poniedziałek, 12 maja 2014

Rozdział XV

Rozdział XV

        No cóż. Przy odbudowaniu namiotów mieliśmy z Garethem wiele okazji do rozmowy, jednak nie chciałam zmuszać go do niej zmuszać. Widziałam, że nie chce tego, poza tym był tak niesamowicie zmęczony. Może nie tyle fizycznie co psychicznie. Ten ciężar, który spadł na jego barki był zbyt ciężki. Dlatego chciałam pomóc mu go udźwignąć. Zrobimy to razem z Antonio, no bo w końcu od czego jesteśmy my, przyjaciele ? Długo nie mogłam zasnąć. Prawdę powiedziawszy kompletnie nie udało mi się tego dokonać tej nocy. Postanowiłam nie leżeć bezczynnie i pomóc w patrolowaniu osady. Wszyscy byliśmy w kompletnej gotowości, więc tylko wstałam, narzuciłam sweter i wyszłam z mojego namiotu robiąc to jak najciszej, żeby nie obudzić Kate, mojej pokojówki. Chociaż wolałam nazywać ją powierniczką. Kiedy miałam jakiś problem czy coś mnie trapiło zawsze mogłam się tym z nią podzielić. A ona była kompletnie dyskretna. Wcześniej nie zwróciłam na to uwagi, ale Kat była naprawdę śliczna. 
        Była drobną dziewczyną niewiele starszą ode mnie. Miała delikatne, regularne rysy twarzy, mały, zgrabny nosek, przenikliwe, aczkolwiek łagodne i pełne zaufania, fiołkowe oczy, na które cieniem kładły się długie, czarne rzęsy. Jej cera - blada i gładka - ostro kontrastowała z naturalnie kręcącymi się puklami długich, lśniących, kruczoczarnych włosów. Często chodziła w sukienkach podkreślających jej zgrabną figurę. Kate była dziewczyną praktyczną, jej wygląd mógł bardzo, ale to bardzo zwieść, bowiem wyglądała łagodnie i miło. Lecz nikt, kto zdążył poznać ją bliżej, nie da się zwieść. Tak naprawdę  Kate, mimo słodkiego wyglądu, była pełną temperamentu dziewczyną przygotowaną na każdą możliwą okoliczność. Ta dziewczyna miała w sobie niekończące się pokłady dobrego humoru jak i ognia, który często z tlącego się drewienka, zamieniał się w płonący las, gdy ktoś ją zdenerwował lub sprowokował ( czytaj Antonio, tak poza tym to na gołe oko od razu widać, że ta para miała się ku sobie. Wszyscy to widzieli tylko tych dwoje ślepców nie).
        Jeszcze chwilę popatrzyłam na moją przyjaciółkę i wyszłam z namiotu. Akurat w tym momencie straż wymieniała się i Rycerze mieli zastępować aurorów. Jest jakaś szansa, że spotkam kogoś znajomego. Zaczęłam się rozglądać. Jednak mój rozum usilnie starał się o czymś mi przypomnieć, bo nie mogłam się pozbyć tego uciążliwego wrażenia, że czegoś nie wzięłam. No tak ! Moja różdżka ! Wbiegłam z powrotem do namiotu, zabrałam moją ukochaną różdżkę i - ku mojemu ogromnemu szczęściu - zobaczyłam na straży Antonia. On też mnie dostrzegł, bo już po chwili gestem przywoływał mnie do siebie. Niestety minę miał nie tęgą. Oj. Chyba nie cieszy się, że włóczę się sama po obozowisku. Nie miałam ochoty wysłuchiwać jeszcze raz tych samych wyjaśnień, które słyszałam od Garetha. ( "Nie, nie możesz Hermiono stać na straży, to zbyt niebezpieczne, Tronis albo któryś z jego sprzymierzeńców mógłby Cię porwać" albo " A po co masz stać na straży z innym strażnikiem ? To kompletnie bez sensu. Nie, nie chce dłużej słuchać żadnych wyjaśnień, jestem twoim opiekunem i rozkazuję Ci iść spać" a kiedy widział, że się nie poddam, powiedział tylko " Bez dyskusji", spojrzał na mnie tym swoim stalowym, bezwzględnym wzrokiem, odwrócił się i poszedł w siną dal ). W każdym razie podchodząc do Antonia podniosłam prawą dłoń do góry w geście uciszenia i zaczęłam :
  - Wiem Antonio, jest zbyt niebezpiecznie, żeby urządzać sobie wycieczki po Kotlinie o 3 w nocy. Wiem również to, że ktoś mógłby mnie porwać, zranić, zabić czy Bóg wie jeszcze co. No ale od czego są zabezpieczenia ? Poza tym nie mogłam spać. Zobaczyłam Cię z namiotu i stwierdziłam, że równie dobrze zamiast leżeć mogę Ci dotrzymać towarzystwa, prawda ? - uśmiechnęłam się do niego słodko. Trochę nagięłam prawdę, bo i tak nawet gdyby go nie było to wyszłabym z namiotu, ale tego akurat nie musiał wiedzieć.
  - Przez ciebie Gareth mnie zabije. Ech, ale trochę racji masz. Wzięłaś różdżkę ? - pokręciłam głową - W takim razie możesz zostać. Ale tylko chwilkę - spojrzał na mnie surowym, ojcowskim wzrokiem. Nie mogłam powstrzymać śmiechu. Po chwili Antonio śmiał się razem ze mną. 
  - No więc powiedz mi, śliczna, dlaczego nie mogłaś zasnąć ?
  - Męczy mnie ta historia z klątwą. Martwię się o Garetha. Wygląda naprawdę marnie.
  - Muszę się z tobą zgodzić. Śmierć przyjaciela go dobiła, martwi się o naszą osadę, o Rycerzy, o przyjaciół, ale przede wszystkim o Ciebie, śliczna.
  - O mnie ? - otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia.
  - Nie słyszałaś, co powiedział Tronis ? Gareth pluje sobie w brodę, że nie dopilnował, żebyś została w osadzie.
  - Obwinia się ? Ale to przecież moja wina. Mając w perspektywie pilnowanie mnie albo ocalenie setki ludzi ,ja na jego miejscu zrobiłabym to samo. 
  - Ta klątwa ... zrozum Hermiono, nikt nie zna jej treści, każdy wie tylko tyle, że takowa naprawdę istnieje, więc żadne ze stworzeń na tym świecie nie chcę się o tym przekonywać. Większy strach budzi nieznane, bo wydaje się nieuchwytne, nieosiągalne, boimy się konsekwencji. Natomiast to, co już znamy, daje nam poczucie fałszywego bezpieczeństwa, no bo skoro jest znane, to czego mamy się lękać ? Ale znane jak i nieznane bywa niebezpieczne, zwodne. Gareth nie boi się o siebie, boi się, że ta klątwa dotknie innych ludzi, że to będzie jego wina. Gareth od zawsze był uczuciowym facetem. Zawsze bardziej martwił się o innych niż o siebie.
  - Tak, jest bardzo ... - nie mogłam znaleźć odpowiedniego słowa, które opisałoby mojego obrońcę w całej krasie, sprawiedliwie i w najwyższym stopniu zasłużenie, więc wydukałam tylko - szlachetny i dobry.
        Rozmawialiśmy tak z Antonio aż do końca jego warty. Kontemplowaliśmy uroki natury, debatowaliśmy na różne tematy, żartowaliśmy i spieraliśmy się w najbardziej błahych rzeczach. Oczywiście w końcu wybuchaliśmy nieposkromionym śmiechem i już tak bolały nas brzuchy, że nie próbowaliśmy rozmawiać. W ciszy również jego towarzystwo było miłe. Tamtego wieczoru odniosłam wrażenie, że z Antoniem można wszystko, że jest najlepszym powiernikiem, przyjacielem, Rycerzem. Warta Toniego ( tak go nazywałam w myślach i zamierzałam w przyszłości wykorzystać tą ksywkę przeciwko niemu ) skończyła się, ponieważ specjalna opaska zmieniła swój kolor z granatowego ( warta ) na żółty ( koniec warty ). Pech chciał, że akurat tego dnia miejsce Antonio zajmował Gareth. Nie był ucieszony, kiedy nas razem zobaczył. Chociaż nie jestem pewna, czy to nie aby tylko i wyłącznie moja osoba wywołała na jego twarzy ten grymas gniewu.
  - Co ONA tutaj robi ?! - zawarczał. Z jego oczu biła tak dzika furia, że aż odsunęłam się kilka kroków za Antonia.
  - Uspokój się stary. Nie mogła zasnąć, więc pozwoliłem jej chwilę zostać. Właśnie miała wracać do namiotu.
  - Zdaję się, że w ogóle nie miała z niego wychodzić. Czy moje rozkazy brzmią niejasno ? - Gareth cały drżał.
  - Bardzo jasno, przyjacielu.
  - Więc od tej chwili, każde moje polecenie ma się przywitać z poparciem. To ostatni raz. Jeszcze jedno nieposłuszeństwo względem kapitana i będę musiał Ci wymierzyć karę. Nie chcę, ale muszę. Nie mogę Cię traktować bardziej ulgowo, bo jesteśmy przyjaciółmi. Zrozumiano ? - zauważyłam, że również w oczach Antonia zapalił się ten ów niebezpieczny błysk, nie odezwał się ani słowem, domyśliłam się, że zapewne Toni chce nad sobą zapanować - Pytam, czy zrozumiano.
  - Tak jest, sir.
        Antonio odszedł do swojego namiotu nawet się nie oglądając. Podążałam za nim spojrzeniem, póki nie zniknął wśród ciemności. Następnie skierowałam swój wzrok na Garetha. Patrzyłam na niego z pogardą.
  - On nie zrobił nic złego. Nie miałeś prawa go tak potraktować. Wcale nie chciał, żebym tu była. On był i jest lojalny wobec ciebie. Ja nie - po tych słowach odwróciłam się i szybko skierowałam w stronę, w którą poszedł Antonio. Lecz przez ten ułamek sekundy, odwracając się, zobaczyłam w oczach Garetha szczere zdumienie. Moje słowa jeszcze w pełni do mnie nie dotarły. Były impulsem i wypowiedziałam je w kompletnej złości. Wtedy nie myślałam. Tylko działałam.
        W końcu dogoniłam Antonia. Chyba wybrał się na spacer, bo kierował się w kierunku wyjścia z osady. Na szczęście zdążyłam go powstrzymać. Nie wiadomo kiedy smoki mogą wrócić. W każdym razie złapałam Toniego za rękaw.
  - Nie idź tam.
        Odwrócił się, spojrzał mi w oczy i przytulił mnie z siłą niedźwiedzia. Wtedy zdałam sobie sprawę, że nawet ten żartowniś ma w sobie nutkę niepokoju, że nie tylko my się martwimy i nie tylko my próbujemy trzymać nerwy i uczucia na wodzy.
        Staliśmy tak przez dłuższą chwilę. Lekko go odepchnęłam. Popatrzyłam mu w oczy, uśmiechnęłam się pokrzepiająco. Chciałam poprawić mu nastrój. Jednak w chwili, kiedy spotkałam jego wzrok, wiedziałam już, że chce zostać sam. Nie był do końca opanowany i bał się, że może powiedzieć nie tej osobie o jedno słowo za dużo. Mimo, że nie miałabym do niego żalu, rozumiałam to. Po prostu uśmiechnęłam się, pocałowałam go w policzek i powiedziałam - "Dobrej nocy Tonio". Chwilę patrzył na mnie oszołomiony, żeby później stać i śmiać się do rozpuku. Ja również się roześmiałam, tyle że byłam już w drodze do swojego namiotu. Ach, faceci. No ale w sumie nie stało się nic złego, więc dlaczego obydwaj zareagowali tak gwałtownie ? A mówią, że to kobiety bywają skomplikowane. Nic podobnego. Moje rozmyślania przerwała Kate, która wpadła na mnie tak nagle, że omal się nie przewróciłam.
  - Kat, pies Cię ściga ?
  - Nie Miona, ale Gareth, tzn. kapitan kazał mi natychmiast Cię do niego przyprowadzić.
  - Tak ? A niby po co ?
  - Chyba jest na Ciebie wściekły.
  - Droga Kat. Powiedz naszemu drogiemu kapitanowi, że dzisiaj już jestem zmęczona i nie mam zamiaru truć sobie nim głowy. Poza tym, to chyba nie jest najlepsza pora na rozmowy. Jutro też jest dzień.
  - Co Ty mówisz, Hermiono, przecież on mnie zabije. Już i tak dał mi reprymendę, że nie zauważyłam twojego zniknięcia i .... - nie wytrzymałam.
  - No i co ?! Uważa, że jesteś moim psem obronnym ?! że jesteś jakimś androidem ?! Że nie potrzebujesz snu ?! Co on sobie myśli ?! Zaprząta ludziom głowę moją osobą, co jest kompletnie absurdalne, uważa mnie za ofiarę losu niegodną zaufania, wydziera się na was wszystkich, bo wielki pan i obrońca uciśnionych ma taki sobie zły dzień ?! Myśli, że ma takie prawo ?! Otóż nie ! Nie ma i nie zamierzam z nim rozmawiać, dopóki sobie nie przemyśli pewnych kwestii - nagle zza namiotu wyszedł Gareth. Słyszał całą moją debatę. Oskarżycielsko wycelowałam ku niemu palec - Zadowolony z siebie jesteś ? Przez ciebie Antonio o mało co nie wyszedł poza pole ochronne ! Coś mogło go napaść. To mógł być smok, tryton i Bóg wie jeszcze co ! A to wszystko przez Ciebie.
  - A co Ty go tak bronisz ? - mówią, że najlepszą obroną jest atak. No więc Gareth zastosował tą taktykę.
  - A co Ty tak na niego napierasz ? O co Ci chodzi ?! - spojrzałam na niego. Jego oczy pociemniały. - nie wierzę. Czy Ty myślisz, że ja i Antonio ...
  - A nie ? - roześmiałam się w głos. To był histeryczny śmiech wariatki. Kat i Gareth tak właśnie na mnie patrzyli.
  - Gdybyś wiedział, jak ogromnym jesteś idiotą i palantem, to zamiast twoich ostatnich słów już za samą myśl byś przepraszał. Nic nie łączy mnie z Antoniem. To mój PRZYJACIEL, podkreślam, i nie mam zamiaru więcej tłumaczyć się z tej relacji. W przeciwieństwie do Ciebie potrafi słuchać i nie wysuwa bezpodstawnych oskarżeń. No i gdybyś chciał wiedzieć, to wyszłam z namiotu tylko dlatego, że miałam ogromną nadzieję Cię spotkać. Żałuję moich ostatnich słów, kiedy powiedziałam Ci, że nie jestem wobec Ciebie lojalna, bo to nie prawda. Mimo wszystko nie żałuję niczego co powiedziałam od momentu, kiedy Kat na mnie wpadła. A teraz żegnam. Aha i jeszcze jedno - spojrzałam na Garetha twardo i nieugięcie - Chcę, żeby moim nowym opiekunem był Antonio. On przynajmniej potrafi się uśmiechać. - odwróciłam się na pięcie i weszłam do namiotu. Tej nocy długo nie mogłam zasnąć. Wiem tylko, że kiedy moje powieki zrobiły się ciężkie, zaczęło świtać.
______________________________

Wiem wiem, jestem beznadziejna, rozdział miał być wczoraj. No ale wydajemy rodzinne przyjęcie niespodziankę dla mojej babci, która kończy niedługo 70 lat, no i jak wiadomo zjedzie się prawie cała rodzina więc roboty jest ohohohohoooo ... i jeszcze więcej. -,- wybaczcie mi, rozdziały mogą być z poślizgiem albo bardzo opóźnione, bo zdajecie sobie sprawę, że za niedługo jest koniec roku i praktycznie w mojej szkole to jest ostatni miesiąc pracy na oceny. Więc sami rozumiecie ... W każdym razie życzę Wam miłego czytania ;)

piątek, 9 maja 2014

Rozdział XIV

Dobrze więc, moja kuzynka nie ma rozumu a moja głupota nie zna granic, ale mimo wszystko nie będę pisała ponownie całego rozdziału, zajęłoby mi to zbyt wiele czasu, więc wyjaśnię pokrótce co w nim było. 

Otóż Hermiona z Garethem wyszli z groty żeby wspomóc innych rycerzy w walce. Jednak na miejscu nie zastali nikogo, więc Gareth kazał Hermionie zostać w osadzie a on sam wyruszył na sam szczyt Smoczej Góry. No ale nasza kochana Gryfonka nie posłuchała i poszła za nim. Na miejscu Gareth zastał wszystkie smoki zamieszkujące Smoczą Kotlinę oraz całą osadę uwięzioną w ciasnych klatkach zwisających z sufitu. Zaczęła się rozmowa Garetha z nowym przywódcą smoków, Tronisem, który od zawsze pragnął władzy i który został podejrzanym w sparwie zabicia dotychczasowego władcy Kotliny i serdecznego przyjaciela Garetha, Xanto. Niestety Tronis ma swoich smoczych zwolenników i chce zrzucić całą winę na ludzi. Zaczyna się walka, nagle zza rogu wyskakuje Hermiona. Okazuje się, że smoki nie wiedzą o jej magicznych zdolnościach. Z resztą, między uwięzionymi rycerzami również jest sporo magów i czarownic, więc szybko udaje im się wydostać z klatek i dołączyć do walki. Smoki uciekają, ale Tronis mówi Hermionie, że niedługo spełni się przepowiednia i że dziewczyna znienawidzi Garetha a wtedy on, Tronis, będzie przy niej. Po czym wszystkie smoki odlatują a ludzie wracają do swojej osady. Po drodze przyjaciel Garetha, Antonio ( młody, przystojny szatyn o onyksowych oczach, męskich, ostrych rysach twarzy, dobrze zbudowany z wesołym usposobieniem ) podchodzi do Hermiony i zaczynają rozmowę. Opowiada jej dzieje, kiedy świat jeszcze nie był podzielony na rasy a teren na całej kuli Ziemskiej pozostawał uniwersalny ( w sensie nie dzielił się na osobne tereny smoków, ludzi, osób magicznych itp ). Opowiedział jej o ojcu Tronisa, Lunoxie, który nienawidził swoich rodziców i chciał zapanować nad światem ( jego matka była smoczycą i związała się z człowiekiem. Mężczyzna umarł a ona zaraz po urodzinach Lunoxa zabiła się za pomocą trytonów*, gdyż chciała na zawsze być z ukochanym. Lunox był zmiennokształtnym** i trafił do rodziny zastępczej, gdzie był niekochany i niechciany ). Kiedy został wyrzucony przez rodziców zastępczych, wybrał się na Południe, gdzie zamieszkał ze swoim gatunkiem. Jednakże nie ujawniał swojej zmiennokształtności, gdyż tam mieszkały tylko smoki czystej krwi*** i nie przyjmowały innych anomalii gatunkowych. Lunox związał się z córką przywódcy tutejszych smoków i w dosyć szybkim czasie urodził mu się potomek, któremu nadał imię Tronis. Kazał synowi nie ujawniać się ze swoją zmiennokształtnością, którą odziedziczył po Lunoxie. Chciał uchronić syna od tego, od czego nie uchroniono jego. Po pewnym czasie zaczął zbierać swoich zwolenników mówiąc, że krzyżowanie ras jest niedorzeczne i złe i że trzeba wypleniać ten paskudny zwyczaj. Znalazł dosyć sporą grupę popleczników. Jednak w pewnej wiosce mieszkała najmądrzejsza i najpotężniejsza czarownica Galatea. Posiadała dar widzenia. Potrafiła zobaczyć co było w przeszłości, co dzieje się w teraźniejszości w różnych zakamarkach świata i co będzie działo się w przyszłości. Zobaczyła, że w najbliższym czasie odwiedzi ją Lunox z pewną propozycją. Nie zdziwiła się więc, widząc go kilka dni później. Smok zaproponował jej współwładzę, gdyż wiedział, że czarownica jest potężna i dzięki niej byłby niepokonany. Nasza droga Galatea odmówiła wybierając dobro, jednakże Lunox nie poddawał się i co jakiś czas składał czarownicy wizytę. Ta, ku jego rozczarowaniu, zawsze odmawiała. W końcu smok przestał uzależniać się od niej i rozpoczął walki ze wszystkimi gatunkami świata. Kiedy przybył do Afrykańskiej wioski, gdzie mieszkało właśnie tak znienawidzone przez niego plemię zmiennokształtnych, od razu rozpoczął starcie. Spodziewał się, że jego przeciwnicy słyszeli już o podbojach Czarnej Plagi**** i że nie warto stawiać im oporu. Cóż, tutejszy wódz jednak nie miał zamiaru ustępować tak łatwo. Zaczęły się straszne bitwy, trwały kilka miesięcy i Lunox po zabiciu wodza - a był nim Ivar Haroun, ojciec wtedy 9-cio letniego Garetha - pozostawił wioskę i jej mieszkańców w kompletniej rozsypce. Wtedy Galatea ułożyła przepowiednię, która kilka lat później spełniła się. Otóż Gareth miał zemścić się na ojcu Tronisa zabijając go, a na samego siebie ściągając w ten sposób klątwę. Treść klątwy miała być nikomu nie znana, ponieważ Galatea spisała ją na pergaminie i bardzo dokładnie ukryła. Oddałaby wszystko byleby tylko to przekleństwo się nie spełniło.Niestety, Tronis, w nikomu nieznany sposób, dostał się do pergaminu i wykradł go. Dopiero na miejscu zorientował się, że lecąc musiał zahaczyć nim o gałąź, ponieważ gdy doleciał  okazało się, że ma jedynie połowę klątwy. Druga połówka szczęśliwym zbiegiem okoliczności trafiła do Galatei. Do dziś dnia jednak nikt nie zna brzmienia klątwy ( oprócz Galatei w całości i Tronisa w połowie - nie powiedział nikomu o zdobyczy ) Teraz Tronis planuje zemstę za śmierć ojca i planuje dokończyć jego dzieło ( wszystkie tereny świata zostały podzielone, jedynie - a może aż - brakuje władcy kierującego wszystkimi gatunkami na raz ) Chce odzyskać drugą połowę pergaminu i dopełnić klątwę ciążącą na Garethcie. Antonio kończy swoją opowieść, oddala się do swoich towarzyszy. Gareth trzyma się daleko z przodu. W końcu wszyscy docierają do wioski. Szkody nie okazują się aż tak wielkie, jedynie zostało spalonych kilka namiotów. Cała osada bierze się za ich odbudowę i już po godzinie zapada w sen. Tym razem dla ochrony przydzielono kilku aurorów. 

* trytony - ważki podobne do  tych zwykłych w świecie mugoli, jednakże te posiadają śmiertelny jad, którego wystarczą dwie krople, żeby przez ostatnie 10 sekund życia pogrążyć człowieka, smoka lub inną istotę w kompletnej agonii a później wyssać z niej życie. ( wiem wiem, że tryton to było coś tam innego, ale ja sobie tak wymyśliłam. No bo w sumie fajna nazwa a tu się okazuje, że chodzi o jakieś ważki xD ) 

** zmiennokształtni - skrzyżowanie człowieka ze smokiem. Zmiennokształtność polega na zmienianiu się smoka w człowieka i na odwrót w dowolnej chwili. Oczywiście trzeba opanować tę sztukę do perfekcji, nikt nie ma tak łatwo ;) Przekazywana jest z pokolenia na pokolenie.

*** smocza czysta krew - no cóż, to tak jak z krwią czarodziei. Zero krzyżówek z innymi gatunkami, same bardzo stare smocze rody z tradycjami przestrzeganymi od pokoleń. 

**** Czarna Plaga - dawne oddziały Lunoxa, szerzyły kompletne spustoszenie na świecie.

________________________

No cóż, macie taki skrócony rozdział XIV.  Kilka rzeczy jest chyba trochę inaczej niż było, ale sens jest ten sam no i dodałam kilka rzeczy od siebie. Następnej notki wypatrujcie jutro albo w niedzielę ;) postaram się jeszcze dzisiaj za nią zabrać. Postanowiłam zacząć pisać z perspektywy Hermiony, bo to bardzo ułatwi mi pisanie no i dzięki temu uniknę wielu powtórzeń. Ten rozdział musiałam napisać chociażby w formie streszczenia, bo później nie wiedzielibyście o co chodzi. Tych, którzy już czytali ten rozdział jeszcze przed usunięciem , proszę o cierpliwość najpóźniej do niedzieli. Natomiast tym, którzy jeszcze nie czytali życzę miłego streszczenia ... xD 
PS. A no i wybaczcie, że tak przeskakiwałam czasami przeszły - teraźniejszy, ale chodziło mi tylko o wyjaśnienie paru szczegółów no i za bardzo nie zwracałam na to uwagi bo chcę zabrać się jak najszybciej za następny rozdział ;)

Ugrrrr....

Serio ? Serio ?! wybaczcie mi zniknięcie XIV rozdziału, niestety to nie moja wina tylko mojej nieudolnej kuzynki, która zaczęła mi szperać przy blogu, bo ja inteligentna zostawiłam włączonego laptopa ! Ugrrr ...     -,- a to był najważniejszy rozdział, no !!!! Jak wiecie piszę wszystko na świeżo i nie miałam nigdzie zapisanego ... Zaraz się rozpłaczę !!!!! T.T Miałam się brać za następny wpis, ale teraz nie mam pojęcia co robić ...

niedziela, 6 kwietnia 2014

Rozdział XIII

Rozdział XIII

        Szukali jej wszyscy. Uczniowie, nauczyciele, nawet Filch poświęcił swój czas na poszukiwania panny Granger. Dumbledore siedział w swoim gabinecie. On jako jedyny nie uczestniczył w poszukiwaniach. Wczorajszego wieczoru poinformowano go, gdzie znajduje się Hermiona, jednak dyrektor nie mógł nikomu o tym powiedzieć, więc musiał jakoś zatuszować sprawę. Myślał nad tym cały ranek. Minął już tydzień od rzekomego "uprowadzenia" panny Granger, czyli trzeba było wymyślić jakieś sprawne i prawdopodobne wyjaśnienie przyczyny zniknięcia dziewczyny. Dyrektor postanowił nieco zmodyfikować prawdę, dzięki czemu nie będzie musiał uciekać się do kłamstwa i nielojalności wobec wszystkich obecnych w Hogwarcie. Dumbledore wolał przemilczeć pewne  kwestie, ale jeszcze nigdy nikogo nie okłamał w tak ważnych sprawach. 

        Harry, Ron, Draco i Blaze stali razem na korytarzu. Nie mogli uwierzyć w to, że dyrektor zakazał poszukiwań Hermiony a zamiast tego nakazał wszystkim obowiązkowo zjawić się na dzisiejszych zajęciach oraz na kolacji. 
  - Nigdy go nie lubiłem - stwierdził z niesmakiem Malfoy.
  - Skoro zaprzestał poszukiwań, wręcz zabronił wychodzić dzisiaj wszystkim z zamku, to musiał mieć ku temu ważne powody. Możliwe nawet, że Hermiona się odnalazła - Harry zaczął bronić Dumbledora. Zaczynały go już denerwować kwestie Malfoya. Blondyn więcej już nie odezwał się słowem tylko stał i rozglądał po korytarzu pełnym uczniów. 
        Wszyscy przyglądali się im z zaciekawieniem. W końcu powszechnie było wiadomo, że Ślizgoni i Gryfoni się nienawidzili, a w szczególności Draco nienawidził Harry'ego i Rona, z resztą ze wzajemnością. Dla blondyna jednak była to szansa. Połączone siły z Potter'em dawały o wiele większe szanse odnalezienia Hermiony a on zrobiłby wszystko, by tylko ją odnaleźć. Nawet zaprzyjaźniłby się z Wybrańcem. 

        Wielka Sala była dzisiaj w komplecie. Wszyscy uczniowie i nauczyciele odpowiedzieli na wezwanie dyrektora. Gdy tylko Dumbledore wszedł, wszelkie gwary rozmów ucichły. Cała sala chciała wysłuchać, co takiego ma do powiedzenia dyrektor. Nawet duchy przyleciały dowiedzieć się, dlaczego poszukiwania zostały poniechane. 
  - Witam wszystkich w tym wyjątkowym dniu - rozległ się miły głos dyrektora - Zapewne zastanawiacie się, dlaczego zaniechałem poszukiwań naszej drogiej panny Granger - zrobił efektywną pauzę pełną napięcia - Otóż otrzymałem wczoraj bardzo wiarygodny list, że nasza droga uczennica jest bezpieczna. W kopercie znajdował się również drugi list adresowany od panny Granger. Zapewniała mnie gorąco, że nic jej nie jest i żebyśmy się nie martwili. Nie powiadamiałem was o tej korespondencji, gdyż uważałem, że jest już zbyt późna pora, ale również pragnąłem najpierw sprawdzić czy faktycznie wszystko odbywa się zgodnie z treścią listu. W nocy wybrałem się na miejsce pobytu naszej drogiej Hermiony i zapewniam was, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. A teraz proszę was, jedzcie i radujcie się ! Niech te ponure miny zejdą z waszych twarzy. Nie pociesza was fakt powrotu do normalnego trybu dnia i nauki, ale im szybciej tym lepiej ! Życzę smacznego i dobrej nocy - dyrektor już chciał się oddalić, kiedy Draco wstał i zaczął iść w stronę stołu dla nauczycieli. 
  - Chwileczkę ! Nie wierzę w te pańskie zapewnienia ! - Draco wycelował palec w dyrektora. W Wielkiej Sali na powrót zapanowała cisza - Gdzie jest ten list ? Dlaczego nie chce pan go pokazać ? Co w nim takiego jest? 
  - W liście znajduje się miejsce pobytu panny Granger, którego pod żadnym pozorem nie wolno mi zdradzać, panie Malfoy. Poza tym list został już zniszczony, przecież nie chcielibyśmy, żeby dostał się w niepowołane ręce, nieprawdaż ? Poza tym, Draco, na przyszłość radziłbym Ci się odzywać trochę grzeczniej do nauczycieli i z większym szacunkiem. O nie, nie protestuj - uciszył blondyna unosząc rękę - rozumiem twój gniew, niepokój, bak zaufania. Niestety w tych okolicznościach nie pozostaje Ci nic innego jak mi zaufać. - dyrektor odwrócił się bezceremonialnie i wyszedł. Wściekły Draco stał przez chwilę patrząc nienawistnie w miejsce zniknięcia dyrektora, po czym wyszedł z Sali nie zważając na protesty nauczycieli.

        Hermiona stała przed tarczą i próbowała się skoncentrować. Miała zaciętą minę, zmarszczony nosek i przymrużone oczy. Wygląda tak uroczo - pomyślał Gareth. Mimo wielu czasochłonnych zajęć zdecydował się wziąć całkowitą odpowiedzialność za Hermionę i został jej opiekunem. Starał się z nią spędzać możliwie jak najwięcej czasu i nauczyć jej wielu bardzo przydatnych umiejętności. Tym razem padło na lekcję strzelania z łuku. 
  - Wyglądasz uroczo w tym skupieniu. Żyłka na szyi tak bardzo Ci pulsuje, że niemal widzę przepływającą krew. No ale cóż z tą żyłką ! Ten nos. W końcu go złamiesz jak będziesz go tak marszczyć. - Gareth zaczął żartobliwie ją przedrzeźniać. Dziewczyna starała się zachować surową minę, ale gdy go zobaczyła, nie mogła powstrzymać śmiechu. - Miło mi, że mogłem Cię w końcu rozśmieszyć - ucieszył się opiekun. 
  - Robiąc takie miny mógłbyś pójść do cyrku i robić je jednocześnie jadąc na monocyklu po linie na wysokości 3 metrów a do tego żąglując dziesięcioma piłeczkami naraz - wyobrażenie sobie tej sceny Gareth powitał kolejnym wybuchem śmiechu dziewczyny.
  - Nabijasz się ze mnie ? Nie ujdzie Ci to płazem - Hermiona nawet nie wiedziała kiedy chłopak doszedł do niej w trzech krokach, wyrwał łuk i bezceremonialnie przewrócił ją na ziemię, po czym zaczął łaskotać aż do momentu, kiedy zaczęła błagać, żeby przestał. Była cała zapłakana od niepohamowanego śmiechu. 
  - Jesteś okropny - wykrztusiła.
  - Ja ? Właśnie będę naprawiał szkody - wziął Hermionę na ręce. Kiedy była już w jego ramionach, zadrżała. Gareth wyczuł to, ale mylnie zinterpretował. - Zimno Ci ? - zapytał z troską. Dziewczyna przecząco pokręciła głową. Opiekun porzucił pomysł wrzucenia Gryfonki do jeziora, po czym skierował się do jej namiotu. 
  - Myślałam, że mamy lekcje strzału z łuku ?
  - Zmiana planów. 
        Kiedy dochodzili do namiotu, Gareth rzucił jakieś polecenie kobiecie stojącej przy namiocie, jednak nie usłyszała jakie, bo była skupiona tylko na tych silnych ramionach, w których się znajdowała. Opiekun postawił ją na podłodze, po czym zamknął wejście do jej tymczasowego domu. Wziął ją za rękę i zaprowadził do pobliskiego stołu. Usiedli. 
  - Opowiedz mi coś o sobie - poprosił chłopak.
  - Nie ma co opowiadać. Wszystko już wiesz. - Gareth już miał się obruszyć, ale w ostatniej chwili zobaczył w jej oczach wesołe ogniki. Roześmiał się.
  - Oj dziewczyno, tylko Ty wiesz jak wyprowadzić mnie z równowagi.
  - Nie tylko ja. Zdaje się, że ta śliczna królowa z kawałkiem lodu zamiast serca robi to na okrągło.
  - Sara bardzo wiele przeszła. Jesteśmy niczym rodzeństwo. Przyjaźnimy się od dzieciństwa, zawsze robiliśmy wszystko razem. Czułem i czuje się za nią odpowiedzialny. Po tej tragedii ... Ona nie była taka. Fakt, wyrosła na dumną piękność o surowym wyglądzie, ale jej uśmiech łagodził te twarde damskie rysy. Niestety masz rację. Teraz jest królową śniegu i usilnie stara się robić wszystko na własną rękę. Nie może pogodzić się z faktem, że jest w  mojej grupie i tym bardziej z tym, że ja jestem jej szefem, że dzięki temu nadal się nią opiekuje - zobaczył zaskoczoną minę Hermiony - Pewnie myślałaś, że zależy jej wyłącznie na moim stanowisku ? Owszem, chciała je, ale jak mówię tylko po to żeby się wyrwać spod moich skrzydeł. Niestety nic z tego. 
  - Dlaczego nie dasz jej swobody, skoro tak bardzo jej potrzebuje ? 
  - Ona chce się zemścić. Stanowisko jest jej potrzebne wyłącznie do tego. 
  - Myślałam, że chodzi tylko o odsunięcie Ciebie.
  - Faktycznie tak to przedstawiłem. Jeszcze raz. Po tej całej tragedii nie chciała już mojej opieki. Chciała sama stawić czoła problemom, przez co chciała się ode mnie odsunąć. Już wtedy byliśmy Rycerzami Świtu. Mieliśmy misję ochrony pewnej bardzo wpływowej czarownicy, która zagrażała czarnym charakterom. Sara pragnęła się wykazać, udowodnić, że mogłaby być dobrym przywódcą grupy. No więc dostała szansę. Jak na jej wiek była świetnym Rycerzem i miała już za sobą niejedną niebezpieczną aczkolwiek udaną misję. Tym razem jednak nie poszło tak gładko. Przejeżdżaliśmy wąwozem, nie mogliśmy się teleportować na drugą stronę, bo to miejsce chroniły potężne zaklęcia. Zaczaili się na nas. Sara oczywiście wszystko przemyślała. Jednak jedna rzecz jej umknęła. Planami wychodziła daleko w przyszłość i zawsze wszystko szło po jej myśli. Nie tym razem. Nasi oprawcy usidlili dziesięć smoków. Nie mieliśmy żadnych szans. Mimo że Sara zarządzała grupą, to ja natychmiast rozkazałem wszystkim ratować życie. Sam jednak podjąłem walkę, aby im to ułatwić. Wśród nas był ukochany Sary. Mimo młodego wieku byli zaręczeni i widać było, że to miłość na zawsze. Niestety Jason zginął. Połknął go smok. Cóż za niewdzięczna śmierć takiego bohatera ! Sara o niczym nie wiedziała. Dopiero kiedy wszyscy znaleźliśmy się w bezpiecznym miejscu okazało się, że brakuje trzech ludzi. Słynnej czarownicy, naszego głównego dowódcy...
  - I Jasona.
  - Tak. Sara wprost szalała z gniewu. Myślała, że on dalej z nimi walczy. Bardzo lubił walkę. Chciała tam wrócić wystawiając się na pewną śmierć. Nikt nie widział śmierci Jasona, tylko ja ją widziałem i tylko jej mogłem uświadomić, co się stało ! W pewnej chwili, kiedy miałem jej już powiedzieć, przed szereg wyszedł jeden z rycerzy i, od tak sobie, uświadomił Sarze lekkim tonem, że Jason zginął. Załamała się. Tej nocy zabiła człowieka. Za to, że splamił jej ukochanego mówiąc o jego śmierci w ten sposób. Stanęła przed radą najstarszych, ale uniewinnili ją, ponieważ zbierali dowody na jego winę i udało im się dowieść, że to właśnie Jeremi nas zdradził, że to on poinformował naszych wrogów i sam załatwił im smoki. Jego brat był ich opiekunem i tamtego  dnia miał je dostarczyć do odległego smoczego azylu. No i nigdy już do niego nie dotarły. Teraz przynajmniej wiemy czego można się spodziewać. Mają na podorędziu dziesięć smoków i smoczego mistrza. Wracając do Sary, nigdy nie otrząsnęła się po tej stracie. Gdyby to ona została przywódcą mojego oddziału Rycerzy, z pewnością zaprowadziłaby ich na rychła śmierć, chcąc pomścić ukochanego. Sama też by zginęła, ale ja jej na to nigdy nie pozwolę. Dlatego właśnie przed wyborem dowodzącego poszedłem do rady starszych i przedstawiłem im moje obawy i uwagi. Nie chciałem być przywódcą, tylko zapobiec samozniszczeniu Sary. No ale stało się. Jestem nim i jestem odpowiedzialny za ludzi. Nie mogę zawieść nikogo. Mogłem pomóc Jasonowi. Gdybym wtedy nie połasił się na tego wstrętnego Dołohowa ... 
  - To nie twoja wina. - Hermiona wstała i przytuliła go. Nawet  nie spostrzegł, że w czasie całej opowieści chodził w tą i z powrotem. Odwzajemnił uścisk Gryfonki.
  - Co Ty takiego w sobie masz dziewczyno, że otwieram się przed tobą jak księga i pragnę, abyś pochłonęła każdy kawałek mojej duszy ?
        Nie odpowiedziała. Po prostu stali wtuleni w siebie zapominając o otaczającym ich świecie.

