piątek, 31 stycznia 2014

Rozdział VII

Rozdział VII

        Po tym niespodziewanym spotkaniu siedziała jeszcze na błoniach dobre pół godziny. Wpatrywała się w dal nie mając w głowie żadnych myśli. Próbowała jakoś to wszystko inaczej ułożyć, ale nie mogła, bowiem prawda była tyko jedna : Draco się w niej zakochał. Jednakże nie chciał jej przestraszyć nagłym wylewem uczuć z jego strony, toteż postanowił nie robić tego tu i teraz. Nie mogła zrozumieć, czym takim sprowokowała chłopaka do takich uczuć ? Nie zalecała mu się, nie zwracała na niego większej uwagi oprócz tych ukradkowych spojrzeń i przypatrywania się z daleka. Wydawało jej się, że on niczego nie widział. Jak bardzo się myliła. 

        Następnego ranka Hermiona wyglądała okropnie. Fioletowe sińce pod oczami świadczyły o tym, że już od kilki dni dziewczyna źle sypiała. Nawet tego ranka, mimo że była sobota, wstała bardzo wcześnie. Do późnej nocy analizowała całe trzy lata, szukając powodu zainteresowania blondyna jej osobą, ale nie mogła sobie niczego podobnego przypomnieć. Zawsze była wzorowa, pilna, dbała o przyjaciół. No właśnie. Przyjaciele. Ostatnio w ogóle  nie spędzała z nimi nawet chwili. Bardzo chciała porozmawiać z Ginny, ale ta nigdy nie mogła, gdyż w wolnym czasie albo się uczyła i odrabiała prace domowe, albo spędzała mnóstwo czasu ze swoim nowym chłopakiem. Hermionie było przykro, że jej najbliższa przyjaciółka nie miała dla niej wolnej chwili, jednak nie mogła jej za to winić, w końcu to ona, Hermiona, zaniedbywała wszystkich przez dwa tygodnie. Przeklęty Draco. No właśnie. O ile zawsze myślała o czymś innym o tyle zawsze jej myśli i drogi krzyżowały się ze Ślizgonem. Owszem, podobał jej się, ale była sfrustrowana ciągłym biegiem jej myśli w jego kierunku. Zdenerwowała się strasznie i postanowiła, że zrobi wszystko aby zrekompensować przyjaciołom stracony czas i obiecała w duchu, że przez najbliższy czas nie będzie zawracała sobie głowy Draconem.

        Był bardzo zadowolony. Hermiona nie powiedziała mu żeby spadał, czy coś podobnego, po prostu poszła z nim, Draconem - sam na sam ! - na błonia i wysłuchała co ma jej do powiedzenia. Było to niezwykłe osiągnięcie, bowiem dziewczyna musiała mu ufać i mieć do niego jakieś cieplejsze uczucia, inaczej nie poszłaby z nim tam, gdzie nikt nie mógł ich w tej ciemności zobaczyć. Z całego serca chciał jej powiedzieć co czuje, jednakże stwierdził, że to wyraźnie za wcześnie, mimo iż Gryffonka była na tą prawdę gotowa. Nieraz widział te jej ukradkowe spojrzenia kiedy myślała, że nie widzi. Jego prognozy na przyszłość w stosunkach z tą dziewczyną były bardzo pomyślne.
        Draco szedł właśnie do Wielkiej Sali na śniadanie. Miał je zjeść razem z Blazem. Planowana była na dzisiejszy dzień wycieczka do Hogsmeade, toteż blondyn od razu wykorzystał okazję do spotkania się z ojcem. Nie wiedział czego ma się spodziewać po tym spotkaniu, ale jeżeli ojciec go wzywał, niewątpliwie było to coś ważnego. Razem z blondynem wzywany był jego przyjaciel. Byli nieco zaniepokojeni, ale starali się to ukryć. Tak więc jedli razem śniadanie i cicho rozmawiali na zakazany im temat, kiedy do Sali weszła Hermiona, pogodnie i wesoło zmierzając do stolika Gryffonów, gdzie siedzieli już jej przyjaciele. Jednak nie spojrzała na stół Ślizgonów, jak to miała co rano w zwyczaju, co trochę zaniepokoiło chłopaka. Starał się jednak odpędzać złe myśli. Wyglądała dzisiaj doprawdy strasznie, na pewno nie przespała tej nocy i zapewne kilku poprzednich sądząc po jej kredowej cerze i fioletowych sińcach pod oczami.
  - Halo ? Słuchasz mnie ? - Blaze widział, jak przyjaciel odprowadzał niepewnym wzrokiem dziewczynę na miejsce.
  - Tak tak - odparł Draco, nadal spoglądając na Gryffonkę, która umyślnie usiadła plecami do jego stołu.
  - Akurat. Właśnie wpatrujesz się wygłodniałym wzrokiem w tę ślicznotkę.
  - Dziwnie się zachowuje.
  - A ma powody ?
  - Wczoraj wieczorem spotkaliśmy się przypadkowo - tu arystokrata zdał przyjacielowi dokładną relację z wczorajszego spotkania.
  - No nie wiem, wczoraj mogła być oszołomiona, ale przecież miała całą noc i mogła przemyśleć różne sprawy. Ale stary, nie rozumiem Cię, wiesz przecież, że jej bezpieczeństwu poważnie zagrażają pewne osoby, więc dlaczego, do jasnej cholery, zostawiłeś ją, samą, na błoniach w środku nocy ?!
  - Nie zostawiłem. Siedziała tam potem chyba z godzinę, ale ja ciągle skrywałem się w cieniu i pilnowałem jej. Wszyscy są ślepi i głusi, zamek już nie jest tak bezpieczny jak kiedyś. Teraz jeszcze panoszą się tutaj uczniowie z tych dwóch szkół wprowadzając dodatkowy, niepotrzebny zamęt. - stwierdził z niesmakiem Draco.
  - No ale te dziewczynki w niebieskich sukieneczkach są prześliczne musisz przyznać.
  - Nie mają nic takiego, czego brakowałoby Hermionie.
  - Ha ha, mówisz tak, jakbyś miał zamiar już się ożenić z nią - zaśmiał się Blaze, jednak blondyn skwitował tą uwagę milczeniem. Jego przyjaciel już przynajmniej wiedział, jak poważne uczucia żywi wobec Hermiony.
  - No dobra, temat mamy obgadany, ale zaraz wyruszamy do Hogsmeade i trzeba się zbierać - rzekł Blaze, po czym obydwaj wstali i skierowali się w stronę lochów.

        Hermiona starała się mimo wszystko przywołać całą pogodę ducha i żwawym krokiem ruszyła do Wielkiej Sali, aby zjeść śniadanie w gronie przyjaciół, przy okazji przepraszając ich za zaniedbanie wszystkich z jej strony. Postanowiła sobie, że wchodząc tam, nie spojrzy na stół Ślizgona i usiądzie do niego plecami. Ten pierwszy punkt jej postanowienia się nie ziścił, iż spojrzała tam kątem oka i zauważyła, że chłopak bardzo uważnie się jej przygląda. Drugi punkt poszedł już o wiele lepiej, gdyż bez żadnych wyrzutów sumienia usiadła tyłem do stołu Ślizgonów i od razu zaczęła poranną pogawędkę ze wszystkimi Gryffonami. Później jednak zwróciła się tylko do najbliższych przyjaciół :
  - Bardzo was przepraszam, muszę przyznać, że przez te ostatnie dwa tygodnie nie byłam sobą. Nie mam pojęcia co we mnie wstąpiło. Zdaję sobie sprawę, że macie do mnie żal o to zaniedbanie w stosunku do was i chciałabym wam to jednak jakoś wynagrodzić, o ile mi wybaczycie. - dziewczyna wyrzuciła wszystko z siebie jednym tchem.
  - Wybaczamy - powiedzieli zgodnie, z wyszczerzonymi zębami, Ron i Harry.
  - Daj spokój Hermiono, każdemu zdarzają się gorsze dni a i ja sama muszę przyznać, że strasznie Cię, no i oczywiście was wszystkich, zaniedbałam. Coś chyba wisi w powietrzu, wszyscy są jacyś tacy rozkojarzeni ostatnimi czasy. O ! Jeżeli chodzi o zmiany i rozkojarzenia, to udało mi się ostatnio wydusić z naszej kochanej Lunki, że ona i Neville spotykają się ! - Ginny była szczerze zadowolona z takiego obrotu sprawy.
  - Od dawna już wiadomo, że Neville szaleje za naszą kochaną Lunką, ale nic nie składało się na to, żeby w końcu wziął się w garść i ją zaprosił - zdumiała się Hermiona.
  - Tak, to prawdziwa niespodzianka. Niestety mam też gorsze wieści. - Ginny zniżyła głos i pochyliła się nad stołem tak, by tylko Hermiona, Harry i Ron ją usłyszeli - Przyjaciółka mojej drogiej przyjaciółki z ławki, Jasmine, słyszała, że Draco i Blaze mają się z kimś spotkać na zapleczu w gospodzie "Pod świńskim łbem"dzisiaj, zaraz po przybyciu do Hogsmeade. Ma tam być jeszcze kilka innych osób, ale zdaje się, że blondyn i jego przyjaciel o tym nie wiedzą. Jasmine słyszała, jak mówił to pewien zakapturzony mężczyzna, mówi, że miał taki charakterystyczny, wyniosły i zimny głos, a wiadomość przekazał drugiej zakapturzonej postaci, lecz nie mogła zidentyfikować płci, ponieważ ta osoba się w ogóle nie odzywała tylko nieznacznie pokiwała głową.
  - To bardzo dziwne - stwierdził Harry - Trzeba zbadać tą sprawę. Jak to dobrze Cię mieć, Ginny - zwrócił się do siostry Rona, sprowadzając tą uwagą na jej policzki rumieńce.
  - Nie ma sprawy - uśmiechnęła się dziewczyna i dokończyła jeść tosty.
        Po chwili już wszyscy, bardzo liczną grupą, wyruszyli do Hogsmeade. Jednak czwórka przyjaciół trzymała się jak najbliżej Dracona i Blazea, żeby przypadkiem nie stracić ich z oczu.
_________________________

Wybaczcie mi wczorajszą nie dyspozycyjność, ale jestem chora i przespałam cały wczorajszy dzień. Obudziłam się gdzieś koło 22, ale już nie miałam siły włączać laptopa, poza tym wtedy i tak nici by wyszły z tego pisania. Jak zwykle życzę wam miłego czytania :)

środa, 29 stycznia 2014

Rozdział VI

Rozdział VI

        Następny tydzień minął Hermionie bez większych niespodzianek. Oczywiście nie ominęła jej konfrontacja z rozwścieczonym Ronem, który zarzucił jej zdradę przyjaciół, gdyż Hermiona postanowiła się teraz "bratać z wrogiem" a ich wszystkich, a szczególnie Rona, zepchnąć na margines. Niedorzeczne oskarżenie bardzo zraniło oddaną przyjaciołom Gryffonkę. To nie była jej wina, że co rusz wpadała na Malfoya i że był dla niej taki miły ! Musiała przyznać, że pochlebia jej zainteresowanie blondyna, ale nie spodziewała się takich konsekwencji tych jego niewinnych starań. Ron postawił ją przed wyraźnym wyborem : albo przyjaciele, albo ten wyrzuty z jakichkolwiek uczuć dureń Malfoy ! Jednak ona nie zamierzała wybierać. Przeklęty Weasly ! - krzyczała w duchu dziewczyna. Tak bardzo pragnęła aprobaty blondyna, jednakże przyjaźń była dla niej ważniejsza. Wiedziała, że Harry, Ginny i inni jej przyjaciele nie odwrócą się od niej, ale Ron znaczył dla niej równie wiele i nie chciała go ranić ani stracić. Jednak przyjaciel wyłożył jej ciekawą hipotezę : "Otóż Draco może knuć jakąś intrygę, żeby upokorzyć Hermionę lub wykorzystać ją w zemście na Harry'm. W końcu jego ojciec był śmierciożercą. Syn na pewno poszedł w ślady ojca". Jednakże dziewczyna nie mogła w to uwierzyć. Nie potrafiła. Dlaczego to właśnie arystokrata musiał być ich wrogiem ? Nie chcąc dłużej myśleć nad tym wszystkim skierowała się do głównych drzwi zamku, cicho popłakując . Chciała uciec stamtąd jak najszybciej. 

        Szedł pustym, głównym wejściem kierując się ku lochom. Był już późny wieczór. Rozmyślał nad różnymi sprawami, gdy nagle jego uwagę przykuł cień przemykający koło wielkich schodów. Draco, nie zastanawiając się, wyciągnął różdżkę i zaczął kierować się w stronę sylwetki skrytej w cieniu. Wyskoczył zza rogu i już miał rzucić zaklęcie obezwładniające, lecz powstrzymał się, z zaskoczeniem odkrywając, że tą czającą się osobą jest Hermiona. 
  - Co Ty tu robisz ? - szepnął oszołomiony, gdyż o tak późnej porze nie spodziewał się zastać tu dziewczyny.
  - Miałam zamiar wyjść, ale się napatoczyłeś - odpowiedziała drżącym głosem.
  - Czy Ty płaczesz ? - chłopak podszedł do niej, uniósł rękę i przejechał po jej wilgotnym policzku - Co się stało ?
  - Nic nie jest tak jak być powinno ! - Gryffonka wybuchnęła szlochem - Dlaczego jesteś dla mnie taki miły ? Dlaczego mnie dręczysz i narażasz moją przyjaźń ? Tak nagle zaczęła Cię interesować moja osoba ? Przyznaj, co Ty knujesz ? Do czego jestem Ci potrzebna ?!
  - Do niczego - szepnął zdezorientowany chłopak - Chodź, porozmawiajmy na błoniach, wszystko Ci wyjaśnię - ujął Hermionę delikatnie za łokieć i poprowadził na błonia pod pobliskie drzewo. Usiedli.
  - Posłuchaj - zaczął łagodnie - Ja nie chcę psuć twoich dobrych relacji z przyjaciółmi i nie chcę zatruwać Ci życia. Po prostu postanowiłem być dla Ciebie miły. 
  - Ale dlaczego ? - zapytała Gryffonka cała zalana łzami. Dracona ścisnęło serce na ten widok. Do diabła ! Przecież nie miał zamiaru doprowadzać jej do łez !
  - Jesteś inteligentna, ładna, posiadasz umiejętności, którymi nie może się poszczycić niejeden nawet wybitny czarodziej. 
  - Jeszcze do niedawna utrzymywałeś, że jestem nic nieznaczącą, wymądrzającą się szlamą. Co się od tamtego czasu zmieniło ? - zapytała już opanowana dziewczyna.
  - Bo ja jeszcze wtedy nie wiedziałem ... nie zdawałem sobie sprawy ... - nie potrafił tego wykrztusić.
  - Z czego ?
  - Ja nie ... 
  - Na Boga, Draco, wyduś to z siebie ! 
  - Nie mogę. Jeszcze za wcześnie. Chcę tylko żebyś wiedziała, że nie kieruje mną chęć zemsty czy upokorzenia ciebie lub twoich przyjaciół, tylko po prostu zwykła sympatia.
        Chłopak ostrożnie podniósł dłoń i delikatnie pogłaskał oszołomioną Hermionę po policzku. Zaczął się wolno pochylać nad twarzą dziewczyny. Jakież ona miała piękne usta. Niczego bardziej nie pragnął, niż całować je do końca swego życia. Zaraz. Skąd wzięły się u niego podobne myśli ?! W porę opanował się i wstał. 
  - Dobranoc, Hermiono. 
        Zaskoczona dziewczyna patrzyła za oddalającym się i znikającym w zamku obiektem jej marzeń. 

____________________________

Krótko, wiem, ale jestem chora i nie mam siły napisać nic więcej. Zależało mi po prostu żeby dodać wam chociaż krótką notkę. Miłego czytania. 

wtorek, 28 stycznia 2014

Rozdział V

Rozdział V

        Następnego dnia rano Hermiona wraz z Ginny, Harrym i Ronem zeszła na śniadanie do Wielkiej Sali. Zjedli pospiesznie tosty z dżemem i wszyscy, oprócz Ginny, ruszyli na lekcje transmutacji. Hermiona nie spała niemal całą noc. Do północy ćwiczyła zaklęcia z transmutacji, których nauczyli się od początku roku. Kiedy stwierdziła, że idzie jej wzorowo i ma je w pełni opanowane, położyła się na kanapie naprzeciwko kominka i w blasku płomieni zastanawiała się nad swoimi uczuciami. Z jednej strony podobał jej się Ron, ale wiedziała, że po tych wszystkich plotkach o tym jak to "całowała" Harry'ego, choć tak w istocie go tylko przytuliła, nie mogła liczyć na jakikolwiek ruch ze strony rudowłosego przyjaciela. Nie wiedziała również, czy naprawdę by tego chciała. Na horyzoncie pojawił się przecież nieziemsko przystojny arystokrata, który co rusz mieszał jej w głowie. Najpierw blondyn dokuczał Hermionie, potem jej bronił. Nie miała pojęcia, co o tym wszystkim sądzić. Miała taki mętlik w głowie, że ...
  - Ała ! - krzyknęła zaskoczona dziewczyna. Podniosła wzrok i okazało się, że tak się zamyśliła, że nie zauważyła Dracona. Spojrzała w dół. Jej książki i notatki ! Wszystko leżało wymieszane na podłodze. - Świetnie - mruknęła do siebie zirytowana, po czym zwróciła się do Ślizgona przepraszającym tonem - Wybacz, zamyśliłam się i nie patrzyłam jak idę...
  - Daj spokój. Nie musisz mu się tłumaczyć. - wtrącił się Ron - Widział Cię doskonale, równie dobrze mógł się przesunąć - po tych słowach minął Malfoya z lekceważącą miną i ruszył razem z Harrym na lekcję. Nie chcieli się spóźnić, bo mieli już wystarczająco dużo kłopotów a blondynowi nic się nie stanie jak pozbiera kilka książek. 
  - Ignoranci. - Hermiona z ponurą miną kucnęła i zaczęła zbierać swoje materiały i książki. 
  - Pomogę Ci - zaproponował Draco. - Dużo tego - zdziwił się widząc wypracowanie z obrony przed czarną magią - Jesteś bardzo dokładna i systematyczna.
  - Jeżeli masz zamiar dokuczać mi to możesz już sobie iść, bo zdaje się, że Cię już przeprosiłam i nie musisz w niczym pomagać - obruszyła się Gryffonka źle interpretując słowa Dracona. 
  - Nie, ja nie chciałem się z ciebie naśmiewać, po prostu podziwiam twoje zaangażowanie i umiejętności. Zdaje się, że musisz być bardzo silna dźwigając takie ciężkie książki i trzy wypracowania - uśmiechnął się ciepło do dziewczyny. - Pomogę Ci to zanieść pod klasę. Pozwolisz, że wezmę - po tych  słowach odebrał od niej resztę książek i ruszył w stronę klasy do transmutacji. 
        Hermiona patrzyła na niego w osłupieniu. On i podziw dla niej ?! Serce biło jej jak oszalałe. Ciągle stała oszołomiona, wpatrując się w Ślizgona. Może jednak nie jest taki zły jak myślałam ? - ciepłym wzrokiem podążała za arystokratą, który po kilku krokach odwrócił się do niej i rzucił :
  - Idziesz ?
       Dziewczyna otrząsnęła się z szoku i wrażenia, jakie chłopak na niej zrobił. 
  - Już biegnę. - cierpliwy Ślizgon zaczekał, aż dziewczyna się z nim zrówna. Całą drogę do sali przebyli w kompletnym milczeniu.

        Draco upajał się tym ciepłem, które zobaczył w oczach dziewczyny. Bez dwóch zdań zrobił na niej niesamowicie silne wrażenie. Chciał jej coś powiedzieć, nawiązać konwersację, ale wiedział, że mogłaby się spłoszyć i tylko wszystko by zepsuł. Trzeba działać powoli, małymi kroczkami - powtarzał sobie ciągle w myślach. Nie mógł już jej dokuczać. Chciał być dla niej dobry, cierpliwy i troskliwy. Choć ona nie zawsze będzie go akceptowała, wiedział, że będą takie momenty kiedy będzie patrzyła na niego w inny sposób. Nie miał pojęcia, że patrzy na niego w ten "inny sposób" już od pierwszej klasy.

        Hermiona zdała zaklęcia oczywiście na Wybitny. Ciężko pracowała i uważała, że należy jej się ta ocena. Nie była pyszna, nie chwaliła się swą inteligencją i swymi umiejętnościami, ale nie mogła myśleć inaczej, gdyż zbyt ciężko pracowała przez cały rok a tym bardziej przez ostatnie kilka tygodni. Nikt inny nie dostał tak wysokiej oceny, nie mniej jednak wszyscy zdali z czego Hermiona była niesamowicie zadowolona i dumna. Szła tak korytarzem na następną lekcję, gdy zza posągu czarownicy wyskoczył jeden z bliźniaków i wciągnął ją do ukrytego tunelu. 
  - Hej. Nie można było delikatniej ? - dziewczyna rozmasowywała boląc ramię.
  - Witaj Hermiono - bliźniacy przywitali Gryffonkę zgodnym chórem.
  - Wybacz - odrzekł Fred. - Widzieliśmy Cię dzisiaj z tym śmierdzielem Malfoyem.
  - No ! Rzuciłaś na niego Imperio, że posłusznie wziął twoje książki i zasuwał z nimi aż pod salę ? - zachichotał George.
  - Oczywiście, że nie ! - oburzyła się Hermiona. - po prostu wpadł na mnie i w ramach przeprosin pomógł mi je zanieść pod salę - lekko się zaczerwieniła. 
  - Yhym. No wiesz, Ronowi się to nie spodobało - rzekł George.
  - Dlatego się tak idiotycznie zachował i Cię zostawił - dodał Fred - Zdaje się, że z Harrym czekają na ciebie w salonie wspólnym żeby to wszystko wyjaśnić. 
  - Nie ma co wyjaśniać - zdenerwowała się dziewczyna. - Z resztą mam teraz runy a potem wolną godzinę i idę... A zresztą nie powiem wam, bo wszystko wypaplacie Ronowi. 
  - Hermiono - spojrzał na nią pobłażliwie George. - Czy Ty NAPRAWDĘ uważasz, że da się coś przed nami ukryć ? 
  - Ech, nie ważne, muszę już iść. Aha, jeszcze jedno. Proszę was, nie mówcie chłopakom, gdzie jestem. Jednak gdybyście powiedzieli Ginny, że za godzinę będę w bibliotece i chciałabym z nią porozmawiać, byłabym wam niezmiernie wdzięczna - Gryffonka spojrzała prosząco na bliźniaków.
  - Nie ma sprawy ! - odparli zgodnie. - Ale wisisz nam sporą przysługę za to, że wyciągamy Cię ze środka wielkiej awantury.
  - Dziękuję Wam. - każdemu dała całusa w policzek i szybko pobiegła na runy. 

________________________

Wiem, krótko i nudno, ale ja piszę wymyślając wszystko na bieżąco, nie mam nigdzie tego zapisanego a nie bardzo mam teraz czas dodawać posty. Nie chcę zaniedbywać bloga więc macie tu krótką notkę, postaram się jeszcze dzisiaj wieczorem dodać coś ciekawszego, a jak nie dzisiaj to przyrzekam, że jutro . :* Mmmm a skoro już tu jestem, to oglądaliście może film "Keith" ? Polecam, bo jest warty obejrzenia . ;) Chciałam przeczytać książkę, ale nie jest tłumaczona na polski ;/ Co do filmu, nie zrażajcie się na początku, bo możecie go od razu nie zrozumieć, ale jak obejrzycie cały to powinniście się zorientować o co cho . Bo w sumie to wszystko jest wyjaśnione dopiero pod koniec . ;) Miłego oglądania, gdyby się ktoś zdecydował, no i oczywiście miłego czytania . ;) 

niedziela, 26 stycznia 2014

Rozdział IV

Rozdział IV

        Była niedziela .Siedziała sama nad jeziorem pod swoim ulubionym dębem. Chciała poćwiczyć, bo jutro mieli zaprezentować swoje umiejętności na transmutacji. Niestety, nic jej nie wychodziło, lecz nie dlatego, że nie umiała, po prostu nie mogła się skupić, gdyż niedaleko niej siedział Draco razem z kolegami i zachowywali się nieznośnie głośno. Przez ostatnie cztery lata chłopak prześladował ją i jej przyjaciół. Mimo tego nie potrafiła go nienawidzić. Od pierwszego dnia, kiedy zobaczyła arystokratę czuła, że pod żadnym względem nie może go znienawidzić. Nie mogłaby. 
        Nie mogę ! - krzyczała w myślach. Jak ten osioł się zachowuje ?! - wstała gniewnie porzucając swoje rzeczy tam, gdzie je uprzednio zostawiła i ruszyła w kierunku "elity". Wyjęła z kieszeni różdżkę i, gdy była już tuż tuż, skierowała ją w stronę grupki. 
  - Jeżeli zaraz nie przestaniecie wrzeszczeć i zachowywać się jak pajace, rzucę na was zaklęcie którego gorzko pożałujecie ! - wykrzyczała dziewczyna.
  - Jak na razie to tylko Ty tu krzyczysz i, zdaje się, swoim zachowaniem przykułaś uwagę wszystkich znad jeziora. A wydawało mi się, że ćwiczyli do transmutacji. Jaka szkoda, że im przerwałaś - Draco zmierzył Hermionę wzrokiem od stóp aż po samą głowę. Jak ona pięknie prezentowała się w lekkiej spódniczce i podkoszulku i z tym jej gniewnym spojrzeniem !
  - No cóż, widocznie nie tylko ja przeszkadzam innym skoro wrzeszczę teraz na was - spojrzała na resztę grupy. Wciąż miała różdżkę w ręku. Popatrzyła Draconowi w oczy. Zdziwiła się widząc w nich zainteresowanie. Chłopak szybko się zreflektował.
  - Tak ? Jakoś inni się nie skarżą.
  - Bo się was boją a ja mam was za nic ! 
  - Jak śmiesz Ty półkrewko uważać się za lepszą od nas ?! - pisnęła Pansy zrywając się z miejsca i wyciągając swoją różdżkę. 
  - Nie ! - arystokrata złapał Ślizgonkę za nadgarstek i miażdżącym spojrzeniem skłonił ją do opuszczenia różdżki. 
  - Czy Ty słyszysz co ona mówi ?! 
  - Rozsądku nie masz za grosz - odezwał się do Pansy po czym zwrócił się do Hermiony - Postaramy się być ciszej jeżeli to pani, panno Granger, aż nadto przeszkadza - chłopak odwrócił się do Gryffonki plecami.
  - Dziękuję - prychnęła pogardliwie. Wróciła tam, gdzie porzuciła rzeczy. Oni faktycznie są ciszej - zauważyła po chwili zdumiona. Sądziła, że jej reakcja nie zda się na nic, a jednak Malfoy kiedy chce to potrafi. Rozmyślała nad tym jak obronił ją przed tą piskliwą dziewką Pansy. Była taka głupia ! Hermiona poradziłaby sobie z nią z jedną ręką w kieszeni ! A jednak Draco obronił ją, chociaż mógł pozwolić na pojedynek. Jakże ona jest głupia ! Przecież wiadomo, że Ślizgonka przegrałaby z nią. Pewnie to jej bronił. No ale ten błysk zainteresowania w jego oczach i spełnienie prośby o ciszy. Może coś knuje a może po prostu coś się zmieniło ? Nie potrafiła odpowiedzieć sobie na to pytanie. Była zdezorientowana. Nie myśl o tym, przecież miałaś się uczyć ! - zbeształa się w myślach kiedy zorientowała się, że przez cały ten czas gapi się bezmyślne na jezioro i zadaje pytania, na które nie potrafiła sobie odpowiedzieć.

        Była taka śliczna jak się złościła. Była gotowa stoczyć pojedynek broniąc swych - z resztą słusznych - racji. Wiedział, że przez pohamowanie tej głupiej Pansy i zastosowanie się do prośby Hermiony ujął sobie w oczach przyjaciół, ale nic go to nie obchodziło. Z resztą, oprócz Blaze'a nikt tu nie był jego przyjacielem. Byli raczej jak marionetki, które bez chwili zastanowienia zrobiłyby wszystko, czego by sobie zażyczył. No i jeszcze ta głupia dziewucha Pansy, która uwieszała się ciągle na jego ramieniu. Myślała, że byli parą a on jakoś nie starał się wyprowadzać jej z tego błędu. Była bardzo przydatna. Jednak ani urodą a tym bardziej inteligencją !, nie mogła się równać Hermionie. Ona była pełna energii i życia, broniła swoich racji i przyjaciół. Hermiona reprezentowała swoją osobą inteligencję, piękno, wierność, osobowość, własne racje, przyjaźń, za którą gotowa była umrzeć. Czymże zazdrosna, pogardliwa i złośliwa Pansy była przy kobiecie jego marzeń ? Nie miała ani rozumu ani umiejętności. Wykształtowała się z niej ładna snobka. Bo jedyne co ta dziewczyna posiadała to uroda. 
        Szedł ze Ślizgonką uwieszoną na ramieniu w stronę zamku. Wiedział, że będzie zła i wyrzuci mu tą całą sytuację. 
  - Dlaczego nie pozwoliłeś mi walczyć z tą plugawą Gryffonką ? 
  - Jesteś naprawdę głupia myśląc, że dorównujesz jej umiejętnościami. Pokonałaby Cię jednym zaklęciem. Oszczędziłem Ci upokorzenia. 
  - Upokorzenia ? To Ty upokorzyłeś mnie na oczach wszystkich naszych przyjaciół ! - puściła ramię chłopaka, zatrzymała się i gniewnie na niego spojrzała. - Podoba Ci się, prawda ? Ta półkrewka Ci się podoba ! - pisnęła.
  - Zamknij się ! - chłopak ścisnął jej łokieć,  gwałtownie pociągnął w swoją stronę i rzekł spokojnym, lodowatym tonem - Jeżeli komukolwiek rozpowiesz tę niedorzeczną plotkę, zniszczę Cię. Przysięgnij teraz, że nic nie powiesz. Nie zmuszaj  mnie użyć na tobie Obliviate - zagroził.
  - Wiem, to niedorzeczne oskarżenie. Przecież ktoś taki jak Ty nie interesowałby się taką szlamą - po tych słowach ujęła chłopaka pod ramię i razem na powrót skierowali się w stronę zamku. 

        Blaze przyglądał się całej tej sytuacji nad jeziorem. Musiał przyznać, że Granger była niczemu sobie i zauważył w oczach przyjaciela, że dziewczyna mu się podoba. Była ładna, inteligentna, odważna i jedyna w swoim rodzaju. Również w jej oczach ujrzał, że Draco nie był jej obojętny. Cóż za dziwna sytuacja ! Lecieli na siebie a przecież wydawałoby się, że nienawidzą się od pierwszej klasy ! Te wszystkie docinki i nieuprzejmości. Blaze nie lubił Pottera, ale ta dziewczyna od razu zaskarbiła sobie jego sympatię. Była półkrwi a zachowywała się jak rasowa czarownica ! Nie widział nigdy tak intrygującej kombinacji. No nic, trzeba coś z tym zrobić - postanowił przyjaciel Dracona i udał się do dormitorium.
        To zabawne - pomyślał Blaze w myślach. Rzadko zdarzało się, że dormitorium Ślizgonów było puste a teraz, kiedy potrzebował prywatności żeby porozmawiać z przyjacielem, wydawało mu się to niemal cudem. 
  - Witaj przyjacielu - chłopak rzucił się na swoje łóżko i wyciągnął się na nim wygodnie spoglądając w stronę Dracona.
  - Widzieliśmy się jakieś dwadzieścia minut temu. - zauważył arystokrata.
  - Chciałem z tobą porozmawiać. 
  - Mów - Malfoy skupił całą swą  uwagę na przyjacielu.
  - Nie zaprzeczysz, że podoba Ci się Granger i nawet nie próbuj, bo znam Cię zbyt długo, żeby uważać moją obserwację za zwidy.
  - Co Ty mówisz ? - sztucznie zdziwił się arystokrata.
  - Nie udawaj. Wiem co widziałem i jeżeli chcesz znać moje zdanie to nie ma lepszej partii w tej szkole - Blaze uśmiechnął się do przyjaciela.
  - Znasz mnie jak nikt inny, więc nie będę zaprzeczał, ale nikomu ani słowa ! Poza tym ta głupia dziewucha Pansy czegoś się domyśla. 
  - Rozumem to ona nie grzeszy więc się trochę dziwię.
  - To jest jednak dziewczyna. Nie wiem jak to robią, ale potrafią takie sprawy wyczuć nosem. Ostatecznie jednak stwierdziła, że to niedorzeczne, iż ktoś taki jak ja mógłby się zainteresować kimś takim jak, cytuję, "ta szlama". 
  - Głupia dziewczyna. Ale dosyć o niej. Co zamierzasz w stosunku do Gryffonki ?
  - A co niby miałbym zamierzać ?
  - Przecież nie możesz całe życie pożerać jej wzrokiem - oburzył się Blaze. - Musisz coś zrobić. Służę pomocą - wyszczerzył zęby do Dracona. 
  - Hmmm ... Warto spróbować - arystokrata odwzajemnił uśmiech.

_________________________

Już czwarty rozdział ! :D Jak wcześniej mówiłam teraz będę opisywała wszystko od czwartej klasy. Mam nadzieję, że wam się podoba choć na razie jest trochę nudne, ale początki zwykle takie bywają, czyż nie ? :) Oczywiście zapraszam do wyrażania opinii i obserwowania . Miłego czytania . ;)

sobota, 25 stycznia 2014

Rozdział III

Rozdział III

       Cała grupa pierwszoroczniaków była stłoczona na samym przodzie wielkiej sali, która prezentowała się imponująco : sufit wyglądał niczym ciemnogranatowe, bezchmurne niebo z milionem migoczących gwiazd. Wzdłuż Wielkiej Sali stały cztery niesamowicie długie stoły, przy których siedziało mnóstwo uczniów w szkolnych szatach, jej kolor zależał od przynależności do danego domu, podobnie było z flagami, które rozpościerały się nad stołami. Przy stole "zielonych", czyli Slytherinu, siedziało dużo dumnych jak i posępnych twarzy z pogardą patrzących na stół czerwonych, czyli Gryffindoru. Z resztą, Ślizgoni patrzyli tak na każdego z wyjątkiem nielicznych osób należących do tzw. "elity". Pozostałe trzy domy, Huffelpff, Ravenclow jak i Gryffindor wyglądali na całkiem przyjaźnie nastawionych. 
        Ku wielkiej uldze Hermiony tylko nieliczne osoby interesowały się pierwszoroczniakami. Kiedy już pocieszała się w myślach, że może jednak nie będzie tak źle, zabrzmiał dźwięk łyżeczki uderzanej o filiżankę. Wszyscy natychmiast umilkli i zwrócili się w stronę stołu nauczycieli. Okazało się, że Hermiona była tak pochłonięta otoczeniem, że nie zauważyła profesora Dumbeldora, który podszedł do mównicy. Ich oczy zetknęły się i dyrektor puścił do niej oczko oraz posłał jej jeden z tych słynnych uśmiechów dodających otuchy. Od razu zrobiło jej się lepiej. Profesor jak zwykle powitał wszystkich uczniów, przedstawił plan lekcji i przypomniał reguły panujące w Hogwarcie, dodał coś od siebie po czym rozpoczął ceremonię  przydziału. Ku zaskoczeniu Hermiony była ona pierwsza na liście. Świetnie - pomyślała i, chcąc nie chcąc, wspięła się po kilku stopniach, usiadła na małym taborecie po czym założono jej na głowę starą tiarę, która bez żadnych wstępów orzekła "Gryffindor!". Dziewczyna odetchnęła z ulgą. Nie będzie musiała spędzać czasu z tymi ponurakami pomiatającymi ludźmi. Szybko podeszła do swego przydzielonego domu. Wszyscy Gryffoni grzmieli i huczeli na znak przyjęcia Hermiony do swego grona.
        Draco przyglądał się dziewczynie. Chłonęła wszystko tak zachłannie, oczy miała tak bardzo rozszerzone ze zdumienia i podziwu. Nie zauważyła nawet tego głupca Dumbledora, który wstał z siedzenia i czekał aż w Wielkiej Sali zapanuje spokój. Kiedy jednak odwróciła się, wymienili z profesorem znaczące spojrzenia. No tak ! Przecież, jako magiczna córka mugoli, musiała zostać wprowadzona i przygotowana do wszystkiego co wiąże się z ich światem. Dumbledore rzadko fatygował się osobiście do uczniów, częściej wysyłał innych nauczycieli. Ciekawe, dlaczego tym razem udał się do dziewczyny osobiście ? Jego rozmyślania przerwał głos Minerwy, opiekunki Gryffonów, wywołujący jaką pierwszą właśnie Hermionę. Młody chłopak czekał niecierpliwie, gdzie tiara przydziału przydzieli dziewczynę. Miał nadzieję, że nie do Slytherinu, tam nie zaznałaby ani spokoju, ani przyjaźni. Ku uldze, ale również irytacji Dracona, została przydzielona do Gryffindoru. Tam przynajmniej ktoś ją doceni i nie będzie wytykał palcami za pochodzenie.
        Kilka osób już rozdzielono do domów. Do Gryffindoru trafili : Ron Weasly, Harry Potter ( wszyscy byli podnieceni, ale nie miała pojęcia dlaczego), Neville Longbottom i kilku innych, których kojarzyła z pociągu. Niestety, Cho i Luna nie trafiły do jej domu. Było jej przykro, bo polubiła je , ale wiedziała, że mimo rozłąki będą się nadal lubiły, może i nawet z czasem się zaprzyjaźnią. Wszyscy krzyczeli na Lunę "pomyluna", ale Hermiona, mimo dziwactw koleżanki, postanowiła wspierać ją i okazać względem niej jak największą sympatię. Jej rozmyślania przerwała profesor McGonagall, która głośno wyczytała Dracona. Hermiona wiedziała już, gdzie trafi chłopak, ale mimo wszystko nie mogła oderwać wzroku od dumnie kroczącego arystokraty. Kiedy już miał na głowie tiarę, ona niemal od razu krzyknęła "Slytherin !" a przy stole Ślizgonów podniósł się dziki gwar. Pokazówka - dziewczyna odwróciła głowę z niesmakiem. Po ceremonii na stole znalazły się pyszne potrawy. Kiedy wszyscy już się posilili i poopowiadali sobie historię z wakacji, udali się do swoich dormitoriów. 
___________________________

Jak już mówiłam, to na razie takie wprowadzenie, ponieważ oni jednak są dziećmi i jakoś tak za szczególnie gorących uczuć do siebie nie poczują, chociaż ciągnie ich ku sobie. Postanowiłam przeskoczyć te trzy lata i pisać od czwartej klasy aż do siódmej. potem słynna bitwa o Hogwart i, kto wie ?, może po siódmej klasie będzie kontynuacja ? No, ale na razie to początki i nie ma co gdybać. Oczywiście zachęcam do wyrażania opinii i obserwowania . Miłego czytania . ;)

piątek, 24 stycznia 2014

Rozdział II

Rozdział II

        Była już w połowie drogi do nowej szkoły. Siedziała w przedziale wraz ze swymi nowymi znajomymi : Cho Chang, Neville'm Longbottom'em oraz Luną Lovegood. Byli bardzo sympatyczni, choć bardzo się od siebie różnili - Luna miała długie blond włosy i wyglądała na wiecznie rozmarzoną. Neville był trochę gapowaty, nieśmiały i jąkający się, natomiast Cho była śliczną dziewczyną o brązowych oczach, która nie pasowała do tego towarzystwa, lecz było jej z nimi dobrze i świetnie się bawiła. Hermionie zrobiło się trochę gorąco, więc postanowiła się przejść. Wyszła z przedziału, otworzyła okno i czując świeży powiew wiatru na swej skórze rozmyślała, jak to będzie, kiedy już dotrą na miejsce. Z nowych książek dowiedziała się dużo bardzo interesujących rzeczy, np. to, że jako pierwszoroczni będą musieli przepłynąć łódkami jezioro, gdyż była to odwieczna tradycja tej szkoły. Wyobrażała sobie jak wsiada do łódki razem z tajemniczym chłopakiem z peronu i przemierzając nocą jezioro nad gwieździstym niebem ...
  - Ała ! - krzyknęła dziewczyna, gwałtownie odwracając się.
 Stał przed nią intrygujący blondyn. Teraz mogła zobaczyć jego twarz w pełnej okazałości : wykrzywiona pogardą nie wyglądała najładniej, jednak nawet z tym grymasem widać było urodę chłopaka. Miał niesamowite oczy, wielkie, jasno niebieskie, które hipnotyzowały ...
  - Uderzyłem Cię ? - powiedział chłopak szyderczo z uniesioną brwią , co rozgniewało Hermionę.
  - Myślę, że wiesz o tym doskonale i nie muszę Ci tego uświadamiać - odburknęła.
  - Ty pewnie jesteś Granger, jedna z tych półkrwi, czyż nie ?
  - Nazywam się Hermiona Granger i jeżeli chodzi Ci o moje pochodzenie to jestem z niego dumna - rzekła z wysoko uniesioną głową.
        Chłopak zmierzył ją wzrokiem. Była całkiem ładna a sądząc po sposobie wysławiania się również inteligentna. Zaintrygowała go, gdyż do tej pory, kiedy spotkał jakiś półkrewków, z uniżoną głową jak jacyś słudzy usuwali mu się z drogi. Ta dziewczyna stanowiła dla niego zagadkę - z pozoru czuła, delikatna i zwykle uśmiechnięta kryła w sobie istnego drapieżnika, gotowa zaatakować.
        Patrzyła na niego cierpkim wzrokiem. Głupia rozmarzyła się o kimś, kto był lodowaty, gburowaty, pyszny i najpewniej chełpił się z powodu swego pochodzenia. Na pewno jego rodzina była kimś ważnym w świecie czarodziejów, ale to nie powód do pomiatania innymi ! Ona już wiedziała, jak mu to okazać. Niepokoiło ją tylko, że wpatruje się w nią tym wzrokiem, wydawało jej się, że przenikał ją całą i wiedział o niej niemal wszystko. Nagle poruszył się i wyciągnął do niej rękę.
  - Draco Malfoy. Nie chciałem Cię urazić.
        Nie chciał jej urazić ! Dobre sobie ! Stała tak chwilę i wpatrywała się w niego, jednak po chwili uścisnęła jego dłoń.
  - Hermiona Granger. Nic mnie to nie obchodzi. - po tych sowach weszła do swojego przedziału, siadając koło okna i patrząc w dal. Tak naprawdę nie widziała nic poza tą sytuacją na korytarzu. Nie była pewna, czy faktycznie było mu przykro, czy to tylko pozory, by następnym razem znów mógł zrobić jej coś niemiłego. Jedno wiedziała na pewno : nigdy w życiu się z nim nie zaprzyjaźni. Nawet nie wiedziała co los dla niej przygotował.

        Cóż ja u diabła wyrabiam ! - zbeształ się w myślach Draco. Przecież nigdy nie szanował dzieci mugolaków. Czymże ona różniła się od nich wszystkich ? Owszem, była ładna, inteligentna i potrafiła mu się postawić, ale to przecież jeszcze o niczym nie świadczy ! Miał mieszane uczucia co do dziewczyny, ale nie potrafił przywołać na swą twarz pogardy na myśl o niej. Tak właściwie to nie przeszkadzało mu to, że była półkrwi. Nie miało to dla niego żadnego znaczenia. Jednak nie mógł się z nią przyjaźnić. Co powiedziałby ojciec, który tyle lat wpajał mu, że tacy ludzie jak półkrewki się nie liczą ? Od dziecka gardził takimi ludźmi, a tu proszę, taka niespodzianka. Blaze, jego najlepszy przyjaciel od dzieciństwa, może i nie miałby  nic przeciwko temu, ale jak miałaby się jego reputacja, gdyby dowiedziano się, że on, Draco Malfoy, który jest czystej krwi i należy do szanowanej od pokoleń rodziny, przyjaźni się z jakąś szlamą ? Nie, nie będzie tak o niej myślał. Nie mniej jednak wiedział, że nie jeden raz będzie musiał powiedzieć jej coś obraźliwego lub zrobić coś niemiłego. Przecież jej nie znał ! Więc dlaczego już ma wyrzuty sumienia przez to, co miał robić w najbliższej przyszłości ? Na to pytanie nie potrafił sobie odpowiedzieć.

       Siedziała milcząca pod oknem już do końca ich podróży do Hogwartu. Przebrana w szkolną szatę ruszyła ku wyjściu z pociągu. W końcu ta podróż dobiegła końca. Była niesamowicie zmęczona, ale gdy tylko wysiadła i zobaczyła obraz, który rozciągał się przed nią, całe jej zmęczenie uszło w jednym momencie. Niesamowita budowla przypominająca najwspanialszy zamek, nawet z tej odległości wyglądała na równie starą co okazałą. Wznosiła się ona na wzgórzu. Świeciły się w niej liczne okna, przez co wyglądała niesamowicie, jakby dziesiątki świetlików wisiało w powietrzu wzdłuż murów zamku. Była zachwycona widokiem, który po prostu zapierał dech w piersiach. Nawet nie zorientowała się, że stoi z otwartą buzią i  że blondyn jej się przygląda. Szybko się zreflektowała i zaczęła oglądać za swoimi nowymi przyjaciółmi. Niestety, chyba ją zostawili, ponieważ nigdzie nie było widać jej grupy. Pięknie ! - pomyślała - zgubiłam się w swój pierwszy dzień szkoły !
  - Chodź za mną - Draco, który nie mógł już dłużej patrzeć na coraz bardziej rosnący strach w oczach dziewczyny, złapał ją za łokieć i poprowadził ku jeziorze.
  - Chcesz mnie tym razem utopić ? - Hermiona wyrwała mu się. Pod dotykiem blondyna kompletnie zapomniała o tym, co czytała na temat przepływu przez jezioro.
        Chłopak popatrzył na nią zaskoczony.
  - Wydawało mi się, że chcesz dołączyć do grupy. Jeśli jednak wolisz zostać tu całkiem sama, nie ma sprawy - Draco zaczął zmierzać ku grupie przy jeziorze, której nie było stąd widać.
        No tak ! - zbeształa się w myślach - ta tradycja i łodzie... Chcąc nie chcąc poszła za chłopakiem, który zdawał się być trochę rozbawiony, ale również zadowolony z siebie. Okazało się, że dotarli jako ostatni, przez co musieli razem przepłynąć w jednej łodzi. Całą  drogę siedzieli cicho patrząc w stronę zamku. Dopiero gdy wysiadali, Hermiona powiedziała cichutko "dziękuję" i szybko pobiegła do swych nowych przyjaciół. Inaczej wyobrażała sobie rozwój - a raczej brak rozwoju - sytuacji w łodzi.

