźniłby się z Wybrańcem. 

        Wielka Sala była dzisiaj w komplecie. Wszyscy uczniowie i nauczyciele odpowiedzieli na wezwanie dyrektora. Gdy tylko Dumbledore wszedł, wszelkie gwary rozmów ucichły. Cała sala chciała wysłuchać, co takiego ma do powiedzenia dyrektor. Nawet duchy przyleciały dowiedzieć się, dlaczego poszukiwania zostały poniechane. 
  - Witam wszystkich w tym wyjątkowym dniu - rozległ się miły głos dyrektora - Zapewne zastanawiacie się, dlaczego zaniechałem poszukiwań naszej drogiej panny Granger - zrobił efektywną pauzę pełną napięcia - Otóż otrzymałem wczoraj bardzo wiarygodny list, że nasza droga uczennica jest bezpieczna. W kopercie znajdował się również drugi list adresowany od panny Granger. Zapewniała mnie gorąco, że nic jej nie jest i żebyśmy się nie martwili. Nie powiadamiałem was o tej korespondencji, gdyż uważałem, że jest już zbyt późna pora, ale również pragnąłem najpierw sprawdzić czy faktycznie wszystko odbywa się zgodnie z treścią listu. W nocy wybrałem się na miejsce pobytu naszej drogiej Hermiony i zapewniam was, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. A teraz proszę was, jedzcie i radujcie się ! Niech te ponure miny zejdą z waszych twarzy. Nie pociesza was fakt powrotu do normalnego trybu dnia i nauki, ale im szybciej tym lepiej ! Życzę smacznego i dobrej nocy - dyrektor już chciał się oddalić, kiedy Draco wstał i zaczął iść w stronę stołu dla nauczycieli. 
  - Chwileczkę ! Nie wierzę w te pańskie zapewnienia ! - Draco wycelował palec w dyrektora. W Wielkiej Sali na powrót zapanowała cisza - Gdzie jest ten list ? Dlaczego nie chce pan go pokazać ? Co w nim takiego jest? 
  - W liście znajduje się miejsce pobytu panny Granger, którego pod żadnym pozorem nie wolno mi zdradzać, panie Malfoy. Poza tym list został już zniszczony, przecież nie chcielibyśmy, żeby dostał się w niepowołane ręce, nieprawdaż ? Poza tym, Draco, na przyszłość radziłbym Ci się odzywać trochę grzeczniej do nauczycieli i z większym szacunkiem. O nie, nie protestuj - uciszył blondyna unosząc rękę - rozumiem twój gniew, niepokój, bak zaufania. Niestety w tych okolicznościach nie pozostaje Ci nic innego jak mi zaufać. - dyrektor odwrócił się bezceremonialnie i wyszedł. Wściekły Draco stał przez chwilę patrząc nienawistnie w miejsce zniknięcia dyrektora, po czym wyszedł z Sali nie zważając na protesty nauczycieli.

        Hermiona stała przed tarczą i próbowała się skoncentrować. Miała zaciętą minę, zmarszczony nosek i przymrużone oczy. Wygląda tak uroczo - pomyślał Gareth. Mimo wielu czasochłonnych zajęć zdecydował się wziąć całkowitą odpowiedzialność za Hermionę i został jej opiekunem. Starał się z nią spędzać możliwie jak najwięcej czasu i nauczyć jej wielu bardzo przydatnych umiejętności. Tym razem padło na lekcję strzelania z łuku. 
  - Wyglądasz uroczo w tym skupieniu. Żyłka na szyi tak bardzo Ci pulsuje, że niemal widzę przepływającą krew. No ale cóż z tą żyłką ! Ten nos. W końcu go złamiesz jak będziesz go tak marszczyć. - Gareth zaczął żartobliwie ją przedrzeźniać. Dziewczyna starała się zachować surową minę, ale gdy go zobaczyła, nie mogła powstrzymać śmiechu. - Miło mi, że mogłem Cię w końcu rozśmieszyć - ucieszył się opiekun. 
  - Robiąc takie miny mógłbyś pójść do cyrku i robić je jednocześnie jadąc na monocyklu po linie na wysokości 3 metrów a do tego żąglując dziesięcioma piłeczkami naraz - wyobrażenie sobie tej sceny Gareth powitał kolejnym wybuchem śmiechu dziewczyny.
  - Nabijasz się ze mnie ? Nie ujdzie Ci to płazem - Hermiona nawet nie wiedziała kiedy chłopak doszedł do niej w trzech krokach, wyrwał łuk i bezceremonialnie przewrócił ją na ziemię, po czym zaczął łaskotać aż do momentu, kiedy zaczęła błagać, żeby przestał. Była cała zapłakana od niepohamowanego śmiechu. 
  - Jesteś okropny - wykrztusiła.
  - Ja ? Właśnie będę naprawiał szkody - wziął Hermionę na ręce. Kiedy była już w jego ramionach, zadrżała. Gareth wyczuł to, ale mylnie zinterpretował. - Zimno Ci ? - zapytał z troską. Dziewczyna przecząco pokręciła głową. Opiekun porzucił pomysł wrzucenia Gryfonki do jeziora, po czym skierował się do jej namiotu. 
  - Myślałam, że mamy lekcje strzału z łuku ?
  - Zmiana planów. 
        Kiedy dochodzili do namiotu, Gareth rzucił jakieś polecenie kobiecie stojącej przy namiocie, jednak nie usłyszała jakie, bo była skupiona tylko na tych silnych ramionach, w których się znajdowała. Opiekun postawił ją na podłodze, po czym zamknął wejście do jej tymczasowego domu. Wziął ją za rękę i zaprowadził do pobliskiego stołu. Usiedli. 
  - Opowiedz mi coś o sobie - poprosił chłopak.
  - Nie ma co opowiadać. Wszystko już wiesz. - Gareth już miał się obruszyć, ale w ostatniej chwili zobaczył w jej oczach wesołe ogniki. Roześmiał się.
  - Oj dziewczyno, tylko Ty wiesz jak wyprowadzić mnie z równowagi.
  - Nie tylko ja. Zdaje się, że ta śliczna królowa z kawałkiem lodu zamiast serca robi to na okrągło.
  - Sara bardzo wiele przeszła. Jesteśmy niczym rodzeństwo. Przyjaźnimy się od dzieciństwa, zawsze robiliśmy wszystko razem. Czułem i czuje się za nią odpowiedzialny. Po tej tragedii ... Ona nie była taka. Fakt, wyrosła na dumną piękność o surowym wyglądzie, ale jej uśmiech łagodził te twarde damskie rysy. Niestety masz rację. Teraz jest królową śniegu i usilnie stara się robić wszystko na własną rękę. Nie może pogodzić się z faktem, że jest w  mojej grupie i tym bardziej z tym, że ja jestem jej szefem, że dzięki temu nadal się nią opiekuje - zobaczył zaskoczoną minę Hermiony - Pewnie myślałaś, że zależy jej wyłącznie na moim stanowisku ? Owszem, chciała je, ale jak mówię tylko po to żeby się wyrwać spod moich skrzydeł. Niestety nic z tego. 
  - Dlaczego nie dasz jej swobody, skoro tak bardzo jej potrzebuje ? 
  - Ona chce się zemścić. Stanowisko jest jej potrzebne wyłącznie do tego. 
  - Myślałam, że chodzi tylko o odsunięcie Ciebie.
  - Faktycznie tak to przedstawiłem. Jeszcze raz. Po tej całej tragedii nie chciała już mojej opieki. Chciała sama stawić czoła problemom, przez co chciała się ode mnie odsunąć. Już wtedy byliśmy Rycerzami Świtu. Mieliśmy misję ochrony pewnej bardzo wpływowej czarownicy, która zagrażała czarnym charakterom. Sara pragnęła się wykazać, udowodnić, że mogłaby być dobrym przywódcą grupy. No więc dostała szansę. Jak na jej wiek była świetnym Rycerzem i miała już za sobą niejedną niebezpieczną aczkolwiek udaną misję. Tym razem jednak nie poszło tak gładko. Przejeżdżaliśmy wąwozem, nie mogliśmy się teleportować na drugą stronę, bo to miejsce chroniły potężne zaklęcia. Zaczaili się na nas. Sara oczywiście wszystko przemyślała. Jednak jedna rzecz jej umknęła. Planami wychodziła daleko w przyszłość i zawsze wszystko szło po jej myśli. Nie tym razem. Nasi oprawcy usidlili dziesięć smoków. Nie mieliśmy żadnych szans. Mimo że Sara zarządzała grupą, to ja natychmiast rozkazałem wszystkim ratować życie. Sam jednak podjąłem walkę, aby im to ułatwić. Wśród nas był ukochany Sary. Mimo młodego wieku byli zaręczeni i widać było, że to miłość na zawsze. Niestety Jason zginął. Połknął go smok. Cóż za niewdzięczna śmierć takiego bohatera ! Sara o niczym nie wiedziała. Dopiero kiedy wszyscy znaleźliśmy się w bezpiecznym miejscu okazało się, że brakuje trzech ludzi. Słynnej czarownicy, naszego głównego dowódcy...
  - I Jasona.
  - Tak. Sara wprost szalała z gniewu. Myślała, że on dalej z nimi walczy. Bardzo lubił walkę. Chciała tam wrócić wystawiając się na pewną śmierć. Nikt nie widział śmierci Jasona, tylko ja ją widziałem i tylko jej mogłem uświadomić, co się stało ! W pewnej chwili, kiedy miałem jej już powiedzieć, przed szereg wyszedł jeden z rycerzy i, od tak sobie, uświadomił Sarze lekkim tonem, że Jason zginął. Załamała się. Tej nocy zabiła człowieka. Za to, że splamił jej ukochanego mówiąc o jego śmierci w ten sposób. Stanęła przed radą najstarszych, ale uniewinnili ją, ponieważ zbierali dowody na jego winę i udało im się dowieść, że to właśnie Jeremi nas zdradził, że to on poinformował naszych wrogów i sam załatwił im smoki. Jego brat był ich opiekunem i tamtego  dnia miał je dostarczyć do odległego smoczego azylu. No i nigdy już do niego nie dotarły. Teraz przynajmniej wiemy czego można się spodziewać. Mają na podorędziu dziesięć smoków i smoczego mistrza. Wracając do Sary, nigdy nie otrząsnęła się po tej stracie. Gdyby to ona została przywódcą mojego oddziału Rycerzy, z pewnością zaprowadziłaby ich na rychła śmierć, chcąc pomścić ukochanego. Sama też by zginęła, ale ja jej na to nigdy nie pozwolę. Dlatego właśnie przed wyborem dowodzącego poszedłem do rady starszych i przedstawiłem im moje obawy i uwagi. Nie chciałem być przywódcą, tylko zapobiec samozniszczeniu Sary. No ale stało się. Jestem nim i jestem odpowiedzialny za ludzi. Nie mogę zawieść nikogo. Mogłem pomóc Jasonowi. Gdybym wtedy nie połasił się na tego wstrętnego Dołohowa ... 
  - To nie twoja wina. - Hermiona wstała i przytuliła go. Nawet  nie spostrzegł, że w czasie całej opowieści chodził w tą i z powrotem. Odwzajemnił uścisk Gryfonki.
  - Co Ty takiego w sobie masz dziewczyno, że otwieram się przed tobą jak księga i pragnę, abyś pochłonęła każdy kawałek mojej duszy ?
        Nie odpowiedziała. Po prostu stali wtuleni w siebie zapominając o otaczającym ich świecie.

