poniedziałek, 12 maja 2014

Rozdział XV

Rozdział XV

        No cóż. Przy odbudowaniu namiotów mieliśmy z Garethem wiele okazji do rozmowy, jednak nie chciałam zmuszać go do niej zmuszać. Widziałam, że nie chce tego, poza tym był tak niesamowicie zmęczony. Może nie tyle fizycznie co psychicznie. Ten ciężar, który spadł na jego barki był zbyt ciężki. Dlatego chciałam pomóc mu go udźwignąć. Zrobimy to razem z Antonio, no bo w końcu od czego jesteśmy my, przyjaciele ? Długo nie mogłam zasnąć. Prawdę powiedziawszy kompletnie nie udało mi się tego dokonać tej nocy. Postanowiłam nie leżeć bezczynnie i pomóc w patrolowaniu osady. Wszyscy byliśmy w kompletnej gotowości, więc tylko wstałam, narzuciłam sweter i wyszłam z mojego namiotu robiąc to jak najciszej, żeby nie obudzić Kate, mojej pokojówki. Chociaż wolałam nazywać ją powierniczką. Kiedy miałam jakiś problem czy coś mnie trapiło zawsze mogłam się tym z nią podzielić. A ona była kompletnie dyskretna. Wcześniej nie zwróciłam na to uwagi, ale Kat była naprawdę śliczna. 
        Była drobną dziewczyną niewiele starszą ode mnie. Miała delikatne, regularne rysy twarzy, mały, zgrabny nosek, przenikliwe, aczkolwiek łagodne i pełne zaufania, fiołkowe oczy, na które cieniem kładły się długie, czarne rzęsy. Jej cera - blada i gładka - ostro kontrastowała z naturalnie kręcącymi się puklami długich, lśniących, kruczoczarnych włosów. Często chodziła w sukienkach podkreślających jej zgrabną figurę. Kate była dziewczyną praktyczną, jej wygląd mógł bardzo, ale to bardzo zwieść, bowiem wyglądała łagodnie i miło. Lecz nikt, kto zdążył poznać ją bliżej, nie da się zwieść. Tak naprawdę  Kate, mimo słodkiego wyglądu, była pełną temperamentu dziewczyną przygotowaną na każdą możliwą okoliczność. Ta dziewczyna miała w sobie niekończące się pokłady dobrego humoru jak i ognia, który często z tlącego się drewienka, zamieniał się w płonący las, gdy ktoś ją zdenerwował lub sprowokował ( czytaj Antonio, tak poza tym to na gołe oko od razu widać, że ta para miała się ku sobie. Wszyscy to widzieli tylko tych dwoje ślepców nie).
        Jeszcze chwilę popatrzyłam na moją przyjaciółkę i wyszłam z namiotu. Akurat w tym momencie straż wymieniała się i Rycerze mieli zastępować aurorów. Jest jakaś szansa, że spotkam kogoś znajomego. Zaczęłam się rozglądać. Jednak mój rozum usilnie starał się o czymś mi przypomnieć, bo nie mogłam się pozbyć tego uciążliwego wrażenia, że czegoś nie wzięłam. No tak ! Moja różdżka ! Wbiegłam z powrotem do namiotu, zabrałam moją ukochaną różdżkę i - ku mojemu ogromnemu szczęściu - zobaczyłam na straży Antonia. On też mnie dostrzegł, bo już po chwili gestem przywoływał mnie do siebie. Niestety minę miał nie tęgą. Oj. Chyba nie cieszy się, że włóczę się sama po obozowisku. Nie miałam ochoty wysłuchiwać jeszcze raz tych samych wyjaśnień, które słyszałam od Garetha. ( "Nie, nie możesz Hermiono stać na straży, to zbyt niebezpieczne, Tronis albo któryś z jego sprzymierzeńców mógłby Cię porwać" albo " A po co masz stać na straży z innym strażnikiem ? To kompletnie bez sensu. Nie, nie chce dłużej słuchać żadnych wyjaśnień, jestem twoim opiekunem i rozkazuję Ci iść spać" a kiedy widział, że się nie poddam, powiedział tylko " Bez dyskusji", spojrzał na mnie tym swoim stalowym, bezwzględnym wzrokiem, odwrócił się i poszedł w siną dal ). W każdym razie podchodząc do Antonia podniosłam prawą dłoń do góry w geście uciszenia i zaczęłam :
  - Wiem Antonio, jest zbyt niebezpiecznie, żeby urządzać sobie wycieczki po Kotlinie o 3 w nocy. Wiem również to, że ktoś mógłby mnie porwać, zranić, zabić czy Bóg wie jeszcze co. No ale od czego są zabezpieczenia ? Poza tym nie mogłam spać. Zobaczyłam Cię z namiotu i stwierdziłam, że równie dobrze zamiast leżeć mogę Ci dotrzymać towarzystwa, prawda ? - uśmiechnęłam się do niego słodko. Trochę nagięłam prawdę, bo i tak nawet gdyby go nie było to wyszłabym z namiotu, ale tego akurat nie musiał wiedzieć.
  - Przez ciebie Gareth mnie zabije. Ech, ale trochę racji masz. Wzięłaś różdżkę ? - pokręciłam głową - W takim razie możesz zostać. Ale tylko chwilkę - spojrzał na mnie surowym, ojcowskim wzrokiem. Nie mogłam powstrzymać śmiechu. Po chwili Antonio śmiał się razem ze mną. 
  - No więc powiedz mi, śliczna, dlaczego nie mogłaś zasnąć ?
  - Męczy mnie ta historia z klątwą. Martwię się o Garetha. Wygląda naprawdę marnie.
  - Muszę się z tobą zgodzić. Śmierć przyjaciela go dobiła, martwi się o naszą osadę, o Rycerzy, o przyjaciół, ale przede wszystkim o Ciebie, śliczna.
  - O mnie ? - otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia.
  - Nie słyszałaś, co powiedział Tronis ? Gareth pluje sobie w brodę, że nie dopilnował, żebyś została w osadzie.
  - Obwinia się ? Ale to przecież moja wina. Mając w perspektywie pilnowanie mnie albo ocalenie setki ludzi ,ja na jego miejscu zrobiłabym to samo. 
  - Ta klątwa ... zrozum Hermiono, nikt nie zna jej treści, każdy wie tylko tyle, że takowa naprawdę istnieje, więc żadne ze stworzeń na tym świecie nie chcę się o tym przekonywać. Większy strach budzi nieznane, bo wydaje się nieuchwytne, nieosiągalne, boimy się konsekwencji. Natomiast to, co już znamy, daje nam poczucie fałszywego bezpieczeństwa, no bo skoro jest znane, to czego mamy się lękać ? Ale znane jak i nieznane bywa niebezpieczne, zwodne. Gareth nie boi się o siebie, boi się, że ta klątwa dotknie innych ludzi, że to będzie jego wina. Gareth od zawsze był uczuciowym facetem. Zawsze bardziej martwił się o innych niż o siebie.
  - Tak, jest bardzo ... - nie mogłam znaleźć odpowiedniego słowa, które opisałoby mojego obrońcę w całej krasie, sprawiedliwie i w najwyższym stopniu zasłużenie, więc wydukałam tylko - szlachetny i dobry.
        Rozmawialiśmy tak z Antonio aż do końca jego warty. Kontemplowaliśmy uroki natury, debatowaliśmy na różne tematy, żartowaliśmy i spieraliśmy się w najbardziej błahych rzeczach. Oczywiście w końcu wybuchaliśmy nieposkromionym śmiechem i już tak bolały nas brzuchy, że nie próbowaliśmy rozmawiać. W ciszy również jego towarzystwo było miłe. Tamtego wieczoru odniosłam wrażenie, że z Antoniem można wszystko, że jest najlepszym powiernikiem, przyjacielem, Rycerzem. Warta Toniego ( tak go nazywałam w myślach i zamierzałam w przyszłości wykorzystać tą ksywkę przeciwko niemu ) skończyła się, ponieważ specjalna opaska zmieniła swój kolor z granatowego ( warta ) na żółty ( koniec warty ). Pech chciał, że akurat tego dnia miejsce Antonio zajmował Gareth. Nie był ucieszony, kiedy nas razem zobaczył. Chociaż nie jestem pewna, czy to nie aby tylko i wyłącznie moja osoba wywołała na jego twarzy ten grymas gniewu.
  - Co ONA tutaj robi ?! - zawarczał. Z jego oczu biła tak dzika furia, że aż odsunęłam się kilka kroków za Antonia.
  - Uspokój się stary. Nie mogła zasnąć, więc pozwoliłem jej chwilę zostać. Właśnie miała wracać do namiotu.
  - Zdaję się, że w ogóle nie miała z niego wychodzić. Czy moje rozkazy brzmią niejasno ? - Gareth cały drżał.
  - Bardzo jasno, przyjacielu.
  - Więc od tej chwili, każde moje polecenie ma się przywitać z poparciem. To ostatni raz. Jeszcze jedno nieposłuszeństwo względem kapitana i będę musiał Ci wymierzyć karę. Nie chcę, ale muszę. Nie mogę Cię traktować bardziej ulgowo, bo jesteśmy przyjaciółmi. Zrozumiano ? - zauważyłam, że również w oczach Antonia zapalił się ten ów niebezpieczny błysk, nie odezwał się ani słowem, domyśliłam się, że zapewne Toni chce nad sobą zapanować - Pytam, czy zrozumiano.
  - Tak jest, sir.
        Antonio odszedł do swojego namiotu nawet się nie oglądając. Podążałam za nim spojrzeniem, póki nie zniknął wśród ciemności. Następnie skierowałam swój wzrok na Garetha. Patrzyłam na niego z pogardą.
  - On nie zrobił nic złego. Nie miałeś prawa go tak potraktować. Wcale nie chciał, żebym tu była. On był i jest lojalny wobec ciebie. Ja nie - po tych słowach odwróciłam się i szybko skierowałam w stronę, w którą poszedł Antonio. Lecz przez ten ułamek sekundy, odwracając się, zobaczyłam w oczach Garetha szczere zdumienie. Moje słowa jeszcze w pełni do mnie nie dotarły. Były impulsem i wypowiedziałam je w kompletnej złości. Wtedy nie myślałam. Tylko działałam.
