piątek, 28 lutego 2014

Rozdział XI

Rozdział XI

         Ron już prawie biegł ze zdenerwowania. Trząsł się niesamowicie. Hermiona jeszcze nigdy nie widziała go w takim stanie. Wiedziała, że skutki tego całego zajścia z Draconem mogą być poważne a nawet tragiczne. Nigdy nie widziała przyjaciela w takim stanie, nigdy się tak nie zachowywał. Owszem, można było wyprowadzić go z równowagi o wiele częściej, niżby tego chciał, ale nigdy aż tak. "No ale zaraz zaraz" - rzekła do siebie w myślach Hermiona - "Przecież to jest moje życie, on nie ma prawa mówić mi co mam robić !". Dziewczyna wstała z ziemi i ruszyła na Rona z determinacją wypisaną na twarzy.
  - Czego chcesz ? - spytała lodowatym głosem.
  - Co Ty z nim robisz ?! Nie widzisz, że on Cię wykorzystuje ?! Zabieraj się stąd, wracamy natychmiast do zamku ! - powiedział rudzielec władczym tonem, po czym złapał ją za rękę i zaczął ciągnąć wwybranym kierunku.
  - Pfff, czy Ty siebie słyszysz Ronaldzie ? - dziewczyna wyszarpnęła się z uścisku - To wszystko brzmi jak jakaś farsa ! Kim Ty jesteś, że mówisz mi co mam robić ze swoim życiem ? Kim jesteś, że mówisz mi kto jest dla mnie odpowiedni a kto nie ? Znasz mnie ? Wiesz kim naprawdę jestem ? Próbowałeś poznać mnie z innej strony ?! Znasz mnie tylko jako super mądrą i oczytaną Hermionę, którą w trakcie tarapatów warto mieć zawsze pod ręką, a jak już jest po kłopotach to też warto mieć ją pod ręką, bo przecież zadania się same nie zrobią !! - wściekła się - Ze względu na naszą przyjaźń tolerowałam to, ale nie mam dłużej zamiaru pozwalać Ci na to wszystko ! Wiem o tym, że mnie kochasz, ja Ciebie też kochałam, ale twój czas się skończył ! Za długo czekałam. Jesteś zwyczajnym tchórzem ! Mam Cię dosyć ! - Hermiona odwróciła się w stronę Dracona - W tej całej sprawie z Tobą on ma rację. Skąd mogę wiedzieć czy pomoc i serdeczność z twojej strony to nie przykrywka ? Kompletnie namieszałeś mi w głowie, nie mam pojęcia, co ja najlepszego robię. Odczep się ode mnie, nie chcę mieć z tobą nic wspólnego - odwróciła się do Rona - A z tobą tym bardziej.
        Hermiona pognała w stronę zakazanego lasu. Harry i reszta chcieli pobiec za nią, ale wytworzyła chwilową barierę ochronną, przez którą nie mogli przejść. Jak mieli ją znaleźć w zakazanym lesie ? 
        
        Biegła cały czas przed siebie, aż w końcu nie miała już siły i musiała się zatrzymać. Zaszyła się pod jakimś ogromnym drzewem i płakała. Nie mogła zebrać myśli, cała ta sytuacja przerosła ją. Nie. Nie będzie się zastanawiała,płakała, przepraszała, wracała. To nie jej  wina, niech oni choć raz w życiu podejmą jakąś rozsądną decyzję. Ona raz w życiu nie miała na to ochoty. Rozglądnęła się wokół siebie. Może przyjście tu to jednak nie był taki dobry pomysł. Było ciemno i zimno, każdy kont lasu wydawał się złowrogi. Fakt, biegła przed siebie, ale musiała omijać głazy, drzewa, więc w efekcie na pewno droga powrotna wcale nie będzie taka prosta. Tym bardziej, że jest sama, a w zakazanym lesie była zaledwie trzy razy i nie tak głęboko. Zrozumiała swoją głupotę. Po co tutaj biegła ? No tak, chciała być sama, wytrącili ją z równowagi, ale zakazany las to nie miejsce dla samotnej czarownicy. Wstała i wyjęła różdżkę. W tym samym czasie echem odbił się trzask gałęzi. Hermionie przeszedł dreszcz po plecach. W tym lesie są istoty, jakich świat nie widział. I pewnie nie miał na to ochoty. Bardzo niemądrze było tu przychodzić. "Lumos" mruknęła pod nosem, po czym światło wystrzeliło z końca różdżki i oświetliło część lasu. Odwróciła się w stronę, z której przyszła i pewnym krokiem ruszyła przed siebie. Nagle jej ciało stało się okropnie ciężkie i runęła na ziemię.