        Rzucajcie zaklęcia ! Zaklęcia !!! - krzyczał Antonio.
  - Co się dzieje przyjacielu ?! - z namiotu jak oparzony wybiegł Gareth.
  - Smoki urządziły sobie na nas nalot ! 
  - Spokojnie. Rzucajcie zaklęcia obronne, ale takie, który nie zrobią im krzywdy. 
  - One nas napastują a my mamy się z nimi obchodzić jak z jajem ! - prychnął Antonio.
  - Wiesz, że pod takim warunkiem możemy tutaj być, a poza tym  nie ujdzie im na sucho napadnięcie na nas. Już ja się o to postaram. - po tych słowach Gareth pobiegł do groty, w której mieszkał przywódca smoków, jego przyjaciel z dzieciństwa. Niestety, zastał go z wbitą adamantytową włócznią. Był martwy. 

________________________________

Specjalnie dla was kolejny rozdział. Mam nadzieję, że się spodoba. Miłego czytania ;)

wtorek, 25 marca 2014

Rozdział XII

Rozdział XII

        Nie wiedziała, co się z nią dzieje. Głowa tak potwornie ją bolała, była oszołomiona i nie mogła ruszać kończynami. Dopiero po chwili leżenia zorientowała się, że jest związana. Nie otwierała oczu, nie miała siły, mimo to jej porywacze zorientowali się, że już odzyskała przytomność, ponieważ jakiś kobiecy, chłodny głos wypowiedział zaklęcie :
  - Obscuro.
        Hermiona otworzyła oczy. Niestety na nic się to zdało, gdyż miała na oczach magiczną opaskę. Cholerny świat ! Zanim zdążyła się powstrzymać powiedziała słabym głosem "pić". Najwidoczniej jej oprawcy nie byli tacy źli. Ktoś delikatnie podniósł ją do pozycji siedzącej, oparł na sobie, kazał uchylić usta i powolutku wlewał jej do nich jakiś napój. Miał dziwny, słodko - mdły smak, ale Hermiona nie potrafiła zidentyfikować co mogło być w napoju. Nigdy w życiu nie miała niczego podobnego w ustach. 
  - Gdzie jestem ? - spytała Gryffonka. 
  - W bezpiecznym miejscu - odpowiedziała osoba, która ją podtrzymywała. Był to jakiś chłopak. Po głosie można było poznać, że był mniej więcej w wieku Hermiony, może o rok lub dwa starszy. 
  - To znaczy ? - zasyczała zirytowana.
  - Na twoim miejscu nie plułabym tym jadem, słonko - znów odezwał się ten chłodny, kobiecy głos.  
  - Saro, usuń jej tą opaskę z oczu. Nie zna nas, więc nam nie zagraża. 
  - Ani mi się śni. Zwieje nam i będzie wszystkim opowiadać a wtedy przepadliśmy. 
  - Zawsze jesteś taka zimna i uprzedzona. Przesadzasz - chłopak nachylił się do ucha Hermiony i szepnął - nie bój się, jest zimna i bezwzględna, ale nie zrobi Ci krzywdy. Z resztą nie po to tu jesteśmy. Musimy Cię chronić - pokrzepiająco ścisnął jej ramie. 
  - Bo się zakochasz - prychnęła jego wspólniczka po czym odeszła. 
  - Nie ruszaj się - chłopak wstał i cofnął zaklęcie. Nareszcie ! - krzyknęła Hermiona w myślach i natychmiast otworzyła oczy. Popatrzyła na swojego porywacza. Był wysokim, dobrze zbudowanym brunetem o zielonych, nakrapianych złotem oczach, wokół których biegła niesamowita ciemnozielona obwódka. To właśnie w nich tańczyły te wesołe iskierki, które łagodziły jego męskie, surowe rysy twarzy. Jego uśmiech był wprost zniewalający i zapewne niejednej już ugięły się nogi na ten widok. 
  - Zdałem egzamin ? - zapytał .
        Dziewczyna gwałtownie zamrugała powiekami. 
  - Słucham ?
  - Pytam, czy oględziny zakończyły się sukcesem. Mogę się już przedstawić ? - chłopak roześmiał się widząc zawstydzoną i zdezorientowaną minę Hermiony. Te jej dwa rumieńce wyglądały uroczo. Mógłby się przyzwyczaić do tego widoku.
  - Nazywam się Gareth. Jestem ostatnim z Rycerzy Świtu. 
  - Rycerzy Świtu ? - spytała pełna podziwu dziewczyna - Myślałam, że ta organizacja już dawno poszła w zapomnienie, głównie przez to, że was wszystkich uznano za zmarłych ... 
  - A, to - zaczął się śmiać - dziwnie jest mieć nagrobek w wieku siedemnastu lat, ale każdy z nas przyzwyczaił się do takich ekstremalnych sytuacji. Ludzie widzą Cię na ulicy i szepczą : "Widziałaś ? Przecież on nie żyje!" po czym uciekają jak najdalej. Mugole są śmieszni.
  - Tak, potrafią być ... uciążliwi.
  - Tak i to bardzo. To głównie przez nich czarne moce podejrzewają, że nasza organizacja wcale nie upadła. Przez lata ukrywaliśmy się, te zaginięcia niektórych czarodziejów to nasza sprawka, chronimy ich. Gdybyś widziała miny śmierciożerców ! Chcą skasować gościa a tu na ich oczach znika jakby nigdy nie stał przed nimi. Przez nas zaczną się u nich choroby psychiczne. 
  - Myślę, że już dawno się zaczęły - dziewczyna parsknęła śmiechem. 
  - Hej ! Tobie pewnie jest nie wygodnie! - Gareth jednym machnięciem różdżki usunął liny wiążące Gryffonkę.
  - Dzięki.
  - Nie ma sprawy. 
  - Tak w ogóle to jestem Hermiona ... 
  - Hermiona Granger, niezwykle utalentowana i mądra wiedźma półkrwi uczęszczająca do Hogwartu oraz należąca do domu Godryka Gryffindora. Masz za sobą mnóstwo ekstremalnych przygód, przyjaźnisz się z Ginny Weasly, jej braćmi : Ronem, Fredem oraz Georgem no i oczywiście jeszcze jeden przyjaciel : słynny Harry Potter. Z wszystkich zajęć masz wybitny, jesteś ogólnie lubiana lecz nie przez dom Slytherinu, mimo to aż nazbyt bardzo interesuje się tobą młody Ślizgon, niejaki Draco Malfoy, którego ojcem jest Lucjusz Malfoy, znany śmierciożerca, mąż Narcyzy Malfoy, siostry Bellatrix Lestrange, ulubienicy Voldzia. 
  - Łał - Hermiona przestała rozcierać sobie nadgarstki i patrzyła na nowego znajomego z otwartą  buzią - Nawet ja o sobie tak dużo nie wiem - stwierdziła z jadem w głosie. 
  - Wybacz, jeżeli kogoś ratujemy to musimy wiedzieć o nim wszystko na 100 %. No, może o życiu prywatnym nie, ale twoje wydawało się  interesujące - gdy zobaczył niezadowoloną minę Hermiony, zaczął się tłumaczyć - Znaczy chodziło mi o to, że ... Ja nie chciałem powiedzieć nic złego ... Ja po prostu ... 
  - Nieważne. Gdzie my jesteśmy ?
  - W osadzie zwanej Smoczą Kotliną. Jest to miejsce, które znaczy dla mnie wiele. Wychowywałem się tutaj. Nasza organizacja jest podzielona na grupy. Ja jestem dowódcą swojej. Mogłem wybrać miejsce naszego schronienia, naszej bazy. Wybrałem to, bo znam smoki, które zamieszkują tu nawet od tysięcy lat. Niektóre rejony tej Kotliny są bardzo niebezpieczne, dlatego prosiłbym Cię, żebyś nie odchodziła daleko od naszej osady. Resztę opowiem Ci później - Gareth odwrócił się i napotkał wzrok ślicznej brunetki o ostrych rysach, jasnoniebieskich oczach które aż raziły zimnem i chłodnym profesjonalizmem, o szczupłej, wysportowanej sylwetce i niezbyt miłym usposobieniu. 
  - To jest Sarah - przedstawił ja chłopak, lecz ona nawet nie kłopotała się ze zwracaniem uwagi na Hermionę. 
  - Prosiłam, żebyś jej nie uwalniał. Czy o tak dużo wymagam ?
  - Saro, nie zapominaj kto tu jest dowódcą i kto wydaje prośby i polecenia - odpowiedział równie chłodno Gareth. 
  - Wiesz, że ufam Ci, ale w pewnych sprawach jesteś naiwny jak małe dziecko - teraz zwróciła się do Hermiony - A Ty nawet nie próbuj ucieczki. Tego miejsca chronią potężne czary o jakich nie masz pojęcia, poza tym mamy Cię chronić i ani mi się śni biegać za tobą jak za jakimś szczeniakiem - po tych słowach Sarah wyszła.
  - Milutka, co ? - zapytał Gareth z zachmurzoną miną - Proszę Cię, uważaj na nią. Nie jest zła dziewczyną, ale po tym wypadku stała się taka chłodna i nieprzystępna... Nikogo nie dopuszcza do własnych uczuć. Nie chce mieć przyjaciół, znajomych. Jedyne kontakty jakie musi zawierać to te między naszymi grupami, jakieś kontakty z zewnątrz no i musi mieć styczność z osobami objętymi ochroną. Nie lubi szczególnie takich ładnych dziewczyn jak Ty - puścił Hermionie oko a ta odpowiedziała mu ciepłym uśmiechem - No to ja teraz zostawiam Cię samą. Przydzieliłem Ci Kate jako twoją pomoc, jeżeli będziesz czegoś potrzebowała to zwracaj się do niej. Poślę po nią żeby przygotowała Ci kąpiel i zaścieliła łóżko - widząc zdziwioną minę Hermiony dodał - Jest już dziesiąta wieczorem. Oczywiście przed spaniem dostaniesz kolację i jakieś środki przeciwbólowe. Na głowę, pewnie Cię boli. Była rozcięta, ale zaszyliśmy. Jutro przyjdę i opowiem Ci wszystko. Dobrych snów, Hermiono - dodał słodko po czym wyszedł. Zostawił Hermionę z kompletnym mętlikiem w głowie. 
_____________________________

No więc nie spodziewałam się, że już dzisiaj napisze rozdział, ale udało się. O dziwo miałam tysiące pomysłów w głowie, bo jak wiecie piszę wszystko na surowo, więc trochę mi to zajęło. Jak widzicie zmieniam koncepcje, historia kompletnie odstaje od tej w powieści pani Rowling ;) postanowiłam, że urozmaicę świat magii i dodam różne postacie żeby historia nie była nudnym love story. Mam nadzieję, że nowa koncepcja się spodoba :D Miłego czytania ! :)

Przeprosiny

Przeprosiny

        Moi kochani ! Bardzo was przepraszam za to, że tak dawno już nie było żadnej notki na moim blogu. Przeżywam teraz jakieś dziwne załamanie, nic mi nie wychodzi ... Brak weny do czegokolwiek, problemy. Nie wiem naprawdę co się ze mną dzieje, ale chcę żeby to się w końcu skończyło. Za niedługo pojawi się tu ciąg dalszy historii, ale myślę, że będzie to kompletny zwrot akcji niż dotychczas. Tak czytałam to co pisałam wcześniej i nie podoba mi się -,- Postaram się coś napisać dla was w najbliższych dniach. Mimo że nie zostawiacie po sobie śladu na statystykach widzę, że trochę was jest i dziękuje wam bardzo :* A, no i polecam wam gorąco tego bloga : http://milosc-nie-zna-obliviate.blogspot.com Dziewczyna naprawdę niesamowicie i ciekawie pisze, a nie chcę żeby i ten blog poszedł na straty tym bardziej, że jest świeży ;) Jeszcze raz przepraszam za brak aktywności, postaram się odpłacić wam z nawiązką. Pozdrawiam ;)

piątek, 28 lutego 2014

Rozdział XI

Rozdział XI

         Ron już prawie biegł ze zdenerwowania. Trząsł się niesamowicie. Hermiona jeszcze nigdy nie widziała go w takim stanie. Wiedziała, że skutki tego całego zajścia z Draconem mogą być poważne a nawet tragiczne. Nigdy nie widziała przyjaciela w takim stanie, nigdy się tak nie zachowywał. Owszem, można było wyprowadzić go z równowagi o wiele częściej, niżby tego chciał, ale nigdy aż tak. "No ale zaraz zaraz" - rzekła do siebie w myślach Hermiona - "Przecież to jest moje życie, on nie ma prawa mówić mi co mam robić !". Dziewczyna wstała z ziemi i ruszyła na Rona z determinacją wypisaną na twarzy.
  - Czego chcesz ? - spytała lodowatym głosem.
  - Co Ty z nim robisz ?! Nie widzisz, że on Cię wykorzystuje ?! Zabieraj się stąd, wracamy natychmiast do zamku ! - powiedział rudzielec władczym tonem, po czym złapał ją za rękę i zaczął ciągnąć wwybranym kierunku.
  - Pfff, czy Ty siebie słyszysz Ronaldzie ? - dziewczyna wyszarpnęła się z uścisku - To wszystko brzmi jak jakaś farsa ! Kim Ty jesteś, że mówisz mi co mam robić ze swoim życiem ? Kim jesteś, że mówisz mi kto jest dla mnie odpowiedni a kto nie ? Znasz mnie ? Wiesz kim naprawdę jestem ? Próbowałeś poznać mnie z innej strony ?! Znasz mnie tylko jako super mądrą i oczytaną Hermionę, którą w trakcie tarapatów warto mieć zawsze pod ręką, a jak już jest po kłopotach to też warto mieć ją pod ręką, bo przecież zadania się same nie zrobią !! - wściekła się - Ze względu na naszą przyjaźń tolerowałam to, ale nie mam dłużej zamiaru pozwalać Ci na to wszystko ! Wiem o tym, że mnie kochasz, ja Ciebie też kochałam, ale twój czas się skończył ! Za długo czekałam. Jesteś zwyczajnym tchórzem ! Mam Cię dosyć ! - Hermiona odwróciła się w stronę Dracona - W tej całej sprawie z Tobą on ma rację. Skąd mogę wiedzieć czy pomoc i serdeczność z twojej strony to nie przykrywka ? Kompletnie namieszałeś mi w głowie, nie mam pojęcia, co ja najlepszego robię. Odczep się ode mnie, nie chcę mieć z tobą nic wspólnego - odwróciła się do Rona - A z tobą tym bardziej.
        Hermiona pognała w stronę zakazanego lasu. Harry i reszta chcieli pobiec za nią, ale wytworzyła chwilową barierę ochronną, przez którą nie mogli przejść. Jak mieli ją znaleźć w zakazanym lesie ? 
        
        Biegła cały czas przed siebie, aż w końcu nie miała już siły i musiała się zatrzymać. Zaszyła się pod jakimś ogromnym drzewem i płakała. Nie mogła zebrać myśli, cała ta sytuacja przerosła ją. Nie. Nie będzie się zastanawiała,płakała, przepraszała, wracała. To nie jej  wina, niech oni choć raz w życiu podejmą jakąś rozsądną decyzję. Ona raz w życiu nie miała na to ochoty. Rozglądnęła się wokół siebie. Może przyjście tu to jednak nie był taki dobry pomysł. Było ciemno i zimno, każdy kont lasu wydawał się złowrogi. Fakt, biegła przed siebie, ale musiała omijać głazy, drzewa, więc w efekcie na pewno droga powrotna wcale nie będzie taka prosta. Tym bardziej, że jest sama, a w zakazanym lesie była zaledwie trzy razy i nie tak głęboko. Zrozumiała swoją głupotę. Po co tutaj biegła ? No tak, chciała być sama, wytrącili ją z równowagi, ale zakazany las to nie miejsce dla samotnej czarownicy. Wstała i wyjęła różdżkę. W tym samym czasie echem odbił się trzask gałęzi. Hermionie przeszedł dreszcz po plecach. W tym lesie są istoty, jakich świat nie widział. I pewnie nie miał na to ochoty. Bardzo niemądrze było tu przychodzić. "Lumos" mruknęła pod nosem, po czym światło wystrzeliło z końca różdżki i oświetliło część lasu. Odwróciła się w stronę, z której przyszła i pewnym krokiem ruszyła przed siebie. Nagle jej ciało stało się okropnie ciężkie i runęła na ziemię.

        W końcu bariera zniknęła. Wszyscy chłopcy pobiegli do lasu szukać Hermiony. Nie było to łatwe nawet przy świetle wydobywającym się z różdżek. Ziemia była tutaj sucha i zaschnięta, przypominała skorupę, więc bardzo trudno było znaleźć tu jakiekolwiek ślady zostawione przez dziewczynę. Szli ciągle wprost przed siebie. Nagle Harry zobaczył spinkę Hermiony. Czyli jednak biegła ciągle prosto. 
  - Chłopaki, prosto ! - Draco, Blaze i Ron zaczęli biec za wybrańcem we wskazanym kierunku. 
        Biegli tak długą chwilę. W końcu przystanęli, żeby trochę odsapnąć. Draco cały czas przeszukiwał kawałek po kawałku, desperacyjnie pragnąc odnaleźć dziewczynę. Kilka metrów od miejsca, w którym się zatrzymali, znalazł poplamioną krwią kurtkę dziewczyny. Natychmiast powiadomił o znalezisku resztę i ruszyli w drogę. Było to stosunkowo proste, ponieważ co kilkanaście kroków były świeże plamy krwi. Nie spodziewali się zastanego widoku.
________________________

Wybaczcie, że tak krótko i tak strasznie późno, ale dopiero teraz udało mi się cokolwiek napisać. Najpierw strasznie dużo nauki a potem byłam na kilkudniowej wycieczce. Było super . :3 Mam nadzieję, że się nie gniewacie. Miłego czytania. ;)

niedziela, 9 lutego 2014

Rozdział X

Rozdział X

        Była słoneczna niedziela. Hermiona obudziła się o szóstej rano. Jej pierwszą myślą po przebudzeniu był Ślizgon. Miała nadzieję, że nie będzie musiała rozmawiać z Draconem. Mimo tego, co usłyszała od Blaze'a i mimo tego, że blondyn ich uratował, nie chciała o nim myśleć. Była mu wdzięczna, ale obiecała sobie, że maksymalnie skupi się na przyjaciołach, toteż nie mogła pozwolić sobie na choćby jedną myśl o arystokracie. Szybko wstała, umyła się, ubrała i zeszła do pokoju wspólnego. Było jeszcze o wiele za wcześnie, żeby ktokolwiek wstał, a i za wcześnie na śniadanie. Mimo to nie chciała siedzieć tak bezczynnie, bo wiedziała, gdzie jej myśli powędrują. Ale cóż miała robić ?  Wszystkie zadania miała odrobione, była nauczona. Po świętach przywiozła sobie kilka książek, jednak przeczytała już wszystkie. Postanowiła pójść na spacer na błonia. 
        Szła wzdłuż jeziora nie myśląc o niczym. Napawała się zapachem drzew, słuchała ćwierkania ptaków i cieszyła się lekkim podmuchem orzeźwiającego wiatru. Taka pora była idealna na spacery. Słońce dopiero wschodziło, wprawiając liście drzew i trawę w istną grę świateł. Wszystko wyglądało i brzmiało tak niesamowicie. Ściągnęła buty, by jej stopy mogły dotykać lekko oszronionej trawy. Zawsze robili tak z tatą. W tej chwili czuła się taka szczęśliwa ! Tak, jakby była zupełnie normalną nastolatką bez żadnych problemów i śmierciożerców, którzy czają się za rogiem po to, by zabić. Położyła się i analizowała swój cały pobyt w Hogwarcie. Miała mnóstwo przygód, tych dobrych i tych złych, zawsze z przyjaciółmi wychodzili cało z tarapatów, zawsze byli razem. To skarb mieć takich ludzi przy sobie. 
        Leżała tak z zamkniętymi oczyma i rozmyślała, gdy nagle słońce zasłonił jej jakiś cień. Była niedziela, więc nie było nawet mowy o tym, żeby ktokolwiek zerwał się o tak wczesnej porze ! Przerażona sięgnęła po różdżkę i natychmiast otworzyła oczy. Okazało się, że stał nad nią pochylony Draco. Podał jej rękę, by mogła wstać. Jednak ona nie chciała jej chwycić. Nie zniechęciło to jednak Ślizgona, który postanowił usiąść koło dziewczyny. Dopóki nie usiadła, uporczywie wpatrywał się w dal. Kiedy Gryffonka podniosła się, arystokrata zwrócił ku niej swą twarz i patrzył w jej oczy. Dziewczyna była zahipnotyzowana wyrazem jego głębokich, niebieskich oczu. Były takie ufne, smutne, przygnębione, zmartwione. Nagle Draco ujął podbródek Hermiony, przyciągnął ją ku sobie i czule, długo całował jej usta. Kiedy już skończył, przytulił dziewczynę i schował swoją twarz w jej włosach. 
  - Błagam - szepnął - obiecaj mi, że już  nigdy nie będziesz tak ryzykować. 
  - Obiecuję - odpowiedziała Hermiona i siedzieli wtuleni w siebie, nie zwracając na nic uwagi.

        Ron wpatrywał się temu w osłupieniu. Nie miał pojęcia, co robić. Rozum podpowiadał mu, żeby dał spokój, ale całe ciało rwało się do tego, aby raz na zawsze dać do zrozumienia temu głupkowi, że Hermiona to nie zabawka i że ma się od niej odczepić. Posłuchał jednak rozumu i szybko pobiegł po Harry'ego. Rudzielec zastał przyjaciela tak, jak go zostawił. Potter był rozwalony na całym łóżku i spał w najlepsze. Ron potrząsnął nim kilka razy, aż wreszcie zdenerwował się, wyjął różdżkę i krzyknął :
  - Aguametni ! - z różdżki wystrzelił strumień wody wprost na twarz Wybrańca. 
  - Hej ! - krzyknął zaspany Harry - oszalałeś ?!
  - Wstawaj ! Hermiona obściskuje się nad jeziorem z tym parszywym Malfoy'em ! No wstawaj ! - Weasly biegał po pokoju w tą i z powrotem.
  - Uspokój się, Ron.
  - Jakie uspokój ?! Chcesz zostawić swoją przyjaciółkę na pastwę losu tego... tego... parszywego śmierciożercę ?! 
  - Nie mamy pewności czy jest śmierciożercą - Harry niepewnie popatrzył na przyjaciela, bo znał całą prawdę, lecz nie chciał, by Ron pochopnie ocenił Ślizgona. Jednak Weasly zupełnie inaczej odebrał niepewność Wybrańca.
  - Ty masz jeszcze jakieś wątpliwości ?
  - Daj spokój. Chodźmy już - po tych słowach wyszli z dormitorium kierując się w stronę jeziora.