        Rzucajcie zaklęcia ! Zaklęcia !!! - krzyczał Antonio.
  - Co się dzieje przyjacielu ?! - z namiotu jak oparzony wybiegł Gareth.
  - Smoki urządziły sobie na nas nalot ! 
  - Spokojnie. Rzucajcie zaklęcia obronne, ale takie, który nie zrobią im krzywdy. 
  - One nas napastują a my mamy się z nimi obchodzić jak z jajem ! - prychnął Antonio.
  - Wiesz, że pod takim warunkiem możemy tutaj być, a poza tym  nie ujdzie im na sucho napadnięcie na nas. Już ja się o to postaram. - po tych słowach Gareth pobiegł do groty, w której mieszkał przywódca smoków, jego przyjaciel z dzieciństwa. Niestety, zastał go z wbitą adamantytową włócznią. Był martwy. 

________________________________

Specjalnie dla was kolejny rozdział. Mam nadzieję, że się spodoba. Miłego czytania ;)

wtorek, 25 marca 2014

Rozdział XII

Rozdział XII

        Nie wiedziała, co się z nią dzieje. Głowa tak potwornie ją bolała, była oszołomiona i nie mogła ruszać kończynami. Dopiero po chwili leżenia zorientowała się, że jest związana. Nie otwierała oczu, nie miała siły, mimo to jej porywacze zorientowali się, że już odzyskała przytomność, ponieważ jakiś kobiecy, chłodny głos wypowiedział zaklęcie :
  - Obscuro.
        Hermiona otworzyła oczy. Niestety na nic się to zdało, gdyż miała na oczach magiczną opaskę. Cholerny świat ! Zanim zdążyła się powstrzymać powiedziała słabym głosem "pić". Najwidoczniej jej oprawcy nie byli tacy źli. Ktoś delikatnie podniósł ją do pozycji siedzącej, oparł na sobie, kazał uchylić usta i powolutku wlewał jej do nich jakiś napój. Miał dziwny, słodko - mdły smak, ale Hermiona nie potrafiła zidentyfikować co mogło być w napoju. Nigdy w życiu nie miała niczego podobnego w ustach. 
  - Gdzie jestem ? - spytała Gryffonka. 
  - W bezpiecznym miejscu - odpowiedziała osoba, która ją podtrzymywała. Był to jakiś chłopak. Po głosie można było poznać, że był mniej więcej w wieku Hermiony, może o rok lub dwa starszy. 
  - To znaczy ? - zasyczała zirytowana.
  - Na twoim miejscu nie plułabym tym jadem, słonko - znów odezwał się ten chłodny, kobiecy głos.  
  - Saro, usuń jej tą opaskę z oczu. Nie zna nas, więc nam nie zagraża. 
  - Ani mi się śni. Zwieje nam i będzie wszystkim opowiadać a wtedy przepadliśmy. 
  - Zawsze jesteś taka zimna i uprzedzona. Przesadzasz - chłopak nachylił się do ucha Hermiony i szepnął - nie bój się, jest zimna i bezwzględna, ale nie zrobi Ci krzywdy. Z resztą nie po to tu jesteśmy. Musimy Cię chronić - pokrzepiająco ścisnął jej ramie. 
  - Bo się zakochasz - prychnęła jego wspólniczka po czym odeszła. 
  - Nie ruszaj się - chłopak wstał i cofnął zaklęcie. Nareszcie ! - krzyknęła Hermiona w myślach i natychmiast otworzyła oczy. Popatrzyła na swojego porywacza. Był wysokim, dobrze zbudowanym brunetem o zielonych, nakrapianych złotem oczach, wokół których biegła niesamowita ciemnozielona obwódka. To właśnie w nich tańczyły te wesołe iskierki, które łagodziły jego męskie, surowe rysy twarzy. Jego uśmiech był wprost zniewalający i zapewne niejednej już ugięły się nogi na ten widok. 
  - Zdałem egzamin ? - zapytał .
        Dziewczyna gwałtownie zamrugała powiekami. 
  - Słucham ?
  - Pytam, czy oględziny zakończyły się sukcesem. Mogę się już przedstawić ? - chłopak roześmiał się widząc zawstydzoną i zdezorientowaną minę Hermiony. Te jej dwa rumieńce wyglądały uroczo. Mógłby się przyzwyczaić do tego widoku.
  - Nazywam się Gareth. Jestem ostatnim z Rycerzy Świtu. 
  - Rycerzy Świtu ? - spytała pełna podziwu dziewczyna - Myślałam, że ta organizacja już dawno poszła w zapomnienie, głównie przez to, że was wszystkich uznano za zmarłych ... 
  - A, to - zaczął się śmiać - dziwnie jest mieć nagrobek w wieku siedemnastu lat, ale każdy z nas przyzwyczaił się do takich ekstremalnych sytuacji. Ludzie widzą Cię na ulicy i szepczą : "Widziałaś ? Przecież on nie żyje!" po czym uciekają jak najdalej. Mugole są śmieszni.
  - Tak, potrafią być ... uciążliwi.
  - Tak i to bardzo. To głównie przez nich czarne moce podejrzewają, że nasza organizacja wcale nie upadła. Przez lata ukrywaliśmy się, te zaginięcia niektórych czarodziejów to nasza sprawka, chronimy ich. Gdybyś widziała miny śmierciożerców ! Chcą skasować gościa a tu na ich oczach znika jakby nigdy nie stał przed nimi. Przez nas zaczną się u nich choroby psychiczne. 
  - Myślę, że już dawno się zaczęły - dziewczyna parsknęła śmiechem. 
  - Hej ! Tobie pewnie jest nie wygodnie! - Gareth jednym machnięciem różdżki usunął liny wiążące Gryffonkę.
  - Dzięki.
  - Nie ma sprawy. 
  - Tak w ogóle to jestem Hermiona ... 
  - Hermiona Granger, niezwykle utalentowana i mądra wiedźma półkrwi uczęszczająca do Hogwartu oraz należąca do domu Godryka Gryffindora. Masz za sobą mnóstwo ekstremalnych przygód, przyjaźnisz się z Ginny Weasly, jej braćmi : Ronem, Fredem oraz Georgem no i oczywiście jeszcze jeden przyjaciel : słynny Harry Potter. Z wszystkich zajęć masz wybitny, jesteś ogólnie lubiana lecz nie przez dom Slytherinu, mimo to aż nazbyt bardzo interesuje się tobą młody Ślizgon, niejaki Draco Malfoy, którego ojcem jest Lucjusz Malfoy, znany śmierciożerca, mąż Narcyzy Malfoy, siostry Bellatrix Lestrange, ulubienicy Voldzia. 
  - Łał - Hermiona przestała rozcierać sobie nadgarstki i patrzyła na nowego znajomego z otwartą  buzią - Nawet ja o sobie tak dużo nie wiem - stwierdziła z jadem w głosie. 
  - Wybacz, jeżeli kogoś ratujemy to musimy wiedzieć o nim wszystko na 100 %. No, może o życiu prywatnym nie, ale twoje wydawało się  interesujące - gdy zobaczył niezadowoloną minę Hermiony, zaczął się tłumaczyć - Znaczy chodziło mi o to, że ... Ja nie chciałem powiedzieć nic złego ... Ja po prostu ... 
  - Nieważne. Gdzie my jesteśmy ?
  - W osadzie zwanej Smoczą Kotliną. Jest to miejsce, które znaczy dla mnie wiele. Wychowywałem się tutaj. Nasza organizacja jest podzielona na grupy. Ja jestem dowódcą swojej. Mogłem wybrać miejsce naszego schronienia, naszej bazy. Wybrałem to, bo znam smoki, które zamieszkują tu nawet od tysięcy lat. Niektóre rejony tej Kotliny są bardzo niebezpieczne, dlatego prosiłbym Cię, żebyś nie odchodziła daleko od naszej osady. Resztę opowiem Ci później - Gareth odwrócił się i napotkał wzrok ślicznej brunetki o ostrych rysach, jasnoniebieskich oczach które aż raziły zimnem i chłodnym profesjonalizmem, o szczupłej, wysportowanej sylwetce i niezbyt miłym usposobieniu. 
  - To jest Sarah - przedstawił ja chłopak, lecz ona nawet nie kłopotała się ze zwracaniem uwagi na Hermionę. 
  - Prosiłam, żebyś jej nie uwalniał. Czy o tak dużo wymagam ?
  - Saro, nie zapominaj kto tu jest dowódcą i kto wydaje prośby i polecenia - odpowiedział równie chłodno Gareth. 
  - Wiesz, że ufam Ci, ale w pewnych sprawach jesteś naiwny jak małe dziecko - teraz zwróciła się do Hermiony - A Ty nawet nie próbuj ucieczki. Tego miejsca chronią potężne czary o jakich nie masz pojęcia, poza tym mamy Cię chronić i ani mi się śni biegać za tobą jak za jakimś szczeniakiem - po tych słowach Sarah wyszła.
  - Milutka, co ? - zapytał Gareth z zachmurzoną miną - Proszę Cię, uważaj na nią. Nie jest zła dziewczyną, ale po tym wypadku stała się taka chłodna i nieprzystępna... Nikogo nie dopuszcza do własnych uczuć. Nie chce mieć przyjaciół, znajomych. Jedyne kontakty jakie musi zawierać to te między naszymi grupami, jakieś kontakty z zewnątrz no i musi mieć styczność z osobami objętymi ochroną. Nie lubi szczególnie takich ładnych dziewczyn jak Ty - puścił Hermionie oko a ta odpowiedziała mu ciepłym uśmiechem - No to ja teraz zostawiam Cię samą. Przydzieliłem Ci Kate jako twoją pomoc, jeżeli będziesz czegoś potrzebowała to zwracaj się do niej. Poślę po nią żeby przygotowała Ci kąpiel i zaścieliła łóżko - widząc zdziwioną minę Hermiony dodał - Jest już dziesiąta wieczorem. Oczywiście przed spaniem dostaniesz kolację i jakieś środki przeciwbólowe. Na głowę, pewnie Cię boli. Była rozcięta, ale zaszyliśmy. Jutro przyjdę i opowiem Ci wszystko. Dobrych snów, Hermiono - dodał słodko po czym wyszedł. Zostawił Hermionę z kompletnym mętlikiem w głowie. 
_____________________________

No więc nie spodziewałam się, że już dzisiaj napisze rozdział, ale udało się. O dziwo miałam tysiące pomysłów w głowie, bo jak wiecie piszę wszystko na surowo, więc trochę mi to zajęło. Jak widzicie zmieniam koncepcje, historia kompletnie odstaje od tej w powieści pani Rowling ;) postanowiłam, że urozmaicę świat magii i dodam różne postacie żeby historia nie była nudnym love story. Mam nadzieję, że nowa koncepcja się spodoba :D Miłego czytania ! :)

Przeprosiny

Przeprosiny

        Moi kochani ! Bardzo was przepraszam za to, że tak dawno już nie było żadnej notki na moim blogu. Przeżywam teraz jakieś dziwne załamanie, nic mi nie wychodzi ... Brak weny do czegokolwiek, problemy. Nie wiem naprawdę co się ze mną dzieje, ale chcę żeby to się w końcu skończyło. Za niedługo pojawi się tu ciąg dalszy historii, ale myślę, że będzie to kompletny zwrot akcji niż dotychczas. Tak czytałam to co pisałam wcześniej i nie podoba mi się -,- Postaram się coś napisać dla was w najbliższych dniach. Mimo że nie zostawiacie po sobie śladu na statystykach widzę, że trochę was jest i dziękuje wam bardzo :* A, no i polecam wam gorąco tego bloga : http://milosc-nie-zna-obliviate.blogspot.com Dziewczyna naprawdę niesamowicie i ciekawie pisze, a nie chcę żeby i ten blog poszedł na straty tym bardziej, że jest świeży ;) Jeszcze raz przepraszam za brak aktywności, postaram się odpłacić wam z nawiązką. Pozdrawiam ;)

piątek, 28 lutego 2014

Rozdział XI

Rozdział XI

         Ron już prawie biegł ze zdenerwowania. Trząsł się niesamowicie. Hermiona jeszcze nigdy nie widziała go w takim stanie. Wiedziała, że skutki tego całego zajścia z Draconem mogą być poważne a nawet tragiczne. Nigdy nie widziała przyjaciela w takim stanie, nigdy się tak nie zachowywał. Owszem, można było wyprowadzić go z równowagi o wiele częściej, niżby tego chciał, ale nigdy aż tak. "No ale zaraz zaraz" - rzekła do siebie w myślach Hermiona - "Przecież to jest moje życie, on nie ma prawa mówić mi co mam robić !". Dziewczyna wstała z ziemi i ruszyła na Rona z determinacją wypisaną na twarzy.
  - Czego chcesz ? - spytała lodowatym głosem.
  - Co Ty z nim robisz ?! Nie widzisz, że on Cię wykorzystuje ?! Zabieraj się stąd, wracamy natychmiast do zamku ! - powiedział rudzielec władczym tonem, po czym złapał ją za rękę i zaczął ciągnąć wwybranym kierunku.
  - Pfff, czy Ty siebie słyszysz Ronaldzie ? - dziewczyna wyszarpnęła się z uścisku - To wszystko brzmi jak jakaś farsa ! Kim Ty jesteś, że mówisz mi co mam robić ze swoim życiem ? Kim jesteś, że mówisz mi kto jest dla mnie odpowiedni a kto nie ? Znasz mnie ? Wiesz kim naprawdę jestem ? Próbowałeś poznać mnie z innej strony ?! Znasz mnie tylko jako super mądrą i oczytaną Hermionę, którą w trakcie tarapatów warto mieć zawsze pod ręką, a jak już jest po kłopotach to też warto mieć ją pod ręką, bo przecież zadania się same nie zrobią !! - wściekła się - Ze względu na naszą przyjaźń tolerowałam to, ale nie mam dłużej zamiaru pozwalać Ci na to wszystko ! Wiem o tym, że mnie kochasz, ja Ciebie też kochałam, ale twój czas się skończył ! Za długo czekałam. Jesteś zwyczajnym tchórzem ! Mam Cię dosyć ! - Hermiona odwróciła się w stronę Dracona - W tej całej sprawie z Tobą on ma rację. Skąd mogę wiedzieć czy pomoc i serdeczność z twojej strony to nie przykrywka ? Kompletnie namieszałeś mi w głowie, nie mam pojęcia, co ja najlepszego robię. Odczep się ode mnie, nie chcę mieć z tobą nic wspólnego - odwróciła się do Rona - A z tobą tym bardziej.
        Hermiona pognała w stronę zakazanego lasu. Harry i reszta chcieli pobiec za nią, ale wytworzyła chwilową barierę ochronną, przez którą nie mogli przejść. Jak mieli ją znaleźć w zakazanym lesie ? 
        
        Biegła cały czas przed siebie, aż w końcu nie miała już siły i musiała się zatrzymać. Zaszyła się pod jakimś ogromnym drzewem i płakała. Nie mogła zebrać myśli, cała ta sytuacja przerosła ją. Nie. Nie będzie się zastanawiała,płakała, przepraszała, wracała. To nie jej  wina, niech oni choć raz w życiu podejmą jakąś rozsądną decyzję. Ona raz w życiu nie miała na to ochoty. Rozglądnęła się wokół siebie. Może przyjście tu to jednak nie był taki dobry pomysł. Było ciemno i zimno, każdy kont lasu wydawał się złowrogi. Fakt, biegła przed siebie, ale musiała omijać głazy, drzewa, więc w efekcie na pewno droga powrotna wcale nie będzie taka prosta. Tym bardziej, że jest sama, a w zakazanym lesie była zaledwie trzy razy i nie tak głęboko. Zrozumiała swoją głupotę. Po co tutaj biegła ? No tak, chciała być sama, wytrącili ją z równowagi, ale zakazany las to nie miejsce dla samotnej czarownicy. Wstała i wyjęła różdżkę. W tym samym czasie echem odbił się trzask gałęzi. Hermionie przeszedł dreszcz po plecach. W tym lesie są istoty, jakich świat nie widział. I pewnie nie miał na to ochoty. Bardzo niemądrze było tu przychodzić. "Lumos" mruknęła pod nosem, po czym światło wystrzeliło z końca różdżki i oświetliło część lasu. Odwróciła się w stronę, z której przyszła i pewnym krokiem ruszyła przed siebie. Nagle jej ciało stało się okropnie ciężkie i runęła na ziemię.

        W końcu bariera zniknęła. Wszyscy chłopcy pobiegli do lasu szukać Hermiony. Nie było to łatwe nawet przy świetle wydobywającym się z różdżek. Ziemia była tutaj sucha i zaschnięta, przypominała skorupę, więc bardzo trudno było znaleźć tu jakiekolwiek ślady zostawione przez dziewczynę. Szli ciągle wprost przed siebie. Nagle Harry zobaczył spinkę Hermiony. Czyli jednak biegła ciągle prosto. 
  - Chłopaki, prosto ! - Draco, Blaze i Ron zaczęli biec za wybrańcem we wskazanym kierunku. 
        Biegli tak długą chwilę. W końcu przystanęli, żeby trochę odsapnąć. Draco cały czas przeszukiwał kawałek po kawałku, desperacyjnie pragnąc odnaleźć dziewczynę. Kilka metrów od miejsca, w którym się zatrzymali, znalazł poplamioną krwią kurtkę dziewczyny. Natychmiast powiadomił o znalezisku resztę i ruszyli w drogę. Było to stosunkowo proste, ponieważ co kilkanaście kroków były świeże plamy krwi. Nie spodziewali się zastanego widoku.
________________________

Wybaczcie, że tak krótko i tak strasznie późno, ale dopiero teraz udało mi się cokolwiek napisać. Najpierw strasznie dużo nauki a potem byłam na kilkudniowej wycieczce. Było super . :3 Mam nadzieję, że się nie gniewacie. Miłego czytania. ;)