_________________________

No i proszę następny rozdział . ;) zachęcam do wyrażania opinii . :) dajcie o sobie znać, chciałabym żyć w przekonaniu, że chociaż jeden człowiek to czyta . xD

czwartek, 23 stycznia 2014

Rozdział I

Rozdział I

        Była bardzo podekscytowana, kiedy dostała swój list z Hogwartu. Siedziała w salonie z rodzicami rozkoszując się ciepłem kominka. Razem z nimi były jeszcze dwie postacie - dyrektor Hogwartu, Albus Dumbledore oraz opiekunka domu Gryffindora oraz nauczycielka transmutacji, Minerwa McGonagall. Hermiona siedziała z otwartą buzią i słuchała wspaniałej opowieści o szkole magii i czarodziejstwa. Od dziecka była bardzo inteligentna, lubiła się uczyć i dużo czytać przez co większość dzieci nie było nastawionych do niej przyjaźnie. Ona jednak nie przejmowała się tym, gdyż zawsze znajdowała pocieszenie w swych niesamowitych książkach. Teraz miała 11 lat i okazję wyrwania się z rodzinnych stron. Mogła zacząć od nowa. Ponieważ jej rodzice byli istotami niemagicznymi, to jest mugolami, dyrektor osobiście musiał wyjaśnić im na czym to wszystko polega oraz przekonać i udowodnić, że to nie żaden głupi żart. Dziewczynka przeglądała spis podręczników oraz rzeczy, które będą jej potrzebne w nowej szkole. Kociołek, różdżka, szata, pióro, pergamin, książki i różne inne rzeczy, które nie mniej ją fascynowały. Kiedy czarodzieje wyjaśnili im wszystko, pożegnali się i zniknęli równie szybko jak się pojawili. Została po nich tylko mała koperta na stoliku i oczywiście list z wykazem, którego Hermiona nie wypuszczała z rąk. Była taka podekscytowana !
  - Tego listu jeszcze przed chwilą tu nie było - zdziwiła się dumna mama dziewczynki. 
  - To pewnie bilet ! Profesor Dumbledor przecież mówił o peronie, który nie istnieje dla normalnego człowieka. To mój pierwszy raz, więc pewnie zostawił mi go bo wiedział, że nie będziemy wiedzieli gdzie taki zdobyć - Hermiona otworzyła kopertę i uśmiechnęła się, widząc mały kartonik, na którym widniał napis "Ekspres Hogwart, peron 9 i trzy czwarte, odjazd o godzinie 11:00"
        Pobiegła do swojego pokoju i zaczęła zastanawiać się, jak to będzie w nowej szkole. Na pewno będzie się różniła od tej starej, bo będzie się uczyła rzeczy, których normalne dzieci się nie uczą. Może zdobędzie jakiś przyjaciół, którzy zaakceptują ją taką, jaka jest. No i magia. Dziewczynka była podekscytowana, ale nadal nie mogła uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. Przecież dotąd była realistką i uważała, że coś takiego jak magia nie istnieje. Najwidoczniej los spłatał jej ogromnego psikusa.

        Był 1 września. Hermiona wraz z rodzicami i rzeczami zakupionymi na ulicy Pokątnej jechała właśnie na dworzec. Dziewczynka nalegała, aby wyjechać godzinę wcześniej, gdyż wiedziała, że będą korki. Poza tym od zawsze była punktualna i nie lubiła się spóźniać a tym bardziej gdy ktoś się spóźniał. Na dworzec dojechali o godzinie 10:40, więc nie musieli się spieszyć, aby zdążyć na pociąg. Wyjęli z bagażnika kufry oraz małą sówkę w klatce i ruszyli ku dworcowi. Kiedy byli już w środku, rozglądali się za peronem 9 i 10, gdyż pomiędzy nimi miał znajdować się magiczny peron z ekspresem do Hogwartu. Hermiona zauważyła chłopca, który również miał kufry, lecz w klatce, uczepiony na specjalnym pręcie, wisiał nietoperza. Domyśliła się, że on również musi jechać do nowej szkoły, więc wskazała rodzicom na chłopca i powędrowali za nim. 
        Chłopak miał bladą cerę oraz bardzo jasne, blond włosy. Nie widziała jego twarzy, ale posturą przypominał młodego arystokratę z dawnych czasów. Szedł wyprostowany, dumnym krokiem zmierzając do celu. Dziewczynka była nim zaciekawiona. 
  - Niestety nie możecie iść dalej - zasmuciła się dziewczynka - Zobaczymy się na święta i będę wam słała mnóstwo listów. Będę tak bardzo tęskniła ... - Hermionie oraz jej mamie stanęły łzy w oczach.
  - My też kochanie. Pamiętaj, bardzo Cię kochamy i jesteśmy z Ciebie dumni. - obydwoje rodziców pożegnało się z młodą czarownicą a ta weszła w ścianę między peronem 9 a 10 i zniknęła. Całej tej sytuacji przyglądał się młody arystokrata.

__________________________________

Nie mogłam się powstrzymać, pierwszy rozdział już dzisiaj . ;) Na razie to takie wprowadzenie, oczywiście wszystko dzieje się od pierwszej klasy w magicznej szkole. Zachęcam do wyrażania opinii oraz do obserwowania . :)

Wprowadzenie

Cześć !

To mój drugi blog, więc tym razem postanowiłam stworzyć moje ukochane Dramione . :3 Powiedzmy, że będzie to na bazie Harry'ego Pottera, ale z wieloma moimi własnymi akcentami. Czasem pewne sytuacje będą się kompletnie różniły od tych w książce a  czasami będą bardzo zbliżone. Z dodawaniem postów może być różnie, czasem będę dodawać jeden po drugim, czasem może nie być nowego postu nawet dwa tygodnie. Niestety w pierwszej klasie technikum mam 18 przedmiotów, które muszę ogarnąć i już w drugim półroczu naprawdę się przyłożyć żeby mieć lepsze oceny niż na to pierwsze półrocze . -,- Zaraz po feriach jest wywiadówka i mam nadzieję przeżyć, ale może być różnie. xD Postaram się wygospodarować tak czas, żeby dodać chociaż jeden post w tygodniu. Teraz są ferie, więc mam więcej luzu i postaram się dodać codziennie jeden post . ;) Mam nadzieję, że ktoś to w ogóle będzie czytał. Mój poprzedni blog chciała wykorzystać moja przyjaciółka do konkursu, ale jej na to nie pozwoliłam. Nie twierdzę, że ja jestem jakoś szczególnie utalentowana, ale ona nie ma kompletnie drygu do pisarstwa i powiedzmy, że jej ortografia i interpunkcja przerażają. Toteż włamała się na moje konto, wykorzystała bloga i w zemście usunęła. Cóż, ludzie są różni, myślałam, że to przyjaciółka a okazała się być nie godna złamanego grosza. Piszę to, bo wiem, że kilka osób czytało moje poprzednie opowiadanie i to jest takie małe wyjaśnienie . ;) O tym blogu już nikt kompletnie nie wie i będzie trwał wiecznie . :D Jeżeli ktoś będzie go czytał to życzę miłej lektury. Pierwszy post ukaże się już jutro. ;)