        Całą czułą scenkę Hermiony i Dracona widział również Blaze. Postanowił pilnować, żeby nikt im nie przeszkadzał. Jak na złość na horyzoncie pojawił się Weasly i Potter. Blaze wyszedł im naprzeciw. 
  - Sorry chłopaki, ale niestety ten teren jest zajęty.  
  - My właśnie w tej sprawie - rzekł Harry.
  - Posłuchaj, Potter, po tamtej akcji masz jeszcze jakieś wątpliwości co do szczerości jego uczucia ?
  - Nie, ale ...
  - Po tamtej akcji ? Czy ja o czymś nie wiem ? - spytał wściekły Ron.
  - Nic mu nie powiedzieliście ? Myślałem, że się kumplujecie ... 
  - Zrobiliśmy to dla WASZEGO dobra. Nie chcieliśmy, żeby oceniali was pochopnie. Chociaż przyznam, że jestem bardzo wdzięczny za to, że nas uratowaliście, to niestety nie mam do was zaufania. - całą przemowę Harry kierował do Blaze'a.
  - Zadałem pytanie !!! - Ron wściekł się nie na żarty. Popatrzył na chłopaków, po czym nie rzekłszy ani słowa skierował się w stronę Hermiony i Draco. Szykowała się niezła awantura.
_____________________

Macie kolejny rozdział, nauki mam od zawalenia, sprawdzian za sprawdzianem, do tego wywiadówka mi bynajmniej nie pomogła. Bardzo proszę o cierpliwość, jeżeli chodzi o dodawanie postów. To jest pierwsza technikum, nowa podstawa programowa i jest naprawdę ciężko. :(  Wyrozumiałym i cierpliwym bardzo dziękuję. ;* Jak zwykle życzę wam miłego czytania . ;)

poniedziałek, 3 lutego 2014

Rozdział IX

Rozdział IX

        Kiedy Blaze wybiegł, Draco starał się jak najdłużej wywoływać zamieszanie wśród śmierciożerców. Ciągle wykrzykiwał, gdzie widział "ruchy". Nawet po kilku minutach, kiedy wrócił przyjaciel blondyna żeby oznajmić, że Potter uciekł, nie do końca zapanował spokój. Bellatrix była tak wściekła, że w przypływie bezsilności zabiła jednego ze śmierciożerców. 
  - Bello, czyś Ty zwariowała ?! - krzyknął Malfoy.
  - Ten idiota i tak nie był nam potrzebny ! Założę się, że donosił Dumbledore'owi ! 
  - Zdurniałaś już kompletnie w tym azkabanie ! Nie możemy sobie pozwolić na takie sytuacje ! Jak teraz wyjaśnisz Czarnemu Panu, dlaczego jeden z jego najlepszych ludzi nie żyję ?! - warknął Lucjusz. 
  - Och, oczywiście ! Jakby to teraz było najważniejsze ! Powiem mu, że przypuszczaliśmy zdradę i w pewnym sensie się potwierdziło ! Nasz Pan nie musi znać każdego szczegółu ! Po cóż jest oklumencja ? Opanowawszy tę sztukę, nawet z umiejętnościami Czarnego Pana nie można złamać jej legilimencją ! 
  - Nie ważne - warknął Malfoy - teraz nic nie zostało z naszego planu. 
  - Istotnie Lucjuszu. Myślę jednak, że Greyback byłby niesamowicie zadowolony ze smacznego kąska. A nawet dwóch ! 
  - Co masz na myśli, Yaxley ?
  - No cóż, Greyback lubi dobrą zabawę a my, zdaje się, nie mamy żadnego sensownego planu. Kiedy w następnym tygodniu uczniowie wybiorą się do Hogsmead, Greyback może zaatakować, a potem... No właśnie. Co potem ? Nie ma znaczenia czy go złapią czy też nie. On i tak nie piśnie słówka. Nie jest jakimś super ważnym ogniwem dla naszego Pana. Tak właściwie, to jest nikim.
  - Słusznie - zauważyła Bella - Yaxley, w końcu mówisz do rzeczy ! - ucieszyła się - Więc tak zrobimy ! 
  - Uspokój swój zapał droga Bello - powiedział chłodno Lucjusz - Pan wyznaczył mnie za przewodnika, więc to ja podejmuje decyzje. Podoba  mi się ten pomysł. Trzeba go dopracować, jednak mamy na to cały tydzień. - zwrócił się do Ślizgonów - Wracajcie chłopcy do waszej grupy, myślę, że nie możemy dłużej tego przeciągać. Za niedługo jest powrót do zamku a i my musimy zdążyć się deportować. Znikajcie. 
        Po tych słowach Draco i Blaze ulotnili się w stronę sklepu "Zonka". 
  - Jest bezpieczna ? - szepnął niezauważalnie blondyn.
  - Tak - odpowiedział jego przyjaciel.
        Mieli jeszcze niecałe pół godziny do powrotu, toteż skierowali się do najbliższej kawiarni i usiedli w najodleglejszym miejscu.
  - Nie mogę uwierzyć, że ta dziewczyna jest na tyle głupia a zarazem odważna - stwierdził arystokrata.
  - Ja też nie. Palnąłem im moralną gadkę zanim wróciłem. Byli o włos od śmierci ! 
  - Ciszej - rozejrzeli się po sali i stwierdziwszy, że nikt nie zwraca na nich najmniejszej uwagi, wrócili do rozmowy - Co jej powiedziałeś ? 
  - Posłuchaj mnie, Draco - zaczął trochę niepewnie Ślizgon - Jesteśmy kumplami, tak ? Wybaczamy sobie różne rzeczy, w ogóle to często robimy różne głupie rzeczy a po takiej akcji jak dzisiaj człowiek wyrzuca z siebie różne słowa, nie zastanowiwszy się najpierw nad tym. 
  - Do diabła, Blaze, co Ty jej powiedziałeś ?!
  - Powiedziałem, może nie aż tak dobitnie, że jest głupia pchając się na takie spotkania no i żeby następnym razem się zastanowiła, co Ty byś przeżył, gdyby zginęła na twoich oczach. - popatrzył na przyjaciela, lecz ten przyjął tę wiadomość ze spokojem - I co ? Nie będziesz na mnie wrzeszczał, że wszystko zniszczyłem, że nie po to się starałeś,  i tym podobnych ?
  - Nie. - Draco uśmiechnął się - To najlepsza sposobność i najlepsza osoba, jaka mogła jej o wszystkim powiedzieć. A wszystko zachowane tylko w tym jednym, prostym zdaniu.
  - Przyznam, że z dnia na dzień coraz bardziej mnie zadziwiasz, przyjacielu.
        Blondyn wyszczerzył zęby do Blaze'a.

        Ciągle w głowie huczały jej słowa Ślizgona. Czyli jednak miała rację ! Draco ją kochał i to szczerze, wcale nie chciał jej zwabić ani tym podobnych rzeczy. Owszem, na dzisiejszym spotkaniu mówili o niej i przestraszyła się, ale on ją naprawdę kocha ! Nic do niej nie docierało. Nie widziała, co się wokół niej dzieje, nie zauważała przyjaciół. Ci ostatni widzieli, że Hermiona jest milcząca i nie bardzo wiedzieli jak podnieść ją na duchu. Stwierdzili jednak, iż po dzisiejszych przejściach powinna odpocząć a oni zostawią ją w spokoju i nie będą o nic pytać. 
        Harry całą drogę bił się ze sobą w środku. Nie chciał przekazać przykrej wiadomości Ginny, jednak musiał to zrobić żeby dziewczyna wiedziała, jakie grozi jej niebezpieczeństwo. Musi ją za wszelką cenę chronić. To przecież jego przyjaciółka, no a poza tym siostra jego najlepszego kumpla. Starał się tak o tym wszystkim myśleć, chociaż w istocie było całkiem inaczej.
        Przyjaciele obgadali całą sprawę i poszli na zbiórkę. Nadszedł czas powrotu do zamku. W tłumie uczniów Harry i Hermiona zauważyli Dracona i Blaze'a. Nie wspominali przyjaciołom, jaki udział brała ta dwójka w całym zdarzeniu. Ślizgoni pokiwali im niezauważalnie głowami. Draco wpatrywał się intensywnie w Hermionę, która pod jego wzrokiem jakby bardziej się skurczyła i poczerwieniała. Zdecydowanie musieli porozmawiać i widziała, że arystokrata ma zamiar zrobić to zaraz po powrocie do zamku. Kiedy dochodzili już na miejsce, dziewczyna była przygotowana na ataki Dracona. A przynajmniej tak jej się zdawało.

_____________________

Kolejny rozdział za nami ;) Trochę krótko, ale myślę, że dosyć ciekawie. Życzę miłego czytania ;)

niedziela, 2 lutego 2014

Rozdział VIII

Rozdział VIII

        W końcu doszli do Hogsmead. Draco i Blaze od razu skierowali się do karczmy "Pod świńskim łbem". Harry jak zawsze miał ze sobą pelerynę niewidkę, toteż ustalili, że Hermiona i Harry przemknął się pod nią niepostrzeżenie do umówionego miejsca spotkania Ślizgonów i ów tajemniczych postaci. Jak ustalili, tak też zrobili. Po niedługim czasie para przyjaciół znalazła się w przestronnym, ciemnym pomieszczeniu na tyłach karczmy. Zauważyli niewielką wnękę i postanowili w niej poczekać, aby przypadkiem ktoś na nich nie wpadł. Dopiero po chwili, w bezpiecznym miejscu, zaczęli obserwować bieg wypadków. Wszyscy, oprócz znanych im dwóch Ślizgonów, byli zakapturzeni. Po chwili odezwał się jeden z uczestników spotkania : 
  - Zebraliśmy się tutaj, aby omówić pewne kwestie. Draco za niedługo dostanie bardzo ważną dla nas misję. Bardzo podoba mi się to, co ostatnimi czasy zaobserwowałem, synu - był to niewątpliwie ojciec Dracona. Upewnili się, kiedy zdjął nakrycie głowy i ruchem ręki nakazał innym zrobić to samo. Oczom Gryffonów ukazał się przerażający widok : było tutaj większość znanych im śmierciożerców !
  - Co takiego zaobserwowałeś, ojcze ? - arystokrata przemówił opanowanym, chłodnym głosem. 
  - Zbliżyłeś się bardzo do tej nędznej szlamy, przyjaciółeczki Harry'ego Potter'a i Weasleyów - wypowiedział te słowa z pogardą. - Hermiona Granger. Lubisz ją ? - zapytał Lucjusz dla żartu. Zgodnie z jego przewidywaniami wszyscy obecni, prócz Dracona i Blaze'a zaczęli się szyderczo śmiać. 
  - Owszem, lubię. - blondyn spojrzał prowokacyjnie na zebranych, po czym zwrócił się do ojca - Masz z tym jakiś problem ? - mówił bardzo poważnie, lecz jego ojciec wziął to za ciąg dalszy drwin z dziewczyny.
  - Och, oczywiście, że nie. 
  - Posłuchaj, mój drogi chłopcze - Bellatrix niespodziewanie wyszła z cienia okalającego przeciwległy koniec pokoju zbiorowiska - Jesteś nam baaaardzo, ale to baaardzo potrzebny. Chyba podejrzewałeś coś, skoro zniżyłeś się do kontaktów z takim szlamowatym dziewczęciem - Hermiona czuła, że żołądek podchodzi jej do gardła. Harry pocieszająco ścisnął jej rękę nie luzując uchwytu - Powiedz mi, chłopcze, wiedziałeś coś ? - Bella podeszła do Dracona, ujęła go za podbródek, żeby nie mógł uciec od niej wzrokiem. Blondyn nie zamierzał tego robić, bo patrzył prosto w jej twarz.
  - Nie miałem najmniejszego pojęcia. 
  - Cóż za kłamstwo. Na pewno podsłuchiwałeś. No ale nie będziemy się na ciebie gniewać, tym razem to było całkiem słuszne, bo nasz plan powiedzie się o wiele szybciej !! Hahahahahahahahaha !  - śmierciożerczyni zaczęła szaleńczo się śmiać i tańczył po całym pomieszczeniu. 
  - Uspokój się Bello ! -  skarcił ją ostro Lucjusz. 
  - Daj spokój, z takich chwil powinno się radować !! - nadal tańczyła i śmiała się beztrosko, nie przejmując się, czy ktoś ją  usłyszy, bo na pomieszczeniu użyto zaklęcia wyciszającego. 
  - Posłuchaj mnie, Draco - Lucjusz zwrócił się wprost do syna - Ta misja jest przeznaczona tylko dla Ciebie. Musisz zwabić dziewczynę, sprawić, żeby Ci zaufała. Potem wystarczy, że weźmiesz ją na mały spacer pewnej nocy. Dziewczyna jest punktem kulminacyjnym tej grupy. Jest bystra, mądra, jej umysł pracuje niesamowicie szybko, zna masę zaklęć i rozwiązań. Jest potrzebna Potter'owi. Bez niej będzie łagodny jak baranek. 
  - Uważasz, że pomogę Ci w tym ? - odparł zdenerwowany blondyn.  
  - Uważam, że nie będziesz się sprzeciwiał woli Czarnego Pana i razem z Blaze'em wykonacie zadanie. W innym wypadku będę zmuszony Was okrutnie ukarać. 
  - A ja co niby miałbym zrobić ? - spytał ostrożnie Blaze. 
  - Ty, słodziutki, zbałamuciłbyś rudą - wyparowała Bella. 
  - Ginny ? - zdumiał się Ślizgon.
  - Otóż to ! - zawołała Lestrange. Zaraz jednak stanęła jak wryta. - Słyszycie ? - szepnęła.
  - Przestań Bello zachowywać się jak mała dziewczynka i skup się ! - zawołał Dołohow.
  - Nie słyszycie ?! Głupcy ! Wyraźnie słyszę czyjeś myśli i to nie wasze idioci !!!!! - Lestrange zaczęła biegać po pokoju i machać szaleńczo rękami. Hermiona pod peleryną cała drżała. Harry'ego też to zaniepokoiło. Nagle śmierciożerczyni stanęła na środku zaplecza. 
  - Proszę, proszę, proszę. Nikt Cię Potter nie nauczył jakże pożytecznej sztuki oklumencji ? Ale cóż ja słyszę ! Twoja kochana przyjaciółka jest razem z tobą !!! Cóż za niespodzianka ! Pokażcie się !! Napijemy się herbaty !! 
         Bellatrix była niezmiernie zadowolona ze swego odkrycia i krzyczała szaleńczo, by jej "przyjaciele" się w końcu pokazali. Obeszła już cały pokój. Została tylko wnęka. Sięgnęła po różdżkę i już, już miała rzucić zaklęcie w stronę Gruffonów, lecz spóźniła się o dwie sekundy, bo dostała zaklęciem oszałamiającym od Hermiony. W pokoju rozegrała się istna gra świateł. Hermiona wyczarowała tarczę ochronną. Razem z Harry'm zaczęli przesuwać się w stronę wyjścia. Niestety, drogę tarasowali im Draco i Blaze. Jednak blondyn zauważył lekki obłoczek kurzu na podłodze. Przesunął się do przodu tak, żeby szpiedzy mogli wyjść, po czym krzyknął, że widział przy tylnych drzwiach jakiś ruch i rozkazał Blaze'owi biec "ochraniać tyły". W istocie chodziło o to, żeby otworzył drzwi Gryffonom i żeby mogli niepostrzeżenie uciec. Ślizgon upewnił się, że nieproszeni goście wyszli, po czym skierowali się w stronę bardziej zatłoczonej części miasteczka. Skierowali się na tyły sklepu "Zonka" do tajemniczego przejścia. Kiedy już tam weszli, Hermiona ściągnęła pelerynę. 
  - Nie mam pojęcia, jak Ci dziękować i dlaczego nas uratowałeś - wyszeptała przerażona dziewczyna.
  - Nie ma sprawy. Tak właściwie to gdyby nie Draco, wcale bym was nie zauważył. To było bardzo nierozsądne z waszej strony przychodzić na takie spotkanie ! Była tam cała śmietanka towarzyska Voldemorta ! - Blaze nie mógł się opanować - Dziewczyno, jeszcze Potter rozumiem, że kocha kłopoty, ale Ty ? Nie przyszło Ci do głowy, że Draco nie przeżyłby, gdybyś zginęła mu przed oczyma ? Bo Ciebie na pewno by nie zaoszczędzili i albo byś zginęła, albo ta głupia Lestrange torturowałaby Cię okrutnie ! Co Ci strzeliło do głowy ?! - chłopak był również roztrzęsiony, ale z nerwów.
  - Ja ... Ja nie chciałam... Nie myślałam, że... Ale jak to ? Draco mówił mi, że mnie lubi, ale przecież my jesteśmy wrogami, jakim cudem... 
  - Wyjaśnię Ci to później. Teraz dzieje się tam istne piekło i jeśli zaraz nie wrócę, to będą coś podejrzewać - Blaze szybko wybiegł z tunelu, zostawiając Hermionę z Harry'm i głową pełną myśli.
  - Hermiono - rzekł poważnie wybraniec - co Cię łączy z Draco ?
        Nie odpowiedziała. Patrzyła mu tylko jakąś chwilę prosto w oczy, po czym się rozpłakała i mocno przytuliła do swego najwierniejszego przyjaciela.

______________________

Coś tam się dzisiaj podziało. :) Chciałam was poinformować, że ferii koniec niestety już nadszedł i zapewne nie będę tak często dodawała postów. Teraz po feriach jest taki trochę luźniejszy tydzień, więc postaram się utrzymać fason, ale później już to mogą być 2, 3 posty na tydzień. Czasem może się zdarzyć, że będzie tylko jeden. Koniec ferii i błogiego lenistwa, ogarniacie ? ;____; a potem jeszcze wywiadówka w piątek ... Więc w sumie może być jeszcze gorzej ;___; No nic, jak zwykle życzę miłego czytania ;) 
  

piątek, 31 stycznia 2014

Rozdział VII

Rozdział VII

        Po tym niespodziewanym spotkaniu siedziała jeszcze na błoniach dobre pół godziny. Wpatrywała się w dal nie mając w głowie żadnych myśli. Próbowała jakoś to wszystko inaczej ułożyć, ale nie mogła, bowiem prawda była tyko jedna : Draco się w niej zakochał. Jednakże nie chciał jej przestraszyć nagłym wylewem uczuć z jego strony, toteż postanowił nie robić tego tu i teraz. Nie mogła zrozumieć, czym takim sprowokowała chłopaka do takich uczuć ? Nie zalecała mu się, nie zwracała na niego większej uwagi oprócz tych ukradkowych spojrzeń i przypatrywania się z daleka. Wydawało jej się, że on niczego nie widział. Jak bardzo się myliła. 

        Następnego ranka Hermiona wyglądała okropnie. Fioletowe sińce pod oczami świadczyły o tym, że już od kilki dni dziewczyna źle sypiała. Nawet tego ranka, mimo że była sobota, wstała bardzo wcześnie. Do późnej nocy analizowała całe trzy lata, szukając powodu zainteresowania blondyna jej osobą, ale nie mogła sobie niczego podobnego przypomnieć. Zawsze była wzorowa, pilna, dbała o przyjaciół. No właśnie. Przyjaciele. Ostatnio w ogóle  nie spędzała z nimi nawet chwili. Bardzo chciała porozmawiać z Ginny, ale ta nigdy nie mogła, gdyż w wolnym czasie albo się uczyła i odrabiała prace domowe, albo spędzała mnóstwo czasu ze swoim nowym chłopakiem. Hermionie było przykro, że jej najbliższa przyjaciółka nie miała dla niej wolnej chwili, jednak nie mogła jej za to winić, w końcu to ona, Hermiona, zaniedbywała wszystkich przez dwa tygodnie. Przeklęty Draco. No właśnie. O ile zawsze myślała o czymś innym o tyle zawsze jej myśli i drogi krzyżowały się ze Ślizgonem. Owszem, podobał jej się, ale była sfrustrowana ciągłym biegiem jej myśli w jego kierunku. Zdenerwowała się strasznie i postanowiła, że zrobi wszystko aby zrekompensować przyjaciołom stracony czas i obiecała w duchu, że przez najbliższy czas nie będzie zawracała sobie głowy Draconem.

        Był bardzo zadowolony. Hermiona nie powiedziała mu żeby spadał, czy coś podobnego, po prostu poszła z nim, Draconem - sam na sam ! - na błonia i wysłuchała co ma jej do powiedzenia. Było to niezwykłe osiągnięcie, bowiem dziewczyna musiała mu ufać i mieć do niego jakieś cieplejsze uczucia, inaczej nie poszłaby z nim tam, gdzie nikt nie mógł ich w tej ciemności zobaczyć. Z całego serca chciał jej powiedzieć co czuje, jednakże stwierdził, że to wyraźnie za wcześnie, mimo iż Gryffonka była na tą prawdę gotowa. Nieraz widział te jej ukradkowe spojrzenia kiedy myślała, że nie widzi. Jego prognozy na przyszłość w stosunkach z tą dziewczyną były bardzo pomyślne.
        Draco szedł właśnie do Wielkiej Sali na śniadanie. Miał je zjeść razem z Blazem. Planowana była na dzisiejszy dzień wycieczka do Hogsmeade, toteż blondyn od razu wykorzystał okazję do spotkania się z ojcem. Nie wiedział czego ma się spodziewać po tym spotkaniu, ale jeżeli ojciec go wzywał, niewątpliwie było to coś ważnego. Razem z blondynem wzywany był jego przyjaciel. Byli nieco zaniepokojeni, ale starali się to ukryć. Tak więc jedli razem śniadanie i cicho rozmawiali na zakazany im temat, kiedy do Sali weszła Hermiona, pogodnie i wesoło zmierzając do stolika Gryffonów, gdzie siedzieli już jej przyjaciele. Jednak nie spojrzała na stół Ślizgonów, jak to miała co rano w zwyczaju, co trochę zaniepokoiło chłopaka. Starał się jednak odpędzać złe myśli. Wyglądała dzisiaj doprawdy strasznie, na pewno nie przespała tej nocy i zapewne kilku poprzednich sądząc po jej kredowej cerze i fioletowych sińcach pod oczami.
  - Halo ? Słuchasz mnie ? - Blaze widział, jak przyjaciel odprowadzał niepewnym wzrokiem dziewczynę na miejsce.
  - Tak tak - odparł Draco, nadal spoglądając na Gryffonkę, która umyślnie usiadła plecami do jego stołu.
  - Akurat. Właśnie wpatrujesz się wygłodniałym wzrokiem w tę ślicznotkę.
  - Dziwnie się zachowuje.
  - A ma powody ?
  - Wczoraj wieczorem spotkaliśmy się przypadkowo - tu arystokrata zdał przyjacielowi dokładną relację z wczorajszego spotkania.
  - No nie wiem, wczoraj mogła być oszołomiona, ale przecież miała całą noc i mogła przemyśleć różne sprawy. Ale stary, nie rozumiem Cię, wiesz przecież, że jej bezpieczeństwu poważnie zagrażają pewne osoby, więc dlaczego, do jasnej cholery, zostawiłeś ją, samą, na błoniach w środku nocy ?!
  - Nie zostawiłem. Siedziała tam potem chyba z godzinę, ale ja ciągle skrywałem się w cieniu i pilnowałem jej. Wszyscy są ślepi i głusi, zamek już nie jest tak bezpieczny jak kiedyś. Teraz jeszcze panoszą się tutaj uczniowie z tych dwóch szkół wprowadzając dodatkowy, niepotrzebny zamęt. - stwierdził z niesmakiem Draco.
  - No ale te dziewczynki w niebieskich sukieneczkach są prześliczne musisz przyznać.
  - Nie mają nic takiego, czego brakowałoby Hermionie.
  - Ha ha, mówisz tak, jakbyś miał zamiar już się ożenić z nią - zaśmiał się Blaze, jednak blondyn skwitował tą uwagę milczeniem. Jego przyjaciel już przynajmniej wiedział, jak poważne uczucia żywi wobec Hermiony.
  - No dobra, temat mamy obgadany, ale zaraz wyruszamy do Hogsmeade i trzeba się zbierać - rzekł Blaze, po czym obydwaj wstali i skierowali się w stronę lochów.

        Hermiona starała się mimo wszystko przywołać całą pogodę ducha i żwawym krokiem ruszyła do Wielkiej Sali, aby zjeść śniadanie w gronie przyjaciół, przy okazji przepraszając ich za zaniedbanie wszystkich z jej strony. Postanowiła sobie, że wchodząc tam, nie spojrzy na stół Ślizgona i usiądzie do niego plecami. Ten pierwszy punkt jej postanowienia się nie ziścił, iż spojrzała tam kątem oka i zauważyła, że chłopak bardzo uważnie się jej przygląda. Drugi punkt poszedł już o wiele lepiej, gdyż bez żadnych wyrzutów sumienia usiadła tyłem do stołu Ślizgonów i od razu zaczęła poranną pogawędkę ze wszystkimi Gryffonami. Później jednak zwróciła się tylko do najbliższych przyjaciół :
  - Bardzo was przepraszam, muszę przyznać, że przez te ostatnie dwa tygodnie nie byłam sobą. Nie mam pojęcia co we mnie wstąpiło. Zdaję sobie sprawę, że macie do mnie żal o to zaniedbanie w stosunku do was i chciałabym wam to jednak jakoś wynagrodzić, o ile mi wybaczycie. - dziewczyna wyrzuciła wszystko z siebie jednym tchem.
  - Wybaczamy - powiedzieli zgodnie, z wyszczerzonymi zębami, Ron i Harry.
  - Daj spokój Hermiono, każdemu zdarzają się gorsze dni a i ja sama muszę przyznać, że strasznie Cię, no i oczywiście was wszystkich, zaniedbałam. Coś chyba wisi w powietrzu, wszyscy są jacyś tacy rozkojarzeni ostatnimi czasy. O ! Jeżeli chodzi o zmiany i rozkojarzenia, to udało mi się ostatnio wydusić z naszej kochanej Lunki, że ona i Neville spotykają się ! - Ginny była szczerze zadowolona z takiego obrotu sprawy.
  - Od dawna już wiadomo, że Neville szaleje za naszą kochaną Lunką, ale nic nie składało się na to, żeby w końcu wziął się w garść i ją zaprosił - zdumiała się Hermiona.
  - Tak, to prawdziwa niespodzianka. Niestety mam też gorsze wieści. - Ginny zniżyła głos i pochyliła się nad stołem tak, by tylko Hermiona, Harry i Ron ją usłyszeli - Przyjaciółka mojej drogiej przyjaciółki z ławki, Jasmine, słyszała, że Draco i Blaze mają się z kimś spotkać na zapleczu w gospodzie "Pod świńskim łbem"dzisiaj, zaraz po przybyciu do Hogsmeade. Ma tam być jeszcze kilka innych osób, ale zdaje się, że blondyn i jego przyjaciel o tym nie wiedzą. Jasmine słyszała, jak mówił to pewien zakapturzony mężczyzna, mówi, że miał taki charakterystyczny, wyniosły i zimny głos, a wiadomość przekazał drugiej zakapturzonej postaci, lecz nie mogła zidentyfikować płci, ponieważ ta osoba się w ogóle nie odzywała tylko nieznacznie pokiwała głową.
  - To bardzo dziwne - stwierdził Harry - Trzeba zbadać tą sprawę. Jak to dobrze Cię mieć, Ginny - zwrócił się do siostry Rona, sprowadzając tą uwagą na jej policzki rumieńce.
  - Nie ma sprawy - uśmiechnęła się dziewczyna i dokończyła jeść tosty.
        Po chwili już wszyscy, bardzo liczną grupą, wyruszyli do Hogsmeade. Jednak czwórka przyjaciół trzymała się jak najbliżej Dracona i Blazea, żeby przypadkiem nie stracić ich z oczu.
_________________________

Wybaczcie mi wczorajszą nie dyspozycyjność, ale jestem chora i przespałam cały wczorajszy dzień. Obudziłam się gdzieś koło 22, ale już nie miałam siły włączać laptopa, poza tym wtedy i tak nici by wyszły z tego pisania. Jak zwykle życzę wam miłego czytania :)

środa, 29 stycznia 2014

Rozdział VI

Rozdział VI

        Następny tydzień minął Hermionie bez większych niespodzianek. Oczywiście nie ominęła jej konfrontacja z rozwścieczonym Ronem, który zarzucił jej zdradę przyjaciół, gdyż Hermiona postanowiła się teraz "bratać z wrogiem" a ich wszystkich, a szczególnie Rona, zepchnąć na margines. Niedorzeczne oskarżenie bardzo zraniło oddaną przyjaciołom Gryffonkę. To nie była jej wina, że co rusz wpadała na Malfoya i że był dla niej taki miły ! Musiała przyznać, że pochlebia jej zainteresowanie blondyna, ale nie spodziewała się takich konsekwencji tych jego niewinnych starań. Ron postawił ją przed wyraźnym wyborem : albo przyjaciele, albo ten wyrzuty z jakichkolwiek uczuć dureń Malfoy ! Jednak ona nie zamierzała wybierać. Przeklęty Weasly ! - krzyczała w duchu dziewczyna. Tak bardzo pragnęła aprobaty blondyna, jednakże przyjaźń była dla niej ważniejsza. Wiedziała, że Harry, Ginny i inni jej przyjaciele nie odwrócą się od niej, ale Ron znaczył dla niej równie wiele i nie chciała go ranić ani stracić. Jednak przyjaciel wyłożył jej ciekawą hipotezę : "Otóż Draco może knuć jakąś intrygę, żeby upokorzyć Hermionę lub wykorzystać ją w zemście na Harry'm. W końcu jego ojciec był śmierciożercą. Syn na pewno poszedł w ślady ojca". Jednakże dziewczyna nie mogła w to uwierzyć. Nie potrafiła. Dlaczego to właśnie arystokrata musiał być ich wrogiem ? Nie chcąc dłużej myśleć nad tym wszystkim skierowała się do głównych drzwi zamku, cicho popłakując . Chciała uciec stamtąd jak najszybciej. 

        Szedł pustym, głównym wejściem kierując się ku lochom. Był już późny wieczór. Rozmyślał nad różnymi sprawami, gdy nagle jego uwagę przykuł cień przemykający koło wielkich schodów. Draco, nie zastanawiając się, wyciągnął różdżkę i zaczął kierować się w stronę sylwetki skrytej w cieniu. Wyskoczył zza rogu i już miał rzucić zaklęcie obezwładniające, lecz powstrzymał się, z zaskoczeniem odkrywając, że tą czającą się osobą jest Hermiona. 
  - Co Ty tu robisz ? - szepnął oszołomiony, gdyż o tak późnej porze nie spodziewał się zastać tu dziewczyny.
  - Miałam zamiar wyjść, ale się napatoczyłeś - odpowiedziała drżącym głosem.
  - Czy Ty płaczesz ? - chłopak podszedł do niej, uniósł rękę i przejechał po jej wilgotnym policzku - Co się stało ?
  - Nic nie jest tak jak być powinno ! - Gryffonka wybuchnęła szlochem - Dlaczego jesteś dla mnie taki miły ? Dlaczego mnie dręczysz i narażasz moją przyjaźń ? Tak nagle zaczęła Cię interesować moja osoba ? Przyznaj, co Ty knujesz ? Do czego jestem Ci potrzebna ?!
  - Do niczego - szepnął zdezorientowany chłopak - Chodź, porozmawiajmy na błoniach, wszystko Ci wyjaśnię - ujął Hermionę delikatnie za łokieć i poprowadził na błonia pod pobliskie drzewo. Usiedli.
  - Posłuchaj - zaczął łagodnie - Ja nie chcę psuć twoich dobrych relacji z przyjaciółmi i nie chcę zatruwać Ci życia. Po prostu postanowiłem być dla Ciebie miły. 
  - Ale dlaczego ? - zapytała Gryffonka cała zalana łzami. Dracona ścisnęło serce na ten widok. Do diabła ! Przecież nie miał zamiaru doprowadzać jej do łez !
  - Jesteś inteligentna, ładna, posiadasz umiejętności, którymi nie może się poszczycić niejeden nawet wybitny czarodziej. 
  - Jeszcze do niedawna utrzymywałeś, że jestem nic nieznaczącą, wymądrzającą się szlamą. Co się od tamtego czasu zmieniło ? - zapytała już opanowana dziewczyna.
  - Bo ja jeszcze wtedy nie wiedziałem ... nie zdawałem sobie sprawy ... - nie potrafił tego wykrztusić.
  - Z czego ?
  - Ja nie ... 
  - Na Boga, Draco, wyduś to z siebie ! 
  - Nie mogę. Jeszcze za wcześnie. Chcę tylko żebyś wiedziała, że nie kieruje mną chęć zemsty czy upokorzenia ciebie lub twoich przyjaciół, tylko po prostu zwykła sympatia.
        Chłopak ostrożnie podniósł dłoń i delikatnie pogłaskał oszołomioną Hermionę po policzku. Zaczął się wolno pochylać nad twarzą dziewczyny. Jakież ona miała piękne usta. Niczego bardziej nie pragnął, niż całować je do końca swego życia. Zaraz. Skąd wzięły się u niego podobne myśli ?! W porę opanował się i wstał. 
  - Dobranoc, Hermiono. 
        Zaskoczona dziewczyna patrzyła za oddalającym się i znikającym w zamku obiektem jej marzeń. 