        W końcu bariera zniknęła. Wszyscy chłopcy pobiegli do lasu szukać Hermiony. Nie było to łatwe nawet przy świetle wydobywającym się z różdżek. Ziemia była tutaj sucha i zaschnięta, przypominała skorupę, więc bardzo trudno było znaleźć tu jakiekolwiek ślady zostawione przez dziewczynę. Szli ciągle wprost przed siebie. Nagle Harry zobaczył spinkę Hermiony. Czyli jednak biegła ciągle prosto. 
  - Chłopaki, prosto ! - Draco, Blaze i Ron zaczęli biec za wybrańcem we wskazanym kierunku. 
        Biegli tak długą chwilę. W końcu przystanęli, żeby trochę odsapnąć. Draco cały czas przeszukiwał kawałek po kawałku, desperacyjnie pragnąc odnaleźć dziewczynę. Kilka metrów od miejsca, w którym się zatrzymali, znalazł poplamioną krwią kurtkę dziewczyny. Natychmiast powiadomił o znalezisku resztę i ruszyli w drogę. Było to stosunkowo proste, ponieważ co kilkanaście kroków były świeże plamy krwi. Nie spodziewali się zastanego widoku.
________________________

Wybaczcie, że tak krótko i tak strasznie późno, ale dopiero teraz udało mi się cokolwiek napisać. Najpierw strasznie dużo nauki a potem byłam na kilkudniowej wycieczce. Było super . :3 Mam nadzieję, że się nie gniewacie. Miłego czytania. ;)

niedziela, 9 lutego 2014

Rozdział X

Rozdział X

        Była słoneczna niedziela. Hermiona obudziła się o szóstej rano. Jej pierwszą myślą po przebudzeniu był Ślizgon. Miała nadzieję, że nie będzie musiała rozmawiać z Draconem. Mimo tego, co usłyszała od Blaze'a i mimo tego, że blondyn ich uratował, nie chciała o nim myśleć. Była mu wdzięczna, ale obiecała sobie, że maksymalnie skupi się na przyjaciołach, toteż nie mogła pozwolić sobie na choćby jedną myśl o arystokracie. Szybko wstała, umyła się, ubrała i zeszła do pokoju wspólnego. Było jeszcze o wiele za wcześnie, żeby ktokolwiek wstał, a i za wcześnie na śniadanie. Mimo to nie chciała siedzieć tak bezczynnie, bo wiedziała, gdzie jej myśli powędrują. Ale cóż miała robić ?  Wszystkie zadania miała odrobione, była nauczona. Po świętach przywiozła sobie kilka książek, jednak przeczytała już wszystkie. Postanowiła pójść na spacer na błonia. 
        Szła wzdłuż jeziora nie myśląc o niczym. Napawała się zapachem drzew, słuchała ćwierkania ptaków i cieszyła się lekkim podmuchem orzeźwiającego wiatru. Taka pora była idealna na spacery. Słońce dopiero wschodziło, wprawiając liście drzew i trawę w istną grę świateł. Wszystko wyglądało i brzmiało tak niesamowicie. Ściągnęła buty, by jej stopy mogły dotykać lekko oszronionej trawy. Zawsze robili tak z tatą. W tej chwili czuła się taka szczęśliwa ! Tak, jakby była zupełnie normalną nastolatką bez żadnych problemów i śmierciożerców, którzy czają się za rogiem po to, by zabić. Położyła się i analizowała swój cały pobyt w Hogwarcie. Miała mnóstwo przygód, tych dobrych i tych złych, zawsze z przyjaciółmi wychodzili cało z tarapatów, zawsze byli razem. To skarb mieć takich ludzi przy sobie. 
        Leżała tak z zamkniętymi oczyma i rozmyślała, gdy nagle słońce zasłonił jej jakiś cień. Była niedziela, więc nie było nawet mowy o tym, żeby ktokolwiek zerwał się o tak wczesnej porze ! Przerażona sięgnęła po różdżkę i natychmiast otworzyła oczy. Okazało się, że stał nad nią pochylony Draco. Podał jej rękę, by mogła wstać. Jednak ona nie chciała jej chwycić. Nie zniechęciło to jednak Ślizgona, który postanowił usiąść koło dziewczyny. Dopóki nie usiadła, uporczywie wpatrywał się w dal. Kiedy Gryffonka podniosła się, arystokrata zwrócił ku niej swą twarz i patrzył w jej oczy. Dziewczyna była zahipnotyzowana wyrazem jego głębokich, niebieskich oczu. Były takie ufne, smutne, przygnębione, zmartwione. Nagle Draco ujął podbródek Hermiony, przyciągnął ją ku sobie i czule, długo całował jej usta. Kiedy już skończył, przytulił dziewczynę i schował swoją twarz w jej włosach. 
  - Błagam - szepnął - obiecaj mi, że już  nigdy nie będziesz tak ryzykować. 
  - Obiecuję - odpowiedziała Hermiona i siedzieli wtuleni w siebie, nie zwracając na nic uwagi.

        Ron wpatrywał się temu w osłupieniu. Nie miał pojęcia, co robić. Rozum podpowiadał mu, żeby dał spokój, ale całe ciało rwało się do tego, aby raz na zawsze dać do zrozumienia temu głupkowi, że Hermiona to nie zabawka i że ma się od niej odczepić. Posłuchał jednak rozumu i szybko pobiegł po Harry'ego. Rudzielec zastał przyjaciela tak, jak go zostawił. Potter był rozwalony na całym łóżku i spał w najlepsze. Ron potrząsnął nim kilka razy, aż wreszcie zdenerwował się, wyjął różdżkę i krzyknął :
  - Aguametni ! - z różdżki wystrzelił strumień wody wprost na twarz Wybrańca. 
  - Hej ! - krzyknął zaspany Harry - oszalałeś ?!
  - Wstawaj ! Hermiona obściskuje się nad jeziorem z tym parszywym Malfoy'em ! No wstawaj ! - Weasly biegał po pokoju w tą i z powrotem.
  - Uspokój się, Ron.
  - Jakie uspokój ?! Chcesz zostawić swoją przyjaciółkę na pastwę losu tego... tego... parszywego śmierciożercę ?! 
  - Nie mamy pewności czy jest śmierciożercą - Harry niepewnie popatrzył na przyjaciela, bo znał całą prawdę, lecz nie chciał, by Ron pochopnie ocenił Ślizgona. Jednak Weasly zupełnie inaczej odebrał niepewność Wybrańca.
  - Ty masz jeszcze jakieś wątpliwości ?
  - Daj spokój. Chodźmy już - po tych słowach wyszli z dormitorium kierując się w stronę jeziora.

        Całą czułą scenkę Hermiony i Dracona widział również Blaze. Postanowił pilnować, żeby nikt im nie przeszkadzał. Jak na złość na horyzoncie pojawił się Weasly i Potter. Blaze wyszedł im naprzeciw. 
  - Sorry chłopaki, ale niestety ten teren jest zajęty.  
  - My właśnie w tej sprawie - rzekł Harry.
  - Posłuchaj, Potter, po tamtej akcji masz jeszcze jakieś wątpliwości co do szczerości jego uczucia ?
  - Nie, ale ...
  - Po tamtej akcji ? Czy ja o czymś nie wiem ? - spytał wściekły Ron.
  - Nic mu nie powiedzieliście ? Myślałem, że się kumplujecie ... 
  - Zrobiliśmy to dla WASZEGO dobra. Nie chcieliśmy, żeby oceniali was pochopnie. Chociaż przyznam, że jestem bardzo wdzięczny za to, że nas uratowaliście, to niestety nie mam do was zaufania. - całą przemowę Harry kierował do Blaze'a.
  - Zadałem pytanie !!! - Ron wściekł się nie na żarty. Popatrzył na chłopaków, po czym nie rzekłszy ani słowa skierował się w stronę Hermiony i Draco. Szykowała się niezła awantura.
_____________________