        W końcu dogoniłam Antonia. Chyba wybrał się na spacer, bo kierował się w kierunku wyjścia z osady. Na szczęście zdążyłam go powstrzymać. Nie wiadomo kiedy smoki mogą wrócić. W każdym razie złapałam Toniego za rękaw.
  - Nie idź tam.
        Odwrócił się, spojrzał mi w oczy i przytulił mnie z siłą niedźwiedzia. Wtedy zdałam sobie sprawę, że nawet ten żartowniś ma w sobie nutkę niepokoju, że nie tylko my się martwimy i nie tylko my próbujemy trzymać nerwy i uczucia na wodzy.
        Staliśmy tak przez dłuższą chwilę. Lekko go odepchnęłam. Popatrzyłam mu w oczy, uśmiechnęłam się pokrzepiająco. Chciałam poprawić mu nastrój. Jednak w chwili, kiedy spotkałam jego wzrok, wiedziałam już, że chce zostać sam. Nie był do końca opanowany i bał się, że może powiedzieć nie tej osobie o jedno słowo za dużo. Mimo, że nie miałabym do niego żalu, rozumiałam to. Po prostu uśmiechnęłam się, pocałowałam go w policzek i powiedziałam - "Dobrej nocy Tonio". Chwilę patrzył na mnie oszołomiony, żeby później stać i śmiać się do rozpuku. Ja również się roześmiałam, tyle że byłam już w drodze do swojego namiotu. Ach, faceci. No ale w sumie nie stało się nic złego, więc dlaczego obydwaj zareagowali tak gwałtownie ? A mówią, że to kobiety bywają skomplikowane. Nic podobnego. Moje rozmyślania przerwała Kate, która wpadła na mnie tak nagle, że omal się nie przewróciłam.
  - Kat, pies Cię ściga ?
  - Nie Miona, ale Gareth, tzn. kapitan kazał mi natychmiast Cię do niego przyprowadzić.
  - Tak ? A niby po co ?
  - Chyba jest na Ciebie wściekły.
  - Droga Kat. Powiedz naszemu drogiemu kapitanowi, że dzisiaj już jestem zmęczona i nie mam zamiaru truć sobie nim głowy. Poza tym, to chyba nie jest najlepsza pora na rozmowy. Jutro też jest dzień.
  - Co Ty mówisz, Hermiono, przecież on mnie zabije. Już i tak dał mi reprymendę, że nie zauważyłam twojego zniknięcia i .... - nie wytrzymałam.
  - No i co ?! Uważa, że jesteś moim psem obronnym ?! że jesteś jakimś androidem ?! Że nie potrzebujesz snu ?! Co on sobie myśli ?! Zaprząta ludziom głowę moją osobą, co jest kompletnie absurdalne, uważa mnie za ofiarę losu niegodną zaufania, wydziera się na was wszystkich, bo wielki pan i obrońca uciśnionych ma taki sobie zły dzień ?! Myśli, że ma takie prawo ?! Otóż nie ! Nie ma i nie zamierzam z nim rozmawiać, dopóki sobie nie przemyśli pewnych kwestii - nagle zza namiotu wyszedł Gareth. Słyszał całą moją debatę. Oskarżycielsko wycelowałam ku niemu palec - Zadowolony z siebie jesteś ? Przez ciebie Antonio o mało co nie wyszedł poza pole ochronne ! Coś mogło go napaść. To mógł być smok, tryton i Bóg wie jeszcze co ! A to wszystko przez Ciebie.
  - A co Ty go tak bronisz ? - mówią, że najlepszą obroną jest atak. No więc Gareth zastosował tą taktykę.
  - A co Ty tak na niego napierasz ? O co Ci chodzi ?! - spojrzałam na niego. Jego oczy pociemniały. - nie wierzę. Czy Ty myślisz, że ja i Antonio ...
  - A nie ? - roześmiałam się w głos. To był histeryczny śmiech wariatki. Kat i Gareth tak właśnie na mnie patrzyli.
  - Gdybyś wiedział, jak ogromnym jesteś idiotą i palantem, to zamiast twoich ostatnich słów już za samą myśl byś przepraszał. Nic nie łączy mnie z Antoniem. To mój PRZYJACIEL, podkreślam, i nie mam zamiaru więcej tłumaczyć się z tej relacji. W przeciwieństwie do Ciebie potrafi słuchać i nie wysuwa bezpodstawnych oskarżeń. No i gdybyś chciał wiedzieć, to wyszłam z namiotu tylko dlatego, że miałam ogromną nadzieję Cię spotkać. Żałuję moich ostatnich słów, kiedy powiedziałam Ci, że nie jestem wobec Ciebie lojalna, bo to nie prawda. Mimo wszystko nie żałuję niczego co powiedziałam od momentu, kiedy Kat na mnie wpadła. A teraz żegnam. Aha i jeszcze jedno - spojrzałam na Garetha twardo i nieugięcie - Chcę, żeby moim nowym opiekunem był Antonio. On przynajmniej potrafi się uśmiechać. - odwróciłam się na pięcie i weszłam do namiotu. Tej nocy długo nie mogłam zasnąć. Wiem tylko, że kiedy moje powieki zrobiły się ciężkie, zaczęło świtać.
______________________________

Wiem wiem, jestem beznadziejna, rozdział miał być wczoraj. No ale wydajemy rodzinne przyjęcie niespodziankę dla mojej babci, która kończy niedługo 70 lat, no i jak wiadomo zjedzie się prawie cała rodzina więc roboty jest ohohohohoooo ... i jeszcze więcej. -,- wybaczcie mi, rozdziały mogą być z poślizgiem albo bardzo opóźnione, bo zdajecie sobie sprawę, że za niedługo jest koniec roku i praktycznie w mojej szkole to jest ostatni miesiąc pracy na oceny. Więc sami rozumiecie ... W każdym razie życzę Wam miłego czytania ;)

piątek, 9 maja 2014

Rozdział XIV

Dobrze więc, moja kuzynka nie ma rozumu a moja głupota nie zna granic, ale mimo wszystko nie będę pisała ponownie całego rozdziału, zajęłoby mi to zbyt wiele czasu, więc wyjaśnię pokrótce co w nim było. 

Otóż Hermiona z Garethem wyszli z groty żeby wspomóc innych rycerzy w walce. Jednak na miejscu nie zastali nikogo, więc Gareth kazał Hermionie zostać w osadzie a on sam wyruszył na sam szczyt Smoczej Góry. No ale nasza kochana Gryfonka nie posłuchała i poszła za nim. Na miejscu Gareth zastał wszystkie smoki zamieszkujące Smoczą Kotlinę oraz całą osadę uwięzioną w ciasnych klatkach zwisających z sufitu. Zaczęła się rozmowa Garetha z nowym przywódcą smoków, Tronisem, który od zawsze pragnął władzy i który został podejrzanym w sparwie zabicia dotychczasowego władcy Kotliny i serdecznego przyjaciela Garetha, Xanto. Niestety Tronis ma swoich smoczych zwolenników i chce zrzucić całą winę na ludzi. Zaczyna się walka, nagle zza rogu wyskakuje Hermiona. Okazuje się, że smoki nie wiedzą o jej magicznych zdolnościach. Z resztą, między uwięzionymi rycerzami również jest sporo magów i czarownic, więc szybko udaje im się wydostać z klatek i dołączyć do walki. Smoki uciekają, ale Tronis mówi Hermionie, że niedługo spełni się przepowiednia i że dziewczyna znienawidzi Garetha a wtedy on, Tronis, będzie przy niej. Po czym wszystkie smoki odlatują a ludzie wracają do swojej osady. Po drodze przyjaciel Garetha, Antonio ( młody, przystojny szatyn o onyksowych oczach, męskich, ostrych rysach twarzy, dobrze zbudowany z wesołym usposobieniem ) podchodzi do Hermiony i zaczynają rozmowę. Opowiada jej dzieje, kiedy świat jeszcze nie był podzielony na rasy a teren na całej kuli Ziemskiej pozostawał uniwersalny ( w sensie nie dzielił się na osobne tereny smoków, ludzi, osób magicznych itp ). Opowiedział jej o ojcu Tronisa, Lunoxie, który nienawidził swoich rodziców i chciał zapanować nad światem ( jego matka była smoczycą i związała się z człowiekiem. Mężczyzna umarł a ona zaraz po urodzinach Lunoxa zabiła się za pomocą trytonów*, gdyż chciała na zawsze być z ukochanym. Lunox był zmiennokształtnym** i trafił do rodziny zastępczej, gdzie był niekochany i niechciany ). Kiedy został wyrzucony przez rodziców zastępczych, wybrał się na Południe, gdzie zamieszkał ze swoim gatunkiem. Jednakże nie ujawniał swojej zmiennokształtności, gdyż tam mieszkały tylko smoki czystej krwi*** i nie przyjmowały innych anomalii gatunkowych. Lunox związał się z córką przywódcy tutejszych smoków i w dosyć szybkim