____________________________

Krótko, wiem, ale jestem chora i nie mam siły napisać nic więcej. Zależało mi po prostu żeby dodać wam chociaż krótką notkę. Miłego czytania. 

wtorek, 28 stycznia 2014

Rozdział V

Rozdział V

        Następnego dnia rano Hermiona wraz z Ginny, Harrym i Ronem zeszła na śniadanie do Wielkiej Sali. Zjedli pospiesznie tosty z dżemem i wszyscy, oprócz Ginny, ruszyli na lekcje transmutacji. Hermiona nie spała niemal całą noc. Do północy ćwiczyła zaklęcia z transmutacji, których nauczyli się od początku roku. Kiedy stwierdziła, że idzie jej wzorowo i ma je w pełni opanowane, położyła się na kanapie naprzeciwko kominka i w blasku płomieni zastanawiała się nad swoimi uczuciami. Z jednej strony podobał jej się Ron, ale wiedziała, że po tych wszystkich plotkach o tym jak to "całowała" Harry'ego, choć tak w istocie go tylko przytuliła, nie mogła liczyć na jakikolwiek ruch ze strony rudowłosego przyjaciela. Nie wiedziała również, czy naprawdę by tego chciała. Na horyzoncie pojawił się przecież nieziemsko przystojny arystokrata, który co rusz mieszał jej w głowie. Najpierw blondyn dokuczał Hermionie, potem jej bronił. Nie miała pojęcia, co o tym wszystkim sądzić. Miała taki mętlik w głowie, że ...
  - Ała ! - krzyknęła zaskoczona dziewczyna. Podniosła wzrok i okazało się, że tak się zamyśliła, że nie zauważyła Dracona. Spojrzała w dół. Jej książki i notatki ! Wszystko leżało wymieszane na podłodze. - Świetnie - mruknęła do siebie zirytowana, po czym zwróciła się do Ślizgona przepraszającym tonem - Wybacz, zamyśliłam się i nie patrzyłam jak idę...
  - Daj spokój. Nie musisz mu się tłumaczyć. - wtrącił się Ron - Widział Cię doskonale, równie dobrze mógł się przesunąć - po tych słowach minął Malfoya z lekceważącą miną i ruszył razem z Harrym na lekcję. Nie chcieli się spóźnić, bo mieli już wystarczająco dużo kłopotów a blondynowi nic się nie stanie jak pozbiera kilka książek. 
  - Ignoranci. - Hermiona z ponurą miną kucnęła i zaczęła zbierać swoje materiały i książki. 
  - Pomogę Ci - zaproponował Draco. - Dużo tego - zdziwił się widząc wypracowanie z obrony przed czarną magią - Jesteś bardzo dokładna i systematyczna.
  - Jeżeli masz zamiar dokuczać mi to możesz już sobie iść, bo zdaje się, że Cię już przeprosiłam i nie musisz w niczym pomagać - obruszyła się Gryffonka źle interpretując słowa Dracona. 
  - Nie, ja nie chciałem się z ciebie naśmiewać, po prostu podziwiam twoje zaangażowanie i umiejętności. Zdaje się, że musisz być bardzo silna dźwigając takie ciężkie książki i trzy wypracowania - uśmiechnął się ciepło do dziewczyny. - Pomogę Ci to zanieść pod klasę. Pozwolisz, że wezmę - po tych  słowach odebrał od niej resztę książek i ruszył w stronę klasy do transmutacji. 
        Hermiona patrzyła na niego w osłupieniu. On i podziw dla niej ?! Serce biło jej jak oszalałe. Ciągle stała oszołomiona, wpatrując się w Ślizgona. Może jednak nie jest taki zły jak myślałam ? - ciepłym wzrokiem podążała za arystokratą, który po kilku krokach odwrócił się do niej i rzucił :
  - Idziesz ?
       Dziewczyna otrząsnęła się z szoku i wrażenia, jakie chłopak na niej zrobił. 
  - Już biegnę. - cierpliwy Ślizgon zaczekał, aż dziewczyna się z nim zrówna. Całą drogę do sali przebyli w kompletnym milczeniu.

        Draco upajał się tym ciepłem, które zobaczył w oczach dziewczyny. Bez dwóch zdań zrobił na niej niesamowicie silne wrażenie. Chciał jej coś powiedzieć, nawiązać konwersację, ale wiedział, że mogłaby się spłoszyć i tylko wszystko by zepsuł. Trzeba działać powoli, małymi kroczkami - powtarzał sobie ciągle w myślach. Nie mógł już jej dokuczać. Chciał być dla niej dobry, cierpliwy i troskliwy. Choć ona nie zawsze będzie go akceptowała, wiedział, że będą takie momenty kiedy będzie patrzyła na niego w inny sposób. Nie miał pojęcia, że patrzy na niego w ten "inny sposób" już od pierwszej klasy.

        Hermiona zdała zaklęcia oczywiście na Wybitny. Ciężko pracowała i uważała, że należy jej się ta ocena. Nie była pyszna, nie chwaliła się swą inteligencją i swymi umiejętnościami, ale nie mogła myśleć inaczej, gdyż zbyt ciężko pracowała przez cały rok a tym bardziej przez ostatnie kilka tygodni. Nikt inny nie dostał tak wysokiej oceny, nie mniej jednak wszyscy zdali z czego Hermiona była niesamowicie zadowolona i dumna. Szła tak korytarzem na następną lekcję, gdy zza posągu czarownicy wyskoczył jeden z bliźniaków i wciągnął ją do ukrytego tunelu. 
  - Hej. Nie można było delikatniej ? - dziewczyna rozmasowywała boląc ramię.
  - Witaj Hermiono - bliźniacy przywitali Gryffonkę zgodnym chórem.
  - Wybacz - odrzekł Fred. - Widzieliśmy Cię dzisiaj z tym śmierdzielem Malfoyem.
  - No ! Rzuciłaś na niego Imperio, że posłusznie wziął twoje książki i zasuwał z nimi aż pod salę ? - zachichotał George.
  - Oczywiście, że nie ! - oburzyła się Hermiona. - po prostu wpadł na mnie i w ramach przeprosin pomógł mi je zanieść pod salę - lekko się zaczerwieniła. 
  - Yhym. No wiesz, Ronowi się to nie spodobało - rzekł George.
  - Dlatego się tak idiotycznie zachował i Cię zostawił - dodał Fred - Zdaje się, że z Harrym czekają na ciebie w salonie wspólnym żeby to wszystko wyjaśnić. 
  - Nie ma co wyjaśniać - zdenerwowała się dziewczyna. - Z resztą mam teraz runy a potem wolną godzinę i idę... A zresztą nie powiem wam, bo wszystko wypaplacie Ronowi. 
  - Hermiono - spojrzał na nią pobłażliwie George. - Czy Ty NAPRAWDĘ uważasz, że da się coś przed nami ukryć ? 
  - Ech, nie ważne, muszę już iść. Aha, jeszcze jedno. Proszę was, nie mówcie chłopakom, gdzie jestem. Jednak gdybyście powiedzieli Ginny, że za godzinę będę w bibliotece i chciałabym z nią porozmawiać, byłabym wam niezmiernie wdzięczna - Gryffonka spojrzała prosząco na bliźniaków.
  - Nie ma sprawy ! - odparli zgodnie. - Ale wisisz nam sporą przysługę za to, że wyciągamy Cię ze środka wielkiej awantury.
  - Dziękuję Wam. - każdemu dała całusa w policzek i szybko pobiegła na runy. 

________________________

Wiem, krótko i nudno, ale ja piszę wymyślając wszystko na bieżąco, nie mam nigdzie tego zapisanego a nie bardzo mam teraz czas dodawać posty. Nie chcę zaniedbywać bloga więc macie tu krótką notkę, postaram się jeszcze dzisiaj wieczorem dodać coś ciekawszego, a jak nie dzisiaj to przyrzekam, że jutro . :* Mmmm a skoro już tu jestem, to oglądaliście może film "Keith" ? Polecam, bo jest warty obejrzenia . ;) Chciałam przeczytać książkę, ale nie jest tłumaczona na polski ;/ Co do filmu, nie zrażajcie się na początku, bo możecie go od razu nie zrozumieć, ale jak obejrzycie cały to powinniście się zorientować o co cho . Bo w sumie to wszystko jest wyjaśnione dopiero pod koniec . ;) Miłego oglądania, gdyby się ktoś zdecydował, no i oczywiście miłego czytania . ;) 

niedziela, 26 stycznia 2014

Rozdział IV

Rozdział IV

        Była niedziela .Siedziała sama nad jeziorem pod swoim ulubionym dębem. Chciała poćwiczyć, bo jutro mieli zaprezentować swoje umiejętności na transmutacji. Niestety, nic jej nie wychodziło, lecz nie dlatego, że nie umiała, po prostu nie mogła się skupić, gdyż niedaleko niej siedział Draco razem z kolegami i zachowywali się nieznośnie głośno. Przez ostatnie cztery lata chłopak prześladował ją i jej przyjaciół. Mimo tego nie potrafiła go nienawidzić. Od pierwszego dnia, kiedy zobaczyła arystokratę czuła, że pod żadnym względem nie może go znienawidzić. Nie mogłaby. 
        Nie mogę ! - krzyczała w myślach. Jak ten osioł się zachowuje ?! - wstała gniewnie porzucając swoje rzeczy tam, gdzie je uprzednio zostawiła i ruszyła w kierunku "elity". Wyjęła z kieszeni różdżkę i, gdy była już tuż tuż, skierowała ją w stronę grupki. 
  - Jeżeli zaraz nie przestaniecie wrzeszczeć i zachowywać się jak pajace, rzucę na was zaklęcie którego gorzko pożałujecie ! - wykrzyczała dziewczyna.
  - Jak na razie to tylko Ty tu krzyczysz i, zdaje się, swoim zachowaniem przykułaś uwagę wszystkich znad jeziora. A wydawało mi się, że ćwiczyli do transmutacji. Jaka szkoda, że im przerwałaś - Draco zmierzył Hermionę wzrokiem od stóp aż po samą głowę. Jak ona pięknie prezentowała się w lekkiej spódniczce i podkoszulku i z tym jej gniewnym spojrzeniem !
  - No cóż, widocznie nie tylko ja przeszkadzam innym skoro wrzeszczę teraz na was - spojrzała na resztę grupy. Wciąż miała różdżkę w ręku. Popatrzyła Draconowi w oczy. Zdziwiła się widząc w nich zainteresowanie. Chłopak szybko się zreflektował.
  - Tak ? Jakoś inni się nie skarżą.
  - Bo się was boją a ja mam was za nic ! 
  - Jak śmiesz Ty półkrewko uważać się za lepszą od nas ?! - pisnęła Pansy zrywając się z miejsca i wyciągając swoją różdżkę. 
  - Nie ! - arystokrata złapał Ślizgonkę za nadgarstek i miażdżącym spojrzeniem skłonił ją do opuszczenia różdżki. 
  - Czy Ty słyszysz co ona mówi ?! 
  - Rozsądku nie masz za grosz - odezwał się do Pansy po czym zwrócił się do Hermiony - Postaramy się być ciszej jeżeli to pani, panno Granger, aż nadto przeszkadza - chłopak odwrócił się do Gryffonki plecami.
  - Dziękuję - prychnęła pogardliwie. Wróciła tam, gdzie porzuciła rzeczy. Oni faktycznie są ciszej - zauważyła po chwili zdumiona. Sądziła, że jej reakcja nie zda się na nic, a jednak Malfoy kiedy chce to potrafi. Rozmyślała nad tym jak obronił ją przed tą piskliwą dziewką Pansy. Była taka głupia ! Hermiona poradziłaby sobie z nią z jedną ręką w kieszeni ! A jednak Draco obronił ją, chociaż mógł pozwolić na pojedynek. Jakże ona jest głupia ! Przecież wiadomo, że Ślizgonka przegrałaby z nią. Pewnie to jej bronił. No ale ten błysk zainteresowania w jego oczach i spełnienie prośby o ciszy. Może coś knuje a może po prostu coś się zmieniło ? Nie potrafiła odpowiedzieć sobie na to pytanie. Była zdezorientowana. Nie myśl o tym, przecież miałaś się uczyć ! - zbeształa się w myślach kiedy zorientowała się, że przez cały ten czas gapi się bezmyślne na jezioro i zadaje pytania, na które nie potrafiła sobie odpowiedzieć.

        Była taka śliczna jak się złościła. Była gotowa stoczyć pojedynek broniąc swych - z resztą słusznych - racji. Wiedział, że przez pohamowanie tej głupiej Pansy i zastosowanie się do prośby Hermiony ujął sobie w oczach przyjaciół, ale nic go to nie obchodziło. Z resztą, oprócz Blaze'a nikt tu nie był jego przyjacielem. Byli raczej jak marionetki, które bez chwili zastanowienia zrobiłyby wszystko, czego by sobie zażyczył. No i jeszcze ta głupia dziewucha Pansy, która uwieszała się ciągle na jego ramieniu. Myślała, że byli parą a on jakoś nie starał się wyprowadzać jej z tego błędu. Była bardzo przydatna. Jednak ani urodą a tym bardziej inteligencją !, nie mogła się równać Hermionie. Ona była pełna energii i życia, broniła swoich racji i przyjaciół. Hermiona reprezentowała swoją osobą inteligencję, piękno, wierność, osobowość, własne racje, przyjaźń, za którą gotowa była umrzeć. Czymże zazdrosna, pogardliwa i złośliwa Pansy była przy kobiecie jego marzeń ? Nie miała ani rozumu ani umiejętności. Wykształtowała się z niej ładna snobka. Bo jedyne co ta dziewczyna posiadała to uroda. 
        Szedł ze Ślizgonką uwieszoną na ramieniu w stronę zamku. Wiedział, że będzie zła i wyrzuci mu tą całą sytuację. 
  - Dlaczego nie pozwoliłeś mi walczyć z tą plugawą Gryffonką ? 
  - Jesteś naprawdę głupia myśląc, że dorównujesz jej umiejętnościami. Pokonałaby Cię jednym zaklęciem. Oszczędziłem Ci upokorzenia. 
  - Upokorzenia ? To Ty upokorzyłeś mnie na oczach wszystkich naszych przyjaciół ! - puściła ramię chłopaka, zatrzymała się i gniewnie na niego spojrzała. - Podoba Ci się, prawda ? Ta półkrewka Ci się podoba ! - pisnęła.
  - Zamknij się ! - chłopak ścisnął jej łokieć,  gwałtownie pociągnął w swoją stronę i rzekł spokojnym, lodowatym tonem - Jeżeli komukolwiek rozpowiesz tę niedorzeczną plotkę, zniszczę Cię. Przysięgnij teraz, że nic nie powiesz. Nie zmuszaj  mnie użyć na tobie Obliviate - zagroził.
  - Wiem, to niedorzeczne oskarżenie. Przecież ktoś taki jak Ty nie interesowałby się taką szlamą - po tych słowach ujęła chłopaka pod ramię i razem na powrót skierowali się w stronę zamku. 

        Blaze przyglądał się całej tej sytuacji nad jeziorem. Musiał przyznać, że Granger była niczemu sobie i zauważył w oczach przyjaciela, że dziewczyna mu się podoba. Była ładna, inteligentna, odważna i jedyna w swoim rodzaju. Również w jej oczach ujrzał, że Draco nie był jej obojętny. Cóż za dziwna sytuacja ! Lecieli na siebie a przecież wydawałoby się, że nienawidzą się od pierwszej klasy ! Te wszystkie docinki i nieuprzejmości. Blaze nie lubił Pottera, ale ta dziewczyna od razu zaskarbiła sobie jego sympatię. Była półkrwi a zachowywała się jak rasowa czarownica ! Nie widział nigdy tak intrygującej kombinacji. No nic, trzeba coś z tym zrobić - postanowił przyjaciel Dracona i udał się do dormitorium.
        To zabawne - pomyślał Blaze w myślach. Rzadko zdarzało się, że dormitorium Ślizgonów było puste a teraz, kiedy potrzebował prywatności żeby porozmawiać z przyjacielem, wydawało mu się to niemal cudem. 
  - Witaj przyjacielu - chłopak rzucił się na swoje łóżko i wyciągnął się na nim wygodnie spoglądając w stronę Dracona.
  - Widzieliśmy się jakieś dwadzieścia minut temu. - zauważył arystokrata.
  - Chciałem z tobą porozmawiać. 
  - Mów - Malfoy skupił całą swą  uwagę na przyjacielu.
  - Nie zaprzeczysz, że podoba Ci się Granger i nawet nie próbuj, bo znam Cię zbyt długo, żeby uważać moją obserwację za zwidy.
  - Co Ty mówisz ? - sztucznie zdziwił się arystokrata.
  - Nie udawaj. Wiem co widziałem i jeżeli chcesz znać moje zdanie to nie ma lepszej partii w tej szkole - Blaze uśmiechnął się do przyjaciela.
  - Znasz mnie jak nikt inny, więc nie będę zaprzeczał, ale nikomu ani słowa ! Poza tym ta głupia dziewucha Pansy czegoś się domyśla. 
  - Rozumem to ona nie grzeszy więc się trochę dziwię.
  - To jest jednak dziewczyna. Nie wiem jak to robią, ale potrafią takie sprawy wyczuć nosem. Ostatecznie jednak stwierdziła, że to niedorzeczne, iż ktoś taki jak ja mógłby się zainteresować kimś takim jak, cytuję, "ta szlama". 
  - Głupia dziewczyna. Ale dosyć o niej. Co zamierzasz w stosunku do Gryffonki ?
  - A co niby miałbym zamierzać ?
  - Przecież nie możesz całe życie pożerać jej wzrokiem - oburzył się Blaze. - Musisz coś zrobić. Służę pomocą - wyszczerzył zęby do Dracona. 
  - Hmmm ... Warto spróbować - arystokrata odwzajemnił uśmiech.

_________________________

Już czwarty rozdział ! :D Jak wcześniej mówiłam teraz będę opisywała wszystko od czwartej klasy. Mam nadzieję, że wam się podoba choć na razie jest trochę nudne, ale początki zwykle takie bywają, czyż nie ? :) Oczywiście zapraszam do wyrażania opinii i obserwowania . Miłego czytania . ;)

sobota, 25 stycznia 2014

Rozdział III

Rozdział III

       Cała grupa pierwszoroczniaków była stłoczona na samym przodzie wielkiej sali, która prezentowała się imponująco : sufit wyglądał niczym ciemnogranatowe, bezchmurne niebo z milionem migoczących gwiazd. Wzdłuż Wielkiej Sali stały cztery niesamowicie długie stoły, przy których siedziało mnóstwo uczniów w szkolnych szatach, jej kolor zależał od przynależności do danego domu, podobnie było z flagami, które rozpościerały się nad stołami. Przy stole "zielonych", czyli Slytherinu, siedziało dużo dumnych jak i posępnych twarzy z pogardą patrzących na stół czerwonych, czyli Gryffindoru. Z resztą, Ślizgoni patrzyli tak na każdego z wyjątkiem nielicznych osób należących do tzw. "elity". Pozostałe trzy domy, Huffelpff, Ravenclow jak i Gryffindor wyglądali na całkiem przyjaźnie nastawionych. 
        Ku wielkiej uldze Hermiony tylko nieliczne osoby interesowały się pierwszoroczniakami. Kiedy już pocieszała się w myślach, że może jednak nie będzie tak źle, zabrzmiał dźwięk łyżeczki uderzanej o filiżankę. Wszyscy natychmiast umilkli i zwrócili się w stronę stołu nauczycieli. Okazało się, że Hermiona była tak pochłonięta otoczeniem, że nie zauważyła profesora Dumbeldora, który podszedł do mównicy. Ich oczy zetknęły się i dyrektor puścił do niej oczko oraz posłał jej jeden z tych słynnych uśmiechów dodających otuchy. Od razu zrobiło jej się lepiej. Profesor jak zwykle powitał wszystkich uczniów, przedstawił plan lekcji i przypomniał reguły panujące w Hogwarcie, dodał coś od siebie po czym rozpoczął ceremonię  przydziału. Ku zaskoczeniu Hermiony była ona pierwsza na liście. Świetnie - pomyślała i, chcąc nie chcąc, wspięła się po kilku stopniach, usiadła na małym taborecie po czym założono jej na głowę starą tiarę, która bez żadnych wstępów orzekła "Gryffindor!". Dziewczyna odetchnęła z ulgą. Nie będzie musiała spędzać czasu z tymi ponurakami pomiatającymi ludźmi. Szybko podeszła do swego przydzielonego domu. Wszyscy Gryffoni grzmieli i huczeli na znak przyjęcia Hermiony do swego grona.
        Draco przyglądał się dziewczynie. Chłonęła wszystko tak zachłannie, oczy miała tak bardzo rozszerzone ze zdumienia i podziwu. Nie zauważyła nawet tego głupca Dumbledora, który wstał z siedzenia i czekał aż w Wielkiej Sali zapanuje spokój. Kiedy jednak odwróciła się, wymienili z profesorem znaczące spojrzenia. No tak ! Przecież, jako magiczna córka mugoli, musiała zostać wprowadzona i przygotowana do wszystkiego co wiąże się z ich światem. Dumbledore rzadko fatygował się osobiście do uczniów, częściej wysyłał innych nauczycieli. Ciekawe, dlaczego tym razem udał się do dziewczyny osobiście ? Jego rozmyślania przerwał głos Minerwy, opiekunki Gryffonów, wywołujący jaką pierwszą właśnie Hermionę. Młody chłopak czekał niecierpliwie, gdzie tiara przydziału przydzieli dziewczynę. Miał nadzieję, że nie do Slytherinu, tam nie zaznałaby ani spokoju, ani przyjaźni. Ku uldze, ale również irytacji Dracona, została przydzielona do Gryffindoru. Tam przynajmniej ktoś ją doceni i nie będzie wytykał palcami za pochodzenie.
        Kilka osób już rozdzielono do domów. Do Gryffindoru trafili : Ron Weasly, Harry Potter ( wszyscy byli podnieceni, ale nie miała pojęcia dlaczego), Neville Longbottom i kilku innych, których kojarzyła z pociągu. Niestety, Cho i Luna nie trafiły do jej domu. Było jej przykro, bo polubiła je , ale wiedziała, że mimo rozłąki będą się nadal lubiły, może i nawet z czasem się zaprzyjaźnią. Wszyscy krzyczeli na Lunę "pomyluna", ale Hermiona, mimo dziwactw koleżanki, postanowiła wspierać ją i okazać względem niej jak największą sympatię. Jej rozmyślania przerwała profesor McGonagall, która głośno wyczytała Dracona. Hermiona wiedziała już, gdzie trafi chłopak, ale mimo wszystko nie mogła oderwać wzroku od dumnie kroczącego arystokraty. Kiedy już miał na głowie tiarę, ona niemal od razu krzyknęła "Slytherin !" a przy stole Ślizgonów podniósł się dziki gwar. Pokazówka - dziewczyna odwróciła głowę z niesmakiem. Po ceremonii na stole znalazły się pyszne potrawy. Kiedy wszyscy już się posilili i poopowiadali sobie historię z wakacji, udali się do swoich dormitoriów. 
___________________________

Jak już mówiłam, to na razie takie wprowadzenie, ponieważ oni jednak są dziećmi i jakoś tak za szczególnie gorących uczuć do siebie nie poczują, chociaż ciągnie ich ku sobie. Postanowiłam przeskoczyć te trzy lata i pisać od czwartej klasy aż do siódmej. potem słynna bitwa o Hogwart i, kto wie ?, może po siódmej klasie będzie kontynuacja ? No, ale na razie to początki i nie ma co gdybać. Oczywiście zachęcam do wyrażania opinii i obserwowania . Miłego czytania . ;)