Macie kolejny rozdział, nauki mam od zawalenia, sprawdzian za sprawdzianem, do tego wywiadówka mi bynajmniej nie pomogła. Bardzo proszę o cierpliwość, jeżeli chodzi o dodawanie postów. To jest pierwsza technikum, nowa podstawa programowa i jest naprawdę ciężko. :(  Wyrozumiałym i cierpliwym bardzo dziękuję. ;* Jak zwykle życzę wam miłego czytania . ;)

poniedziałek, 3 lutego 2014

Rozdział IX

Rozdział IX

        Kiedy Blaze wybiegł, Draco starał się jak najdłużej wywoływać zamieszanie wśród śmierciożerców. Ciągle wykrzykiwał, gdzie widział "ruchy". Nawet po kilku minutach, kiedy wrócił przyjaciel blondyna żeby oznajmić, że Potter uciekł, nie do końca zapanował spokój. Bellatrix była tak wściekła, że w przypływie bezsilności zabiła jednego ze śmierciożerców. 
  - Bello, czyś Ty zwariowała ?! - krzyknął Malfoy.
  - Ten idiota i tak nie był nam potrzebny ! Założę się, że donosił Dumbledore'owi ! 
  - Zdurniałaś już kompletnie w tym azkabanie ! Nie możemy sobie pozwolić na takie sytuacje ! Jak teraz wyjaśnisz Czarnemu Panu, dlaczego jeden z jego najlepszych ludzi nie żyję ?! - warknął Lucjusz. 
  - Och, oczywiście ! Jakby to teraz było najważniejsze ! Powiem mu, że przypuszczaliśmy zdradę i w pewnym sensie się potwierdziło ! Nasz Pan nie musi znać każdego szczegółu ! Po cóż jest oklumencja ? Opanowawszy tę sztukę, nawet z umiejętnościami Czarnego Pana nie można złamać jej legilimencją ! 
  - Nie ważne - warknął Malfoy - teraz nic nie zostało z naszego planu. 
  - Istotnie Lucjuszu. Myślę jednak, że Greyback byłby niesamowicie zadowolony ze smacznego kąska. A nawet dwóch ! 
  - Co masz na myśli, Yaxley ?
  - No cóż, Greyback lubi dobrą zabawę a my, zdaje się, nie mamy żadnego sensownego planu. Kiedy w następnym tygodniu uczniowie wybiorą się do Hogsmead, Greyback może zaatakować, a potem... No właśnie. Co potem ? Nie ma znaczenia czy go złapią czy też nie. On i tak nie piśnie słówka. Nie jest jakimś super ważnym ogniwem dla naszego Pana. Tak właściwie, to jest nikim.
  - Słusznie - zauważyła Bella - Yaxley, w końcu mówisz do rzeczy ! - ucieszyła się - Więc tak zrobimy ! 
  - Uspokój swój zapał droga Bello - powiedział chłodno Lucjusz - Pan wyznaczył mnie za przewodnika, więc to ja podejmuje decyzje. Podoba  mi się ten pomysł. Trzeba go dopracować, jednak mamy na to cały tydzień. - zwrócił się do Ślizgonów - Wracajcie chłopcy do waszej grupy, myślę, że nie możemy dłużej tego przeciągać. Za niedługo jest powrót do zamku a i my musimy zdążyć się deportować. Znikajcie. 
        Po tych słowach Draco i Blaze ulotnili się w stronę sklepu "Zonka". 
  - Jest bezpieczna ? - szepnął niezauważalnie blondyn.
  - Tak - odpowiedział jego przyjaciel.
        Mieli jeszcze niecałe pół godziny do powrotu, toteż skierowali się do najbliższej kawiarni i usiedli w najodleglejszym miejscu.
  - Nie mogę uwierzyć, że ta dziewczyna jest na tyle głupia a zarazem odważna - stwierdził arystokrata.
  - Ja też nie. Palnąłem im moralną gadkę zanim wróciłem. Byli o włos od śmierci ! 
  - Ciszej - rozejrzeli się po sali i stwierdziwszy, że nikt nie zwraca na nich najmniejszej uwagi, wrócili do rozmowy - Co jej powiedziałeś ? 
  - Posłuchaj mnie, Draco - zaczął trochę niepewnie Ślizgon - Jesteśmy kumplami, tak ? Wybaczamy sobie różne rzeczy, w ogóle to często robimy różne głupie rzeczy a po takiej akcji jak dzisiaj człowiek wyrzuca z siebie różne słowa, nie zastanowiwszy się najpierw nad tym. 
  - Do diabła, Blaze, co Ty jej powiedziałeś ?!
  - Powiedziałem, może nie aż tak dobitnie, że jest głupia pchając się na takie spotkania no i żeby następnym razem się zastanowiła, co Ty byś przeżył, gdyby zginęła na twoich oczach. - popatrzył na przyjaciela, lecz ten przyjął tę wiadomość ze spokojem - I co ? Nie będziesz na mnie wrzeszczał, że wszystko zniszczyłem, że nie po to się starałeś,  i tym podobnych ?
  - Nie. - Draco uśmiechnął się - To najlepsza sposobność i najlepsza osoba, jaka mogła jej o wszystkim powiedzieć. A wszystko zachowane tylko w tym jednym, prostym zdaniu.
  - Przyznam, że z dnia na dzień coraz bardziej mnie zadziwiasz, przyjacielu.
        Blondyn wyszczerzył zęby do Blaze'a.

        Ciągle w głowie huczały jej słowa Ślizgona. Czyli jednak miała rację ! Draco ją kochał i to szczerze, wcale nie chciał jej zwabić ani tym podobnych rzeczy. Owszem, na dzisiejszym spotkaniu mówili o niej i przestraszyła się, ale on ją naprawdę kocha ! Nic do niej nie docierało. Nie widziała, co się wokół niej dzieje, nie zauważała przyjaciół. Ci ostatni widzieli, że Hermiona jest milcząca i nie bardzo wiedzieli jak podnieść ją na duchu. Stwierdzili jednak, iż po dzisiejszych przejściach powinna odpocząć a oni zostawią ją w spokoju i nie będą o nic pytać. 
        Harry całą drogę bił się ze sobą w środku. Nie chciał przekazać przykrej wiadomości Ginny, jednak musiał to zrobić żeby dziewczyna wiedziała, jakie grozi jej niebezpieczeństwo. Musi ją za wszelką cenę chronić. To przecież jego przyjaciółka, no a poza tym siostra jego najlepszego kumpla. Starał się tak o tym wszystkim myśleć, chociaż w istocie było całkiem inaczej.
        Przyjaciele obgadali całą sprawę i poszli na zbiórkę. Nadszedł czas powrotu do zamku. W tłumie uczniów Harry i Hermiona zauważyli Dracona i Blaze'a. Nie wspominali przyjaciołom, jaki udział brała ta dwójka w całym zdarzeniu. Ślizgoni pokiwali im niezauważalnie głowami. Draco wpatrywał się intensywnie w Hermionę, która pod jego wzrokiem jakby bardziej się skurczyła i poczerwieniała. Zdecydowanie musieli porozmawiać i widziała, że arystokrata ma zamiar zrobić to zaraz po powrocie do zamku. Kiedy dochodzili już na miejsce, dziewczyna była przygotowana na ataki Dracona. A przynajmniej tak jej się zdawało.

_____________________

Kolejny rozdział za nami ;) Trochę krótko, ale myślę, że dosyć ciekawie. Życzę miłego czytania ;)

niedziela, 2 lutego 2014

Rozdział VIII

Rozdział VIII

        W końcu doszli do Hogsmead. Draco i Blaze od razu skierowali się do karczmy "Pod świńskim łbem". Harry jak zawsze miał ze sobą pelerynę niewidkę, toteż ustalili, że Hermiona i Harry przemknął się pod nią niepostrzeżenie do umówionego miejsca spotkania Ślizgonów i ów tajemniczych postaci. Jak ustalili, tak też zrobili. Po niedługim czasie para przyjaciół znalazła się w przestronnym, ciemnym pomieszczeniu na tyłach karczmy. Zauważyli niewielką wnękę i postanowili w niej poczekać, aby przypadkiem ktoś na nich nie wpadł. Dopiero po chwili, w bezpiecznym miejscu, zaczęli obserwować bieg wypadków. Wszyscy, oprócz znanych im dwóch Ślizgonów, byli zakapturzeni. Po chwili odezwał się jeden z uczestników spotkania : 
  - Zebraliśmy się tutaj, aby omówić pewne kwestie. Draco za niedługo dostanie bardzo ważną dla nas misję. Bardzo podoba mi się to, co ostatnimi czasy zaobserwowałem, synu - był to niewątpliwie ojciec Dracona. Upewnili się, kiedy zdjął nakrycie głowy i ruchem ręki nakazał innym zrobić to samo. Oczom Gryffonów ukazał się przerażający widok : było tutaj większość znanych im śmierciożerców !
  - Co takiego zaobserwowałeś, ojcze ? - arystokrata przemówił opanowanym, chłodnym głosem. 
  - Zbliżyłeś się bardzo do tej nędznej szlamy, przyjaciółeczki Harry'ego Potter'a i Weasleyów - wypowiedział te słowa z pogardą. - Hermiona Granger. Lubisz ją ? - zapytał Lucjusz dla żartu. Zgodnie z jego przewidywaniami wszyscy obecni, prócz Dracona i Blaze'a zaczęli się szyderczo śmiać. 
  - Owszem, lubię. - blondyn spojrzał prowokacyjnie na zebranych, po czym zwrócił się do ojca - Masz z tym jakiś problem ? - mówił bardzo poważnie, lecz jego ojciec wziął to za ciąg dalszy drwin z dziewczyny.
  - Och, oczywiście, że nie. 
  - Posłuchaj, mój drogi chłopcze - Bellatrix niespodziewanie wyszła z cienia okalającego przeciwległy koniec pokoju zbiorowiska - Jesteś nam baaaardzo, ale to baaardzo potrzebny. Chyba podejrzewałeś coś, skoro zniżyłeś się do kontaktów z takim szlamowatym dziewczęciem - Hermiona czuła, że żołądek podchodzi jej do gardła. Harry pocieszająco ścisnął jej rękę nie luzując uchwytu - Powiedz mi, chłopcze, wiedziałeś coś ? - Bella podeszła do Dracona, ujęła go za podbródek, żeby nie mógł uciec od niej wzrokiem. Blondyn nie zamierzał tego robić, bo patrzył prosto w jej twarz.
  - Nie miałem najmniejszego pojęcia. 
  - Cóż za kłamstwo. Na pewno podsłuchiwałeś. No ale nie będziemy się na ciebie gniewać, tym razem to było całkiem słuszne, bo nasz plan powiedzie się o wiele szybciej !! Hahahahahahahahaha !  - śmierciożerczyni zaczęła szaleńczo się śmiać i tańczył po całym pomieszczeniu. 
  - Uspokój się Bello ! -  skarcił ją ostro Lucjusz. 
  - Daj spokój, z takich chwil powinno się radować !! - nadal tańczyła i śmiała się beztrosko, nie przejmując się, czy ktoś ją  usłyszy, bo na pomieszczeniu użyto zaklęcia wyciszającego. 
  - Posłuchaj mnie, Draco - Lucjusz zwrócił się wprost do syna - Ta misja jest przeznaczona tylko dla Ciebie. Musisz zwabić dziewczynę, sprawić, żeby Ci zaufała. Potem wystarczy, że weźmiesz ją na mały spacer pewnej nocy. Dziewczyna jest punktem kulminacyjnym tej grupy. Jest bystra, mądra, jej umysł pracuje niesamowicie szybko, zna masę zaklęć i rozwiązań. Jest potrzebna Potter'owi. Bez niej będzie łagodny jak baranek. 
  - Uważasz, że pomogę Ci w tym ? - odparł zdenerwowany blondyn.  
  - Uważam, że nie będziesz się sprzeciwiał woli Czarnego Pana i razem z Blaze'em wykonacie zadanie. W innym wypadku będę zmuszony Was okrutnie ukarać. 
  - A ja co niby miałbym zrobić ? - spytał ostrożnie Blaze. 
  - Ty, słodziutki, zbałamuciłbyś rudą - wyparowała Bella. 
  - Ginny ? - zdumiał się Ślizgon.
  - Otóż to ! - zawołała Lestrange. Zaraz jednak stanęła jak wryta. - Słyszycie ? - szepnęła.
  - Przestań Bello zachowywać się jak mała dziewczynka i skup się ! - zawołał Dołohow.
  - Nie słyszycie ?! Głupcy ! Wyraźnie słyszę czyjeś myśli i to nie wasze idioci !!!!! - Lestrange zaczęła biegać po pokoju i machać szaleńczo rękami. Hermiona pod peleryną cała drżała. Harry'ego też to zaniepokoiło. Nagle śmierciożerczyni stanęła na środku zaplecza. 
  - Proszę, proszę, proszę. Nikt Cię Potter nie nauczył jakże pożytecznej sztuki oklumencji ? Ale cóż ja słyszę ! Twoja kochana przyjaciółka jest razem z tobą !!! Cóż za niespodzianka ! Pokażcie się !! Napijemy się herbaty !! 
         Bellatrix była niezmiernie zadowolona ze swego odkrycia i krzyczała szaleńczo, by jej "przyjaciele" się w końcu pokazali. Obeszła już cały pokój. Została tylko wnęka. Sięgnęła po różdżkę i już, już miała rzucić zaklęcie w stronę Gruffonów, lecz spóźniła się o dwie sekundy, bo dostała zaklęciem oszałamiającym od Hermiony. W pokoju rozegrała się istna gra świateł. Hermiona wyczarowała tarczę ochronną. Razem z Harry'm zaczęli przesuwać się w stronę wyjścia. Niestety, drogę tarasowali im Draco i Blaze. Jednak blondyn zauważył lekki obłoczek kurzu na podłodze. Przesunął się do przodu tak, żeby szpiedzy mogli wyjść, po czym krzyknął, że widział przy tylnych drzwiach jakiś ruch i rozkazał Blaze'owi biec "ochraniać tyły". W istocie chodziło o to, żeby otworzył drzwi Gryffonom i żeby mogli niepostrzeżenie uciec. Ślizgon upewnił się, że nieproszeni goście wyszli, po czym skierowali się w stronę bardziej zatłoczonej części miasteczka. Skierowali się na tyły sklepu "Zonka" do tajemniczego przejścia. Kiedy już tam weszli, Hermiona ściągnęła pelerynę. 
  - Nie mam pojęcia, jak Ci dziękować i dlaczego nas uratowałeś - wyszeptała przerażona dziewczyna.
  - Nie ma sprawy. Tak właściwie to gdyby nie Draco, wcale bym was nie zauważył. To było bardzo nierozsądne z waszej strony przychodzić na takie spotkanie ! Była tam cała śmietanka towarzyska Voldemorta ! - Blaze nie mógł się opanować - Dziewczyno, jeszcze Potter rozumiem, że kocha kłopoty, ale Ty ? Nie przyszło Ci do głowy, że Draco nie przeżyłby, gdybyś zginęła mu przed oczyma ? Bo Ciebie na pewno by nie zaoszczędzili i albo byś zginęła, albo ta głupia Lestrange torturowałaby Cię okrutnie ! Co Ci strzeliło do głowy ?! - chłopak był również roztrzęsiony, ale z nerwów.
  - Ja ... Ja nie chciałam... Nie myślałam, że... Ale jak to ? Draco mówił mi, że mnie lubi, ale przecież my jesteśmy wrogami, jakim cudem... 
  - Wyjaśnię Ci to później. Teraz dzieje się tam istne piekło i jeśli zaraz nie wrócę, to będą coś podejrzewać - Blaze szybko wybiegł z tunelu, zostawiając Hermionę z Harry'm i głową pełną myśli.
  - Hermiono - rzekł poważnie wybraniec - co Cię łączy z Draco ?
        Nie odpowiedziała. Patrzyła mu tylko jakąś chwilę prosto w oczy, po czym się rozpłakała i mocno przytuliła do swego najwierniejszego przyjaciela.

______________________

Coś tam się dzisiaj podziało. :) Chciałam was poinformować, że ferii koniec niestety już nadszedł i zapewne nie będę tak często dodawała postów. Teraz po feriach jest taki trochę luźniejszy tydzień, więc postaram się utrzymać fason, ale później już to mogą być 2, 3 posty na tydzień. Czasem może się zdarzyć, że będzie tylko jeden. Koniec ferii i błogiego lenistwa, ogarniacie ? ;____; a potem jeszcze wywiadówka w piątek ... Więc w sumie może być jeszcze gorzej ;___; No nic, jak zwykle życzę miłego czytania ;)