czasie urodził mu się potomek, któremu nadał imię Tronis. Kazał synowi nie ujawniać się ze swoją zmiennokształtnością, którą odziedziczył po Lunoxie. Chciał uchronić syna od tego, od czego nie uchroniono jego. Po pewnym czasie zaczął zbierać swoich zwolenników mówiąc, że krzyżowanie ras jest niedorzeczne i złe i że trzeba wypleniać ten paskudny zwyczaj. Znalazł dosyć sporą grupę popleczników. Jednak w pewnej wiosce mieszkała najmądrzejsza i najpotężniejsza czarownica Galatea. Posiadała dar widzenia. Potrafiła zobaczyć co było w przeszłości, co dzieje się w teraźniejszości w różnych zakamarkach świata i co będzie działo się w przyszłości. Zobaczyła, że w najbliższym czasie odwiedzi ją Lunox z pewną propozycją. Nie zdziwiła się więc, widząc go kilka dni później. Smok zaproponował jej współwładzę, gdyż wiedział, że czarownica jest potężna i dzięki niej byłby niepokonany. Nasza droga Galatea odmówiła wybierając dobro, jednakże Lunox nie poddawał się i co jakiś czas składał czarownicy wizytę. Ta, ku jego rozczarowaniu, zawsze odmawiała. W końcu smok przestał uzależniać się od niej i rozpoczął walki ze wszystkimi gatunkami świata. Kiedy przybył do Afrykańskiej wioski, gdzie mieszkało właśnie tak znienawidzone przez niego plemię zmiennokształtnych, od razu rozpoczął starcie. Spodziewał się, że jego przeciwnicy słyszeli już o podbojach Czarnej Plagi**** i że nie warto stawiać im oporu. Cóż, tutejszy wódz jednak nie miał zamiaru ustępować tak łatwo. Zaczęły się straszne bitwy, trwały kilka miesięcy i Lunox po zabiciu wodza - a był nim Ivar Haroun, ojciec wtedy 9-cio letniego Garetha - pozostawił wioskę i jej mieszkańców w kompletniej rozsypce. Wtedy Galatea ułożyła przepowiednię, która kilka lat później spełniła się. Otóż Gareth miał zemścić się na ojcu Tronisa zabijając go, a na samego siebie ściągając w ten sposób klątwę. Treść klątwy miała być nikomu nie znana, ponieważ Galatea spisała ją na pergaminie i bardzo dokładnie ukryła. Oddałaby wszystko byleby tylko to przekleństwo się nie spełniło.Niestety, Tronis, w nikomu nieznany sposób, dostał się do pergaminu i wykradł go. Dopiero na miejscu zorientował się, że lecąc musiał zahaczyć nim o gałąź, ponieważ gdy doleciał  okazało się, że ma jedynie połowę klątwy. Druga połówka szczęśliwym zbiegiem okoliczności trafiła do Galatei. Do dziś dnia jednak nikt nie zna brzmienia klątwy ( oprócz Galatei w całości i Tronisa w połowie - nie powiedział nikomu o zdobyczy ) Teraz Tronis planuje zemstę za śmierć ojca i planuje dokończyć jego dzieło ( wszystkie tereny świata zostały podzielone, jedynie - a może aż - brakuje władcy kierującego wszystkimi gatunkami na raz ) Chce odzyskać drugą połowę pergaminu i dopełnić klątwę ciążącą na Garethcie. Antonio kończy swoją opowieść, oddala się do swoich towarzyszy. Gareth trzyma się daleko z przodu. W końcu wszyscy docierają do wioski. Szkody nie okazują się aż tak wielkie, jedynie zostało spalonych kilka namiotów. Cała osada bierze się za ich odbudowę i już po godzinie zapada w sen. Tym razem dla ochrony przydzielono kilku aurorów. 

* trytony - ważki podobne do  tych zwykłych w świecie mugoli, jednakże te posiadają śmiertelny jad, którego wystarczą dwie krople, żeby przez ostatnie 10 sekund życia pogrążyć człowieka, smoka lub inną istotę w kompletnej agonii a później wyssać z niej życie. ( wiem wiem, że tryton to było coś tam innego, ale ja sobie tak wymyśliłam. No bo w sumie fajna nazwa a tu się okazuje, że chodzi o jakieś ważki xD ) 

** zmiennokształtni - skrzyżowanie człowieka ze smokiem. Zmiennokształtność polega na zmienianiu się smoka w człowieka i na odwrót w dowolnej chwili. Oczywiście trzeba opanować tę sztukę do perfekcji, nikt nie ma tak łatwo ;) Przekazywana jest z pokolenia na pokolenie.

*** smocza czysta krew - no cóż, to tak jak z krwią czarodziei. Zero krzyżówek z innymi gatunkami, same bardzo stare smocze rody z tradycjami przestrzeganymi od pokoleń. 

**** Czarna Plaga - dawne oddziały Lunoxa, szerzyły kompletne spustoszenie na świecie.

________________________

No cóż, macie taki skrócony rozdział XIV.  Kilka rzeczy jest chyba trochę inaczej niż było, ale sens jest ten sam no i dodałam kilka rzeczy od siebie. Następnej notki wypatrujcie jutro albo w niedzielę ;) postaram się jeszcze dzisiaj za nią zabrać. Postanowiłam zacząć pisać z perspektywy Hermiony, bo to bardzo ułatwi mi pisanie no i dzięki temu uniknę wielu powtórzeń. Ten rozdział musiałam napisać chociażby w formie streszczenia, bo później nie wiedzielibyście o co chodzi. Tych, którzy już czytali ten rozdział jeszcze przed usunięciem , proszę o cierpliwość najpóźniej do niedzieli. Natomiast tym, którzy jeszcze nie czytali życzę miłego streszczenia ... xD 
PS. A no i wybaczcie, że tak przeskakiwałam czasami przeszły - teraźniejszy, ale chodziło mi tylko o wyjaśnienie paru szczegółów no i za bardzo nie zwracałam na to uwagi bo chcę zabrać się jak najszybciej za następny rozdział ;)

Ugrrrr....

Serio ? Serio ?! wybaczcie mi zniknięcie XIV rozdziału, niestety to nie moja wina tylko mojej nieudolnej kuzynki, która zaczęła mi szperać przy blogu, bo ja inteligentna zostawiłam włączonego laptopa ! Ugrrr ...     -,- a to był najważniejszy rozdział, no !!!! Jak wiecie piszę wszystko na świeżo i nie miałam nigdzie zapisanego ... Zaraz się rozpłaczę !!!!! T.T Miałam się brać za następny wpis, ale teraz nie mam pojęcia co robić ...