niedziela, 9 lutego 2014

Rozdział X

Rozdział X

        Była słoneczna niedziela. Hermiona obudziła się o szóstej rano. Jej pierwszą myślą po przebudzeniu był Ślizgon. Miała nadzieję, że nie będzie musiała rozmawiać z Draconem. Mimo tego, co usłyszała od Blaze'a i mimo tego, że blondyn ich uratował, nie chciała o nim myśleć. Była mu wdzięczna, ale obiecała sobie, że maksymalnie skupi się na przyjaciołach, toteż nie mogła pozwolić sobie na choćby jedną myśl o arystokracie. Szybko wstała, umyła się, ubrała i zeszła do pokoju wspólnego. Było jeszcze o wiele za wcześnie, żeby ktokolwiek wstał, a i za wcześnie na śniadanie. Mimo to nie chciała siedzieć tak bezczynnie, bo wiedziała, gdzie jej myśli powędrują. Ale cóż miała robić ?  Wszystkie zadania miała odrobione, była nauczona. Po świętach przywiozła sobie kilka książek, jednak przeczytała już wszystkie. Postanowiła pójść na spacer na błonia. 
        Szła wzdłuż jeziora nie myśląc o niczym. Napawała się zapachem drzew, słuchała ćwierkania ptaków i cieszyła się lekkim podmuchem orzeźwiającego wiatru. Taka pora była idealna na spacery. Słońce dopiero wschodziło, wprawiając liście drzew i trawę w istną grę świateł. Wszystko wyglądało i brzmiało tak niesamowicie. Ściągnęła buty, by jej stopy mogły dotykać lekko oszronionej trawy. Zawsze robili tak z tatą. W tej chwili czuła się taka szczęśliwa ! Tak, jakby była zupełnie normalną nastolatką bez żadnych problemów i śmierciożerców, którzy czają się za rogiem po to, by zabić. Położyła się i analizowała swój cały pobyt w Hogwarcie. Miała mnóstwo przygód, tych dobrych i tych złych, zawsze z przyjaciółmi wychodzili cało z tarapatów, zawsze byli razem. To skarb mieć takich ludzi przy sobie. 
        Leżała tak z zamkniętymi oczyma i rozmyślała, gdy nagle słońce zasłonił jej jakiś cień. Była niedziela, więc nie było nawet mowy o tym, żeby ktokolwiek zerwał się o tak wczesnej porze ! Przerażona sięgnęła po różdżkę i natychmiast otworzyła oczy. Okazało się, że stał nad nią pochylony Draco. Podał jej rękę, by mogła wstać. Jednak ona nie chciała jej chwycić. Nie zniechęciło to jednak Ślizgona, który postanowił usiąść koło dziewczyny. Dopóki nie usiadła, uporczywie wpatrywał się w dal. Kiedy Gryffonka podniosła się, arystokrata zwrócił ku niej swą twarz i patrzył w jej oczy. Dziewczyna była zahipnotyzowana wyrazem jego głębokich, niebieskich oczu. Były takie ufne, smutne, przygnębione, zmartwione. Nagle Draco ujął podbródek Hermiony, przyciągnął ją ku sobie i czule, długo całował jej usta. Kiedy już skończył, przytulił dziewczynę i schował swoją twarz w jej włosach. 
  - Błagam - szepnął - obiecaj mi, że już  nigdy nie będziesz tak ryzykować. 
  - Obiecuję - odpowiedziała Hermiona i siedzieli wtuleni w siebie, nie zwracając na nic uwagi.

        Ron wpatrywał się temu w osłupieniu. Nie miał pojęcia, co robić. Rozum podpowiadał mu, żeby dał spokój, ale całe ciało rwało się do tego, aby raz na zawsze dać do zrozumienia temu głupkowi, że Hermiona to nie zabawka i że ma się od niej odczepić. Posłuchał jednak rozumu i szybko pobiegł po Harry'ego. Rudzielec zastał przyjaciela tak, jak go zostawił. Potter był rozwalony na całym łóżku i spał w najlepsze. Ron potrząsnął nim kilka razy, aż wreszcie zdenerwował się, wyjął różdżkę i krzyknął :
  - Aguametni ! - z różdżki wystrzelił strumień wody wprost na twarz Wybrańca. 
  - Hej ! - krzyknął zaspany Harry - oszalałeś ?!
  - Wstawaj ! Hermiona obściskuje się nad jeziorem z tym parszywym Malfoy'em ! No wstawaj ! - Weasly biegał po pokoju w tą i z powrotem.
  - Uspokój się, Ron.
  - Jakie uspokój ?! Chcesz zostawić swoją przyjaciółkę na pastwę losu tego... tego... parszywego śmierciożercę ?! 
  - Nie mamy pewności czy jest śmierciożercą - Harry niepewnie popatrzył na przyjaciela, bo znał całą prawdę, lecz nie chciał, by Ron pochopnie ocenił Ślizgona. Jednak Weasly zupełnie inaczej odebrał niepewność Wybrańca.
  - Ty masz jeszcze jakieś wątpliwości ?
  - Daj spokój. Chodźmy już - po tych słowach wyszli z dormitorium kierując się w stronę jeziora.

        Całą czułą scenkę Hermiony i Dracona widział również Blaze. Postanowił pilnować, żeby nikt im nie przeszkadzał. Jak na złość na horyzoncie pojawił się Weasly i Potter. Blaze wyszedł im naprzeciw. 
  - Sorry chłopaki, ale niestety ten teren jest zajęty.  
  - My właśnie w tej sprawie - rzekł Harry.
  - Posłuchaj, Potter, po tamtej akcji masz jeszcze jakieś wątpliwości co do szczerości jego uczucia ?
  - Nie, ale ...
  - Po tamtej akcji ? Czy ja o czymś nie wiem ? - spytał wściekły Ron.
  - Nic mu nie powiedzieliście ? Myślałem, że się kumplujecie ... 
  - Zrobiliśmy to dla WASZEGO dobra. Nie chcieliśmy, żeby oceniali was pochopnie. Chociaż przyznam, że jestem bardzo wdzięczny za to, że nas uratowaliście, to niestety nie mam do was zaufania. - całą przemowę Harry kierował do Blaze'a.
  - Zadałem pytanie !!! - Ron wściekł się nie na żarty. Popatrzył na chłopaków, po czym nie rzekłszy ani słowa skierował się w stronę Hermiony i Draco. Szykowała się niezła awantura.
_____________________

Macie kolejny rozdział, nauki mam od zawalenia, sprawdzian za sprawdzianem, do tego wywiadówka mi bynajmniej nie pomogła. Bardzo proszę o cierpliwość, jeżeli chodzi o dodawanie postów. To jest pierwsza technikum, nowa podstawa programowa i jest naprawdę ciężko. :(  Wyrozumiałym i cierpliwym bardzo dziękuję. ;* Jak zwykle życzę wam miłego czytania . ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz