Rozdział III
Cała grupa pierwszoroczniaków była stłoczona na samym przodzie wielkiej sali, która prezentowała się imponująco : sufit wyglądał niczym ciemnogranatowe, bezchmurne niebo z milionem migoczących gwiazd. Wzdłuż Wielkiej Sali stały cztery niesamowicie długie stoły, przy których siedziało mnóstwo uczniów w szkolnych szatach, jej kolor zależał od przynależności do danego domu, podobnie było z flagami, które rozpościerały się nad stołami. Przy stole "zielonych", czyli Slytherinu, siedziało dużo dumnych jak i posępnych twarzy z pogardą patrzących na stół czerwonych, czyli Gryffindoru. Z resztą, Ślizgoni patrzyli tak na każdego z wyjątkiem nielicznych osób należących do tzw. "elity". Pozostałe trzy domy, Huffelpff, Ravenclow jak i Gryffindor wyglądali na całkiem przyjaźnie nastawionych.
Ku wielkiej uldze Hermiony tylko nieliczne osoby interesowały się pierwszoroczniakami. Kiedy już pocieszała się w myślach, że może jednak nie będzie tak źle, zabrzmiał dźwięk łyżeczki uderzanej o filiżankę. Wszyscy natychmiast umilkli i zwrócili się w stronę stołu nauczycieli. Okazało się, że Hermiona była tak pochłonięta otoczeniem, że nie zauważyła profesora Dumbeldora, który podszedł do mównicy. Ich oczy zetknęły się i dyrektor puścił do niej oczko oraz posłał jej jeden z tych słynnych uśmiechów dodających otuchy. Od razu zrobiło jej się lepiej. Profesor jak zwykle powitał wszystkich uczniów, przedstawił plan lekcji i przypomniał reguły panujące w Hogwarcie, dodał coś od siebie po czym rozpoczął ceremonię przydziału. Ku zaskoczeniu Hermiony była ona pierwsza na liście. Świetnie - pomyślała i, chcąc nie chcąc, wspięła się po kilku stopniach, usiadła na małym taborecie po czym założono jej na głowę starą tiarę, która bez żadnych wstępów orzekła "Gryffindor!". Dziewczyna odetchnęła z ulgą. Nie będzie musiała spędzać czasu z tymi ponurakami pomiatającymi ludźmi. Szybko podeszła do swego przydzielonego domu. Wszyscy Gryffoni grzmieli i huczeli na znak przyjęcia Hermiony do swego grona.
Draco przyglądał się dziewczynie. Chłonęła wszystko tak zachłannie, oczy miała tak bardzo rozszerzone ze zdumienia i podziwu. Nie zauważyła nawet tego głupca Dumbledora, który wstał z siedzenia i czekał aż w Wielkiej Sali zapanuje spokój. Kiedy jednak odwróciła się, wymienili z profesorem znaczące spojrzenia. No tak ! Przecież, jako magiczna córka mugoli, musiała zostać wprowadzona i przygotowana do wszystkiego co wiąże się z ich światem. Dumbledore rzadko fatygował się osobiście do uczniów, częściej wysyłał innych nauczycieli. Ciekawe, dlaczego tym razem udał się do dziewczyny osobiście ? Jego rozmyślania przerwał głos Minerwy, opiekunki Gryffonów, wywołujący jaką pierwszą właśnie Hermionę. Młody chłopak czekał niecierpliwie, gdzie tiara przydziału przydzieli dziewczynę. Miał nadzieję, że nie do Slytherinu, tam nie zaznałaby ani spokoju, ani przyjaźni. Ku uldze, ale również irytacji Dracona, została przydzielona do Gryffindoru. Tam przynajmniej ktoś ją doceni i nie będzie wytykał palcami za pochodzenie.
Kilka osób już rozdzielono do domów. Do Gryffindoru trafili : Ron Weasly, Harry Potter ( wszyscy byli podnieceni, ale nie miała pojęcia dlaczego), Neville Longbottom i kilku innych, których kojarzyła z pociągu. Niestety, Cho i Luna nie trafiły do jej domu. Było jej przykro, bo polubiła je , ale wiedziała, że mimo rozłąki będą się nadal lubiły, może i nawet z czasem się zaprzyjaźnią. Wszyscy krzyczeli na Lunę "pomyluna", ale Hermiona, mimo dziwactw koleżanki, postanowiła wspierać ją i okazać względem niej jak największą sympatię. Jej rozmyślania przerwała profesor McGonagall, która głośno wyczytała Dracona. Hermiona wiedziała już, gdzie trafi chłopak, ale mimo wszystko nie mogła oderwać wzroku od dumnie kroczącego arystokraty. Kiedy już miał na głowie tiarę, ona niemal od razu krzyknęła "Slytherin !" a przy stole Ślizgonów podniósł się dziki gwar. Pokazówka - dziewczyna odwróciła głowę z niesmakiem. Po ceremonii na stole znalazły się pyszne potrawy. Kiedy wszyscy już się posilili i poopowiadali sobie historię z wakacji, udali się do swoich dormitoriów.
___________________________
Jak już mówiłam, to na razie takie wprowadzenie, ponieważ oni jednak są dziećmi i jakoś tak za szczególnie gorących uczuć do siebie nie poczują, chociaż ciągnie ich ku sobie. Postanowiłam przeskoczyć te trzy lata i pisać od czwartej klasy aż do siódmej. potem słynna bitwa o Hogwart i, kto wie ?, może po siódmej klasie będzie kontynuacja ? No, ale na razie to początki i nie ma co gdybać. Oczywiście zachęcam do wyrażania opinii i obserwowania . Miłego czytania . ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz